Co z tą Zosią? Po co w ogóle taka żona? Urodziła, rozleniwiła się, teraz chodzi jak balon. Myślisz, że schudnie? Aha, czekaj dalej – będzie tylko gorzej!

Co ty masz z tą Bogną? Po co ci taka żona? Przyszedł po porodzie, rozpadła się, a teraz łazi jak balon. Myślisz, że jeszcze schudnie? Jasne, czekaj, tylko się pogorszy!

Ale ona jest spoko. I właściwie podoba mi się, że ma trochę krągłości. Kiedyś była chuda jak patyk, a teraz ma kształty!

Powiedział to o swojej żonie i nie mógł powstrzymać uśmiechu. Najlepszy kumpel, Marek, od razu przybił mu w ramię.

Hej, nie daj się ponieść, dobra? Kogo to obchodzi, co ci się podoba. Pojawi się z nią na noworocznej imprezie w biurze i będziesz miał wstydu patrzeć kumplom w oczy. Jesteś wysoki, przystojny, szeroki. Kobieta ma swoją krótką chwilę, a my, faceci? Każdy wiek to dla nas szansa!

Fryderyk kręcił głową. Jednocześnie wpadła mu myśl, że może siedzi w tym małżeństwie za długo. Kiedyś był typem zalotnika, aż przybyła Bogna i wszystko się zmieniło spokojna, piękna, dobra, kuchnię ma w małym palcu. Sam przybrał na wadze jakieś dziesięć kilogramów, a do tego dopiero co mieli malucha.

Trzeba zmieniać żony co jakiś czas, jak stare opony! ryczał Marek, wybuchając śmiechem. Rozwiodłem swoją i teraz spotykam się z Leną. Młodą, zgrabną. Jak coś nie wypali, wymienię na kolejną!

Po tej gadce Fryderyk coraz częściej rozważał słowa kumpla. Marek go wciągał, a Fryderyk powoli przyjmował te myśli za własne. Może naprawdę zbyt długo siedział w tym związku?

Bogno, ty przybrałaś

Zanim zdążył dokończyć, żona, trzymając śpiącego jeszcze malucha przy piersi, otworzyła oczy szeroko.

I co z tego? Boję się, że przybrałam pięć kilogramów, to jaka tragedia? Ja tu opiekuję się dzieckiem, jestem wyczerpana, pracuję z domu, wszystkie rachunki, zakupy, gotowanie! A ty narzekasz na te pięć kilogramów?!

To było, jakby w jej duszy pękł kran. Chciała pęknąć ze łez, bo jej mąż nie docenił wszystkiego, co robi. Gdyby odeszła, zostawiłby ją samą z wszystkimi problemami.

Po co tak się rozpisujesz o kilogramy? Przyniosłam na świat człowieka, a ty się wkurzasz na wagę!

Bogna zaszlochała i poszła do pokoju dziecięcego z maluchem w ramionach. Fryderyk wciąż siedział na krześle. Gdyby miał inną żonę, może nie krzyczałaby tak.

Z każdym dniem Fryderyk wpadał coraz głębiej w myśli, które wpoił mu Marek. Coraz bardziej przekonywało go, że przyjaciel miał rację. Nie zostawiłby dziecka pomógłby ale mieć plan B nigdy nie zaszkodzi.

Patrz, jak ta Ania z drugiego działu na ciebie patrzy! Pożera cię wzrokiem! Jest wolna, sprawdziłem. Piękna, sportowa. Wygląda jak żywa obrazka! Obok niej twoja Bogna nie ma szans! mówił Marek, podchodząc do stołu.

I rzeczywiście, Ania stała przy ekspresie do wody. Młoda, przystojna, od czasu do czasu zerkała na koleżanki. Fryderyk nie zauważył tego ognia w oczach, o którym tak mówił Marek, ale kumpel miał większe doświadczenie, więc wiedział lepiej.

Kiedy wrócisz do domu, czeka cię taka kobieta! Wyobraź sobie szpilki, bielizna, wszystko, co mężczyzna lubi! A twoja? Pewnie w szlafroku z plamami po jedzeniu! Starzejesz się, a znajdziesz coraz trudniej dziewczynę.

Marek poklepał Fryderyka po ramieniu, po czym wrócił do swojego działu, rzucając kilka nieco nieprzyzwoitych dowcipów w stronę Ani. Fryderyk poczuł ukłucie zazdrości. Marek zawsze potrafił rozmawiać z kobietami, wymyślać numerki i potem chwalić się udanymi nocami.

Zadzwonił do mamy, żeby pogadać o żonie, którą jak sądził już nie pasuje mu. Lilia Nikitowna, zawsze stanowiąca jego stronę, tym razem nie dała mu poparcia.

Ty mały drańu, twoja żona dała ci dziecko, pracuje, prowadzi dom, jest piękna, a ty podnosisz nosem?! Facetów jest pięć, a wy wszyscy patrzycie jak wilki na las. Skoczycie potem na starość i będziecie wycieć pod księżycem! rzuciła.

