Zrobię wszystko dla Was!

Walentyna już nie zamierza tego dłużej znosić. Nie rozumie, dlaczego Dariusz tak się do niej zachowuje czy ją po prostu stracił? Dziś znowu wraca późno w nocy i kładzie się spać w salonie.

Rankiem, kiedy wstaje na śniadanie, Walentyna siada naprzeciw niego.

Dariuszu, możesz mi powiedzieć, co się dzieje?
Co cię trapi? odpowiada, pijąc kawę i starając się nie patrzeć na nią.

Od kiedy urodziliśmy chłopców, bardzo się zmieniłeś.
Nie zauważyłem.
Dariuszu, mieszkamy razem dwa lata, jak sąsiedzi. Czy to zauważyłeś?
Posłuchaj, czego chciałaś? W domu ciągle leżą zabawki, pachnie jakąś papką mleczną, dzieci krzyczą Myślisz, że komuś to się podoba?
Dariuszu, ale to twoje dzieci!

Wkurzony, wchodzi po kuchni.

Normalne żony rodzą jednego normalnego dzieciaka, żeby cicho bawił się w kącie i nie przeszkadzał. A ty masz dwoje! Mama mi kiedyś mówiła, że ludzie tacy jak ty tylko się rozmnażają!
Tacy jak ja? Co to znaczy, Dariuszu?
Tacy, co nie mają celu w życiu.

Ale to ty zmusiłeś mnie zrezygnować z uczelni, bo chciałeś, żebym poświęciła się rodzinie! mówi Walentyna, po czym siada. Po chwili dodaje: Myślę, że musimy się rozwieść.

Dariusz milknie, po czym mówi:
Zgoda. Tylko nie składaj pozwu o alimenty, ja sama będę ci płacić.

Mężczyzna odwraca się i wychodzi z kuchni. Walentyna chciałaby płakać, ale w pokoju dziecięcym słychać płacz. Bliźniaki właśnie się obudziły i domagają się uwagi.

Po tygodniu spakuje rzeczy, bierze chłopców i wyprowadza się. Ma duży pokój w kamienicy, odziedziczony po babci. Nowi lokatorzy wchodzą, więc Walentyna postanawia ich poznać.

Z jednej strony mieszka ponury, ale nieco młody mężczyzna, z drugiej energiczna pani w ok. sześćdziesiąt lat. Najpierw podchodzi do mężczyzny:

Dzień dobry! Jestem waszą nową sąsiadką, przynoszę ciasto, zapraszam na herbatę w kuchni.

Mężczyzna spojrzał, zamruczał:

Nie jem słodyczy i zamknął drzwi przed jej nosem.

Walentyna wzrusza ramionami i idzie do Zofii Egorowej. Zofia zgadza się przyjąć gości, ale tylko po to, by wygłosić krótką przemowę.

Lubię odpoczywać w ciągu dnia, bo wieczorami oglądam seriale. Mam nadzieję, że wasze dzieci nie będą mnie przeszkadzać krzykiem. I proszę, nie pozwólcie im biegać po korytarzu, nie dotykać niczego, nie robić bałaganu i nie niszczyć!

Mówi długo, a Walentyna myśli, że życie tutaj nie będzie słodkie.

Oddaje chłopców do przedszkola i sama zostaje tam opiekunką. To bardzo wygodne pracuje właśnie wtedy, kiedy trzeba odebrać Andrzeja i Jurka do domu. Płacą grosze, ale Dariusz obiecał pomagać.

Pierwsze trzy miesiące, gdy trwa rozwód, Dariusz rzeczywiście podrzuca im pieniądze. Po tym czasie jednak przestaje. Walentyna od dwóch miesięcy nie może zapłacić za czynsz.

Stosunki z Zofią pogarszają się codziennie. Pewnego wieczoru, gdy Walentyna karmi chłopców w kuchni, wchodzi sąsiadka w jedwabistym szlafroku.

Kochana, mam nadzieję, że ogarnęłaś już swoje finanse? Nie chciałabym, żebyś straciła prąd albo gaz.

Walentyna wzdycha:

Nie, jeszcze nie. Jutro jadę do byłego, on chyba zapomniał o dzieciach.

Zofia podchodzi do stołu.

Karmiacie ich makaronem wiecie, że jesteście złą matką?

Jestem dobrą matką! A wy radzicie się nie wtrącać, bo można się ociągnąć!

Zofia wrzeszczy tak, że uszy bolą. Z pokoju wychodzi Iwan, sąsiad po drugiej stronie. Słucha, jak Zofia przeklina Walentynę i dzieci, potem znika. Po minutę wraca, rzuca na stół przed Zofię pieniądze i mówi:

Ucisz się. Oto na czynsz.

Zofia milczy, ale kiedy Iwan znika, szepcze:

Pożałujesz!

Walentyna nie zwraca uwagi, ale wkrótce żałuje. Następnego dnia jedzie do Dariusza. Ten słucha i mówi:

Mam teraz ciężki okres, nie mogę ci nic płacić.

