Nieładna, ale Piękna

Hej, słuchaj, co się stało ostatnio…
Widzisz, w szpitalu na oddziale ortopedycznym w Warszawie poczułem nagły ból w klatce nagły huk ciemność ciemność W końcu ciemność zaczęła się rozpraszać i usłyszałem głos:

Pani Aniela, to lekarz, coś u nich wybuchło.

Czując rozprężenie szyi, próbowałem otworzyć oczy. Z trudem udało się je podnieść. Przed oczami migał wisiorek w kształcie prostokąta z wygrawerowanymi znakami zodiaku Zobaczyłem kobietę w białym kitlu.

Do sali operacyjnej! krzyknął ktoś tuż obok.

Rodzice wrócili z pracy. Mama zaraz pobiegła do kuchni, zerknęła do pokoju, gdzie syn odrabiał lekcje. Dawid, wchodząc, od razu zauważył, że chłopak nie ma dobrego humoru.

Tomku, co się stało? zapytał, lekko pogłaszczając go po głowie.

Nic mruknął czwartoklasista.

No, mów!

Już niedługo Dzień Kobiet. Nauczycielka zatrzymała nas po lekcjach i kazała przygotować prezenty dla dziewczyn.

I co? uśmiechnął się ojciec.

Mamy chłopców i dziewczyny po równo. Pani podzieliła, kto komu ma dać, i przyznała mi nieurodzoną Bognę Nowak.

Każda dziewczyna chce dostać prezent, nawet nieurodzona powiedział ojciec, próbując zachować powagę. Jak ona dzieliła? Alfabetycznie?

Nie, według znaków zodiaku. westchnął Tomek.

Co to znaczy? zapytał Dawid, uśmiechając się.

Według kompatybilności. Bogna to Panna, a Panny najlepiej pasują do Byka. A ja jestem Bykiem.

To super, skoro pasujecie! Może nawet się w niej zakochasz.

Ja? W Bognie Nowak? wybuchł śmiechem ojciec.

Wtedy weszła Helena:

Co tu się dzieje?

Lena, idź do kuchni rzekł ojciec poważnie. Musimy pogadać z Tomkiem.

Gdy matka wyszła, Tomek zapytał smutnym głosem:

Tato, co mam teraz zrobić?

Przygotować prezent!

Jaki?

Jutro w pracy zrobię coś dla twojej wybranki.

Co? Pracujesz w fabryce!

Tak, w zakładzie galwanicznym w Łodzi. Produkujemy powłoki metalowe.

Nie rozumiem.

Zobaczysz jutro!

***

Następnego dnia ojciec przyniósł wisiorek na łańcuszku, wyglądał jak złoty prostokąt. Po jednej stronie wygrawerował dwa znaki: Byk i Panna, po drugiej małym, ale eleganckim pismem:

Dla mojej koleżanki Bogny z okazji Dnia Kobiet! Antoni.

No, ten wisiorek był piękny! A kiedy mama włożyła go do przezroczystego woreczka, wyglądał jeszcze lepiej.

***

Wreszcie nadszedł Dzień Kobiet. Nauczycielka nie chciała prowadzić lekcji, więc najpierw wręczyła nam prezenty. Potem oznajmiła, że chłopcy mają obdarować dziewczyny. Wszystko wystrzeliło! Chłopcy ruszyli do swoich wybranych. Tomek podszedł do Bogny i, tak jak tata mu mówił, wypowiedział:

Bogno, życzę Ci wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Kobiet! Może kiedyś Byk i Panna połączą się w jedność.

Wypowiadając to, poszedł na swoje miejsce, nie zauważając, że serce tej nieurodzonej dziewczyny już bije mu szybciej.

Wkrótce rodzice Bogny przeprowadzili się do innej dzielnicy, a sama Bogna od piątej klasy uczęszczała do innej szkoły.

***

Antoni otworzył oczy. Biały sufit szpitalnego pokoju. Próbował poruszyć rękami i nogami ruszyła tylko lewa ręka.

Gdzie ja? zapytał niepewnie.

Na łóżko podszedł pielęgniarz w fartuchu i spytał:

Co się stało? Jesteś na oddziale chirurgii ratunkowej.

Czy mam wszystkie kończyny? spytał cicho Antoni.