Jej słowa przeszły mu przez uszy. Wciąż łapał spojrzenia Ani w pracy, myśląc, że Marek ma rację. Czas mijał nie znajdzie już takiej młodej jak teraz. Jednego dnia Fryderyk wrócił do domu tak wyczerpany, że nie myślał o niczym poza słowami kumpla.

Usiadł naprzeciw żony, która kołysała dziecko po kolejnej nieprzespanej nocy. Cienie pod oczami, skóra nie taka jak przed ciążą, brak sportowej sylwetki. Zrozumiał, że ją kocha, ale przerażało go, że może przegapić wszystkie męskie szanse.

Wiesz, Bogno, chyba powinniśmy się rozstać. Po porodzie się zmieniłaś. Zrozumiałem wiele i chyba czas

Słowa były niejasne, kręcił się, szukał delikatniejszych zwrotów, czuł się jak frajer, jakby dał się nabrać na telefonicznego oszusta i teraz unikał patrzenia, gdy ktoś pytał o to.

Na początku Bogna milczała. Spojrzała w jego oczy, pełne zmęczenia, bez gniewu czy rozczarowania. Położyła dziecko w łóżeczku, schowała dwa walizki i ruszyła w korytarz. Nie powiedziała nic, dopóki nie stanęła przy drzwiach.

Fryderyk chciał krzyknąć, zatrzymać ją, padnąć na kolana i przeprosić, ale wyobrażenie, że potem opowie to Markowi, sprawiło, że zamilkł.

Wiesz co, Fryc może powinieneś na jakiś czas zamieszkać sam, bez mnie i bez naszego synka. Kiedy miałeś wypadek i leżałeś w łóżku, pielęgnowałam cię cały rok. Pracowałam, opróżniałam kosze, robiłam ćwiczenia, szukałam najlepszych lekarzy, brałam pożyczki i spłacałam je. Nie mówiłam wtedy nic o rozwodzie. A ty wyrzuciłeś mnie z dzieckiem w ramionach za pięć wadliwych kilogramów.

Bogna odwróciła się i odeszła, nie czekając, aż Fryderyk zrozumie, co się stało. Stał w drzwiach, słysząc coraz dalsze kroki żony, i poczuł jedynie przytłaczający ból nieodwracalnego błędu.

Następnego dnia przyszedł do biura w złym humorze. Wszystko mu spadało z rąk. Marek podskakiwał wokół, gratulował, łapał za rękę jak chłopaki na podwórku.

No i super, idź zaczepiać Anię. To prawdziwa piękność jak nie, to ją sobie podkradnę!

Marek się roześmiał, ale Fryderyk nie był w dobrym nastroju. Spojrzał na niego i zobaczył, że rozumie.

Powiem ci, Marcinie. Byłem głupi, wierząc w ciebie. Miałem żonę, o której każdy facet by zazdrościł! Mam syna, dobrą rodzinę! Nie potrzebuję twoich młodych dziewczyn!

Mówisz jak kobieciak, nie facet!

A facet w twojej książce to ktoś, kto porzuca żonę i dziecko? Albo ktoś, co nie potrafi trzymać się jednej kobiety i ucieka przy pierwszej sukni?

Marek wziął się do bani na te słowa, i tak wybuchła ostra sprzeczka. Fryderyk postanowił, że jeśli nic się nie zmieni, nie będzie już przyjacielem Marka. Z takim przyjacielem nie potrzebujesz wrogów.

Tego samego dnia Fryderyk przyszedł do żony z ogromnym bukietem kwiatów. Padł na kolana, błagał o wybaczenie, przyznał, że dał się nabrać na opowieści kumpla. Winił tylko siebie i błagał o szansę. Bogna mu wybaczyła, wrócili do mieszkania i zaczęli żyć spokojnie. Wydawało mu się, że kocha ją jeszcze bardziej. Nie widział już w niej jedynie pakiet.

Dla niego Bogna stała się najpiękniejszą, najcenniejszą. Nawet kilogramy i zmęczenie przestały mieć znaczenie. Fryderyk zaczął aktywnie pomagać żonie, zabierał się za dziecko, wstawał w nocy, kładł go spać. Przejął pranie i gotowanie, kiedy trzeba. W międzyczasie Bogna zaczęła chodzić na siłownię.

Krok po kroku ich związek wrócił na właściwe tory. Fryderyk obiecał sobie, że nigdy więcej nie popełni takiego błędu. Cała sytuacja stała się dla niego ważną lekcją: zawsze należy słuchać własnej głowy.

Rate article
Fajna Tajna
Co z tą Zosią? Po co w ogóle taka żona? Urodziła, rozleniwiła się, teraz chodzi jak balon. Myślisz, że schudnie? Aha, czekaj dalej – będzie tylko gorzej!