Dariuszu, serio? Muszę karmić dzieci.

No jedz, nie zakazuję.

Złożę pozew o alimenty.

Śmiało, moja pensja jest tak mała, że będziesz łzami płacić. I nie zawracaj mi głowy!

Walentyna wraca do domu, płacząc. Do wypłaty zostaje tydzień, a pieniędzy prawie nie ma. W drzwiach czeka jednak policjant. Zofia złożyła przeciwko niej zarzut, że grozi jej życiu, a dzieci są głodne i bez opieki.

Policjant rozmawia z nią godzinę, po czym mówi:

Muszę zgłosić to opiece.

Co mam zgłaszać? Nic nie zrobiłam.

Taką jest procedura. Sygnał jest, trzeba go wypracować.

Wieczorem Zofia ponownie wchodzi do kuchni.

Jeśli dzieci znowu mnie będą nękać w dzień, skieruję sprawę do opieki!

Co wy robicie? To dzieci! Nie mogą siedzieć w miejscu cały dzień!

Gdybyś je dobrze karmiła, chciałyby spać, a nie biegać!

Walentyna wychodzi z kuchni, a chłopcy patrzą przerażeni.

Jedzcie, kochane, ciocia żartuje, w rzeczywistości jest dobra.

Odwraca się do garnka, by wytrzeć łzy, nie zauważając, że Iwan wchodzi z ogromną torbą. Otwiera lodówkę i cicho wkłada jedzenie.

Przepraszam, pomyliłeś lodówkę.

Nie odwraca się, zasypuje lodówkę jedzeniem i cicho wychodzi. Walentyna nie wie, co powiedzieć.

Po wypłacie puka do Iwana. Otwiera, jak zwykle ponury i milczący.

Iwanie, jestem ci winna za jedzenie. Oto dwa tysiące zł, przyniosę resztę później, powiedz ile.

Nie, nie potrzebuję.

Zamyka drzwi przed jej nosem. Z kuchni dochodzą krzyki Zofii. Biegnie tam chłopcy stoją, a Zofia krzyczy, wskazując na kałużę herbaty:

Biedacy! Bezdomni! Co z waszym wychowaniem?

Walentyna odprowadza dzieci do pokoju, wyciera podłogę i wraca do siebie, nie wiedząc, jak dalej żyć. Chłopcy siedzą cicho na łóżku, tulą się do niej z obu stron.

Następnego wieczoru dzwoni do drzwi. Iwan stoi w drzwiach, a Walentyna otwiera przed nią dwie nieznane kobiety, policjant i mężczyzna.

Dzień dobry, czy to Walentyna Seredińska? pyta jedna.

Tak.

Jesteśmy z opieki.

Po co?

Prosimy wejść.

Kobiety przeszukują pokój, zaglądają do lodówki, podnoszą kołdrę z łóżka.

Zbierajcie dzieci.

Co? Nie oddam wam moich dzieci!

Andrzej i Jurek otaczają ją z obu stron i płaczą. Nie rozumieją, co się dzieje. Jedna z kobiet sygnalizuje policjanta, który zaczyna wyciągać chłopców.

Mamo! Nie oddawaj nas!

Walentyna walczy, trzyma dzieci, ale drugi mężczyzna zagląda jej ręce.

Mamo!

Widzi, jak chłopcy wyrywają się w panice, a ich oczy pełne są strachu. Udaje jej się wyrwać, lecz policjant podchodzi i przekazuje Jurka kobietom, które biegną po klatkę schodową. Dzieci krzyczą tak, że serce staje w gardle. Policjant trzyma ją, dopóki krzyki nie ucichną, a z podwórka nie odjeżdża samochód. Puścił ręce, a Walentyna pada na podłogę, wyjąc jak zranione zwierzę. Po pięciu minutach w pokoju nie ma już nikogo.

Wstaje, rozejrza się. Na podłodze leży duży siekiera pozostała po babci, gdy w domu jeszcze były piece. Bierze ją, waży w dłoni, lekko się uśmiecha, choć uśmiech przypomina grymas. Wychodzi z pokoju i kieruje się do drzwi Zofii.

Kiedy drzwi są wyłamane, a Zofia schodzi pod łóżko, ktoś chwyta Walentynę, wyrywa siekierę z rąk.

Głupia! Co robisz? Komu jeszcze krzywdę czynisz?

To Iwan. Walentyna wydycha:

Już mnie to nie obchodzi

Iwan ciągnie ją do swojego pokoju, kładzie na kanapie, daje tabletkę. Pije ją posłusznie, wiedząc, że zaraz ucieknie. Wie, że ucieknie w stronę mostu, ale głowa ciężka, oczy nie chcą otworzyć się. Usypia Iwan nie żałuje środka nasennego. Wychodzi i podchodzi do Zofii, która siedzi przy stole i pije valerianę.

Zadowolona?

