RANO ZGINĄĆ
Kroczył po nocnej Warszawie, szczęśliwie chwiejny po wypiciu kolejnego kielicha wódki. Dokąd się wybrał? Nie interesowało go to. Miasto było jego, a nogi same zaprowadzą go do domu. Myślał o ważniejszych sprawach rozważał głośno, jakby sam sobie dawał wykład.
Czemu, czemu tak układa się moje życie? Mam dwadzieścia siedem lat koledzy już mają dzieci w szkole, a ja co miesiąc tracę ostatnie dziewczyny. Czyżbym był twardy? Nie, ale przynajmniej twardy. Tak powinien być facet uśmiechnął się Nikodem. Jedyną rzeczą, którą udało mi się zbudować, jest biznes. Milionerem jeszcze nie jestem, ale na godne życie starczy.
Nagle zatrzymał się, przycisnął dłoń do czoła i łzy spłynęły z oczu:
Oddałem fortunę temu lekarzowi, a on tylko: Nic nie mogę zrobić. Oto adres jednego warszawskiego specjalisty, ale i on nie pomoże. Jutro poświęcę się temu człowiekowi.
Stał na moście nad Wisłą, spojrzał w ciemną taflę:
Zanurzyć się, co? Rzeka jest głęboka, wszystko w końcu spływa w dół mruknął, patrząc jeszcze raz na wodę. Nie, nie będę tonął. Zimno. Nawet Sokrates nie jest pożywiony. Idę do domu.
Gdy ruszał po moście, dostrzegł pośrodku kobietę, młodą, z plecakiem na piersi, w którym schował maleńki wózek. Stała, wpatrzona w wodę. Nagle podeszła na barierkę, wspięła się na górny poręcz i Nikodem ruszył w stronę niej, chwycił ją za talię, przycisnął do siebie i razem upadli na bruk. Dziecko zacząło płakać.
Co ty, głupia?! krzyknął Nikodem, nagle trzeźwy.
Czego chcesz? Dlaczego wtrącasz się w sprawy, które cię nie dotyczą? rozpłakała się kobieta.
Wydawało mi się, że jesteś za wcześnie w tej grze skinął w stronę płaczącego malucha. A on tym bardziej. Wstawaj i wracaj do męża albo mamy! Kogo masz?
Nie mam domu, męża, mamy. Nie mam nikogo!
To już nie pierwszy raz, kiedy wpadłam w twoje ręce położył ją na nogi razem z dzieckiem. Idźmy.
Nie pójdę z tobą. Może jesteś maniakiem!
Tonąć można o każdej porze, proszę! A maniak? To straszne? zahaczył ręką. Chodźmy!
***
Szli po nocnym mieście, a płacz dziecka wciąż odbijał się echem. W końcu Nikodem stracił cierpliwość:
Dlaczego on ciągle płacze?
Czy chce jeść? przytuliła dziecko do piersi.
Daj mu mleka.
Nie mam mleka, nie mam pieniędzy.
I mózgu nie mam odwrócił się. Widzisz ten nocny sklepie spożywczy? Idźmy kupić mleka.
***
Kasjerka i ochroniarz spojrzeli podejrzliwie na nocnych klientów. Nikodem chwycił koszyk i skinął do towarzyszki:
Idźmy, odwrócił się do kasjerki. Gdzie macie mleko?
Tam wskazała palcem.
Stanęli przy ladzie.
Weź, ile potrzebujesz! rozkazał Nikodem.
To, wzięła jedną paczkę.
Weź więcej. Bierz, ile chcesz! poczekał, aż włożyła torby do koszyka. Co jeszcze?
Pieluchy.
Pieluchy?
Leżą tam, uśmiechnęła się delikatnie.
Weź!
A mokre chusteczki?
Można.
Podeszli do kasy. Nikodem wyciągnął kartę.
Przyjmujemy tylko gotówkę powiedziała kasjerka.
Podniósł z kieszeni spakowaną stertę dwuzłotówek. Dał jedną.
Nie ma reszty, odpowiedziała.
Daj resztę na czekoladę, zirytowany wskazał palcem. Tam.
***
Weszli do mieszkania. Kobieta rozejrzała się, zamyślona. Właściciel zdjął buty, podbiegł do lodówki, wyciągnął rybę i rzucił ją podbiegającemu kotu, po czym nalał sok i pił go łapczywie. Po napiciu podszedł do gościa:
Będziesz spać w tym pokoju pokazał palcem. Kuchnia, łazienka, toaleta. Idę spać.