Wszystko w porządku, tylko odgarnąłeś się od głowy do stóp.

Pielęgniarka podeszła i zapytała:

Jak się czujesz?

Co się ze mną dzieje? odpowiedział.

Życia Ci nie zagraża. Ręce, nogi będą działać. Trochę blizn się pojawi, ale to nic wielkiego podała telefon. Twoja mama chciała zadzwonić, jak się obudzisz.

Mama, ze łzami w oczach, powiedziała:

Synku, wszystko w porządku. Mówią, że to tylko małe blizny i wkrótce Cię wypiszą.

Nie mogę zostać z Tobą nocą, przyjdę za chwilę. dodała.

Dziękuję! uśmiechnął się Antoni.

Pielęgniarka odpowiedziała:

Niedługo Cię wypiszą, trzy tygodnie jeszcze.

Co się stało? zapytał sąsiad z obok.

Antoni przypomniał sobie:

Ja jestem ratownikiem. W fabryce w Łodzi doszło do wybuchu balonów ciśnieniowych. Wezwano nas, ruszyliśmy na miejsce, w ogromnym pomieszczeniu byli trzej ranni. Balony wybuchały, ogień, a ja byłem ostatni, co wyszedł. Wtedy kolejny balon eksplodował przy drzwiach

Pielęgniarka zawołała:

Goncharow Antoni, przyjdzie kolega z pracy.

Wszedł znajomy, przybiegł do łóżka:

Cześć, Tomku! Jak się trzymasz?

Ręce i nogi w porządku! odpowiedział, machając lewą ręką.

Co dalej?

Wyszliśmy, kiedy eksplodował kolejny balon, wyciągnęli nas byłbym w krwi lekarze już byli przy nas.

Dzięki!

Nie mów tak, że będziesz dostawał medale.

Kiedy mnie wypiszą?

Za chwilę, wkrótce będzie obchód.

Nagle wszedł lekarz, mężczyzna lat czterdziestu:

Jak się czujesz, bohaterze? podszedł do łóżka.

Dobrze.

Skoro już rozmawiasz, to znaczy, że przeżyjesz. Daję Cię obejrzeć!

Czy mnie oszukali? spytał Antoni. Nie, pani Aniela wpadnie za dwa dni.

***

Po dwóch dniach Antoni próbował wstać. Ból nóg wciąż był silny, prawa ręka szarpana, a na ciele mnóstwo siniaków. Dwie na twarzy od wybuchu, prawą rękę zdążył jeszcze wyrwać. Spojrzał w lustro twarz wciąż spuchnięta.

Nadszedł lekarz, który dwa dni wcześniej spędzał pięć godzin przy nim w sali operacyjnej. Była młoda, szczupła, w okularach, ale nie wyglądała na zmęczoną. Mimo że miał już 27 lat i był żonaty, rozwód był już po pół roku żona nie znosiła jego pracy ratownika.

Dzień dobry! przywitała się lekarz i podeszła do łóżka.

Dzień dobry! Czy to Pan mnie operował?

Tak. Coś nie tak?

Wprost przeciwnie, wszystko super! Dziękuję!

Pozwól, że się przyjrzę.

Pochyliła się nad nim, a przed oczami Antoni zobaczył wisiorek z znakami zodiaku, zwisający z jej szyi:

Bogna Nowak!!! krzyknął.

Lekarka spojrzała na jego spuchniętą twarz.

Przepraszam! powiedziała, nie rozpoznając go.

Jestem Bykiem wskazał na wisiorek.

Czy to Ty, Tomku? drgnęły jej usta. Pamiętasz mnie?

No wiesz, Bogno? zobaczywszy łzy w jej oczach, położył dłoń na jej ręce.

Przepraszam! wyciągnęła chusteczkę i otarła oczy. Nie myślałam, że tak się spotkamy.

***

Od tego dnia Bogna nie wchodziła więcej do jego pokoju, ale Antoni zrozumiał, że ona ma swój grafik dni i noce, dwa wolne dni. Nie chciał wyglądać przed nią bezradny. Cały kolejny dzień chodził po sali, trzymając się za łóżka, wychodząc na korytarz. Wieczór. Zmienili się zmiany, poczuł się nieco lepiej.