Och, Iwanie Nie myślałam, że tak Myślałam, że odpuścisz, a ona odejdzie

Odejdzie? Jutro wezmę wszystkie twoje listy. Módl się do Boga, żeby wszystko się ułożyło, bo inaczej cię czeka kłopot.

Zofia kiwnie małą głową.

Miesiąc Walentyna gromadzi dokumenty, charakterystyki, oddaje badania na alkohol. Myśli, że to bez sensu, ale Iwan, w swoim ponurym stylu, nie pozwala jej być sama ani na chwilę i ciągle ją popycha. Gdy dowiaduje się, że dzieci mogą wrócić, budzi się nagle.

Iwanie To wszystko dzięki tobie

Po raz pierwszy się uśmiecha, choć smutno.

Miałem też dzieci, ale nie pomogłem im, pięć lat ich nie ma. Mogę ci pomóc

Noc przed decyzją komisji Walentyna śpi na kanapie Iwana, nie może zasnąć. Iwan też nie śpi.

Iwanie nie śpisz? Powiedz, co stało się z twoimi dziećmi.

Iwan milczy, po czym mówi monotonnym tonem:

Miałem rodzinę żonę i dwóch chłopców. Nie doceniam ich, myślałem, że wszystko jest w porządku. Po wypłacie pił, wdrapywałem się w bójki, krzyczałem w domu. Pewnego dnia żona wyjechała z dziećmi do domu po trzech pokoleniach. Czekałem miesiąc, udawałem twardziela, a potem zrozumiałem, że nie mogę bez nich żyć. Pojechałem ich odwiedzić, chciałem wszystko wyjaśnić, ale nie zdążyłem. Wróciłem, a dom tej nocy spłonął. Prąd się przełączył.

Zamilkł, po czym kontynuował:

Zacząłem pić, często się biłem. Jeden raz złamałem rękę, trafiłem do więzienia na trzy lata. Po wyjściu sprzedałem mieszkanie, żeby spłacić szkody, wróciłem do tej kamienicy i dostałem pracę w fabryce.

Walentyna podchodzi, chwyta go za rękę, ale on odsuwa ją i mówi:

Śpij. Jutro na komisji muszę być jak nowy.

***

Żestkowa!

Tak, to ja.

Oto dokumenty, pilnuj lepiej swojego życia, żeby coś takiego się nie powtórzyło.

Walentyna patrzy w papiery. Kobieta, która je podaje, uśmiecha się:

Co tam stoisz? Jedź po swoje dzieci

Nogi Walentyny drżą. Iwan podtrzymuje ją, kiedy stoją w poczekalni.

Mamo! Mamo!

Andrzej i Jurek przyciskają się do niej, płacząc, a Iwan wytrzywa łzę ze swojego oka.

Dość płaczu, jedziemy do domu.

Życie powoli się układa. Zofia nie wychodzi z pokoju. Walentyna, dzięki Iwanowi, dostaje pracę technika w tej samej fabryce, więc nie musi liczyć, czy starczy jej chleb. Nie zarabia miliony, ale rozsądnie wystarcza. Jedynym, co ją niepokoi, jest Iwan stał się jeszcze bardziej ponury. Pewnego dnia przewraca się jego kurtka, w kieszeni wypadł telefon i wyświetliło się imię Walentyna. Podnosi telefon, uśmiecha się i idzie do jego pokoju. Iwan leży na kanapie, patrzy w sufit, wystraszył się, że ją zobaczy. Walentyna siada obok:

Wiesz, Iwan, zawsze bałam się powiedzieć coś niepotrzebnego. Nie zdążyłam wiele powiedzieć ludziom, którzy byli blisko. Niektórzy odeszli, innym te słowa już nie są potrzebne. Najgorsze jest żal, że nie powiedziałam tego, co miałam powiedzieć.

O czym?

Po prostu, jeśli nie możesz, może ja spróbuję. Boję się, że będziesz się śmiać, ale spróbuję. Iwan wyjdziesz za mnie?

Iwan patrzy na nią długo. Potem chwyta jej twarz w dłonie i mówi:

Nie umiem pięknie mówić. Wiedz tylko, że zrobię wszystko dla ciebie i twoich chłopców.

***

Kiciu, kiciu, chodź tutaj, jedz. Daj spokój, dupku, daj jej jedzenie. A ty, precz, nie wchodź! Jak was nie lubię, dranie! No, gdzie uciekasz, kiciu, jedz! krzyczy sąsiadka Katarzyna Stepanowa pod oknem przez cały godzinny maraton, Kiciu, kiciu! Co za suczka!

Katarzyna, zmęczona po całej zmianie w szpitalu jako sprzątaczka, nie ma już sił. Nie ma emeryturyWalentyna w końcu odnalazła spokój, trzymając w ramionach Andrzeja i Jurka, wiedząc, że mimo burz przeszłości przyszłość może być budowana na nowo.

Rate article
Fajna Tajna
Zrobię wszystko dla Was!