Odwrócił się i zapytał:
Jak masz na imię?
Jadwiga.
***
Wygląda na to, że nie jesteś maniakiem! powiedziała Jadwiga, wchodząc do kuchni, włączając gazową płytę i stawiając czajnik. Ale głupia! Prawie się utopiłam! Gdyby nie ten szaleniec Co my z Rusiem robiliśmy nocą na zewnątrz? Zmarzłoby nas. Jutro nas wyrzuci. Lepiej dziś przynajmniej w cieple się ogrzejmy.
Czajnik zaszedł. Pobiegła do pokoju, na który wskazał, położyła płaczącego malucha na łóżko, wyjęła z plecaka małą butelkę i wróciła do kuchni. Umyła, nalała mleka, rozcieńczyła je wodą. Dziecko zachłannie wypiło całość i zasnęło. Przetrzeć go mokrą chusteczką i założyć pieluchę. Zasnął.
Poszła do toalety, umyła się, wróciła do kuchni i nagle przypomniała, że nie jadła od rana. Otworzyła lodówkę, ręka sama chwyciła kawałek wędzonej kiełbasy i wciągnęła do ust. Żując, odciął kawałek bułki, kiełbasy, sera.
Gdy głód ustał, poczuła wstyd. Machnęła ręką, położyła się obok synka i od razu zasnęła.
***
Rano. Nocą kilka razy wstawała, karmiła dziecko. Miał osiem miesięcy ciągle głodne. Słyszała, jak właściciel wstaje. Teraz także wstał.
Czas, powiedziała ostro, by nie obudzić chłopca. Dobre nie trwa wiecznie.
On coś robił przy kuchence. Szybko się umyła i weszła do kuchni.
Siadaj! skinął głową w stronę krzesła. Zaraz zrobię jajecznicę.
Lepiej ty siadaj! odrzuciła go lekko od kuchenki.
Wzięła świeży koper, drobno posiekala go i posypała jajka. Dokładnie przyjrzała się szklankom, dokładnie je umyła. Zaparzyła kawę.
On cały czas rozmawiał przez telefon, rozkazywał, kłócił się z kimś. Jadwiga czuła, że nie zwraca na nią uwagi. Zjadł, wypił kawę i wstał.
Kobieta napięła się, zamrożona w oczekiwaniu:
To już koniec!
Jadwiga, słuchaj! Jadę na tydzień do Krakowa. Najważniejsze, nakarm kota, ma na imię Sokrates. Nie karm go jakimś Wiskasem! Daj mu świeżą rybę, świeże mięso. Nie wchodzić do mojego gabinetu! W pozostałych pokojach rób, co chcesz.
Z sypialni rozległ się płacz. Jadwiga podskoczyła z krzesła, spojrzała pytająco na mężczyznę.
Idź! skinął.
Po kilku minutach wróciła z dzieckiem na rękach. Na stole leżały kilka dwuzłotówek:
Myślę, że na tydzień wystarczy, wskazał na pieniądze. Idę.
Zrobił krok w stronę drzwi. Wtedy maluch wyciągnął do niego małe rączki i wymamrotał coś w stylu papa. Nikodem poczuł, jak serce ściska go ból. Przecież nigdy nie będzie ojcem.
Czy mogę wziąć go na ręce? zapytał nieświadomie.
Weź! podała dziecko, a na jej twarzy pojawił się uśmiech. Nigdy nie trzymałeś dziecka?
Tak trzeba!
Dziecko wydawało dźwięki radości i machało rączkami. Nikodem patrzył na to cudowne zjawisko, jak zahipnotyzowany.
Nigdy nie będę miał syna, jego twarz się zmarszczyła, oddał dziecko matce i odszedł.
***
Wracał do domu. Ten warszawski specjalista powiedział mu, że nie będzie miał dzieci. Nastroje fatalne:
Po co mi tyle pieniędzy, czteropokojowe mieszkanie, Skoda? Mężczyzna ma zarabiać dla rodziny. W mieszkaniu ciągle bałagan, a w Skodzie siedem miejsc.
Z pochmurną miną wszedł do swojego mieszkania Wokół idealna czystość. Na twarzy kobiety przyznawcza uśmiech.
Papa! przed oczami przelotne dziecinne rączki.
Torba z rzeczami spadła na podłogę, a ręce same sięgnęły w stronę malucha