Nagle w korytarzu usłyszał krzyki i pośpieszne kroki przywołują kolejnych pacjentów. Około dziesiątej w nocy weszła pielęgniarka, zgasiła światła. Nie mogło mu spać. Po północy usłyszał ciche kroki, a w ciszy wyczuł chichot ktoś płakał. Wstał i powoli wyszedł na korytarz.

Przy stole dyżurnym siedziała jego była koleżanka ze szkoły, łkając, głową opierając się na rękach.

Tomku! przytuliła się do niego.

Co się stało? zapytał, kładąc mocną rękę na jej ramieniu.

Operowałam kobietę, wpadła pod samochód… Zrobiłam wszystko, co mogłam, ale nie przeżyje. Ma dwoje dzieci, mąż siedzi w szpitalu

Spokojnie, pogadajmy, nie mogę już dłużej. wtrącił się.

Rozmawiali, żartowali, wspominając, jak przez pięć lat widzieli tyle zgonów, ale i tyle uratowań. Ona opowiadała, że nadal mieszka u rodziców, nie wyszła za mąż, żyje jak nastolatka.

Wiesz, mamy po dwadzieścia siedem lat, przed nami życie.

Tak, tak, właśnie tyle.

Nagle pielęgniarka krzyknęła:

Pani Bogna, puls spada!

Bogna ruszyła do reanimacji.

Tego wieczoru Antoni nie mógł zasnąć. Rano pielęgniarka przyniosła mu leki na sen.

Czy pani, której dzisiaj operowano, żyje? zapytał, nie spodziewając się odpowiedzi.

Żyje, ale stan ciężki.

***

Trzy tygodnie później rany się zagoiły. Antoni i Bogna spotykali się przy zmianach, przyciągając się coraz mocniej. Ale oddział chirurgii nie jest miejscem na prywatne sprawy. Podczas jednego z porannych obchód lekarz powiedział:

Dzisiaj wypisuję pana, czyli z oddziału. Potem pójdzie pan do przychodni, a tam zdecydują, ile jeszcze będzie pan musiał leczyć.

Mogę już wyjeżdżać!

Nie spiesz się, zaraz dostaniesz wypis.

Po wypisie Antoni ogolił się. W lustrze zobaczył, że dwa małe blizny nie psują twarzy, a nawet dodają męskości. Reszta blizn nie przyciąga uwagi. Zabrał się w drogę, trzymając się za ścianę.

Udało się! pomyślał z radością.

Pielęgniarka podała wypis:

Do widzenia, Antoni! Nie wpadnij znowu!

Miał własne mieszkanie jednopokojowe, ale pojechał do rodziców, bo mama go bardzo niecierpliwie czekała. Wzięła nawet urlop.

Kochanie! rzuciła się w objęcia.

Wszystko w porządku, mamo. Żyję i mam się dobrze.

Chodź, coś cię nakarmię. Patrz, jak się przytyłeś!

Tęsknię za domową kuchnią!

Jak nie wyzdrowiejesz i nie wyjdziesz za mąż, będziesz mieszkał w domu rodzinnym. Twój pokój wciąż jest pusty zawołała jakby do dziecka. Iść, ręce umyj!

Do wieczora poszedł do fryzjera, wrócił do mieszkania, zabrał trochę ubrań, a mama od razu zaczęła je układać. Wieczorem przyszedł tata z pracy, usiedli razem, rozmawiali do późna.

Zasnął w swoim pokoju, w którym dorastał, myśląc:

Jutro idę do przychodni, potem do pracy, a wieczorem.

Tak zasnął, z myślą o kolejnej nocy.

Rano Antoni poszedł do przychodni, poobiedział w gabinetach, potem wrócił na zmianę w fabryce. Wieczorem miał się zbierać.

Dokąd? zapytał tata.

Tato, pamiętasz, jak w czwartej klasie robiłeś mi wisiorek dla koleżanki?

Dla nieurodzonej Bogny Nowak? Pamiętam.

Pamiętasz, mówiłeś: Może się w niej zakochasz.

Tak!

Tato, Bogna jest teraz chirurgiem. Zrobiła mi operację i nadal nosi ten wisiorek.

No tak!

Tato, twoje słowa się spełniły. Idę do niej!

Dwadzieścia siedem lat to nie długo, żeby zacząć życie z ukochaną osobą.

Rate article
Fajna Tajna
Nieładna, ale Piękna