– Ty chyba nie znasz dzisiejszych dzieciaków!

Ależ chyba nie znasz dzisiejszych dzieci!

Cześć, Halinko, widzę, że w ogródku pracujesz, to postanowiłam wpaść się przywitać mówiła Teresa, przestępując z nogi na nogę przy furtce.

Z Haliną mieszkały na przeciwnych krańcach wsi. Teresa z mężem Wiktorem nad rzeką, a Halina bliżej lasu.

Wcześniej prawie się nie widywały tylu było innych sąsiadów. Tylko że tamci mieli już dorosłe wnuki. A w tym roku do Teresy i Wiktora mieli przyjechać na cały miesiąc wnukowie Kacper i Filip. Rodzice chłopców twierdzili, że się już zmęczyli miastem.

Przez lata syn Teresy, Maciek, dobrze zarabiał, więc jeździli na wakacje za granicę. Teraz sytuacja się zmieniła i nagle przypomnieli sobie, że rodzice mieszkają nad rzeką. Postanowili wysłać chłopców nie na weekend, jak bywało, ale na cały miesiąc.

Tylko, mamo, oni nie za dobrze się dogadują uprzedził Maciek. Filip w swoich trzynastu latach uważa się za dorosłego, a Kacper nie chce mu ustępować, więc ciągle się kłócą!

No i co, my sobie z własnymi wnukami nie poradzimy? Przywoźcie, jakoś to będzie odpowiedziała rezolutnie Teresa. Ale gdy odłożyła słuchawkę, zaczęła się zastanawiać dzieci teraz nie są takie jak kiedyś. Czasem nawet nie wiadomo, jak do nich podejść. Ostatni raz byli u nich jako mali chłopcy. A jak zachowają się teraz? Trochę się nawet bała a nuż nie da rady?

Wiktor, jej mąż, był człowiekiem stanowczym i nie znosił nieposłuszeństwa. Ale kłótni też nie chcieli.

Więc Teresa postanowiła się zabezpieczyć poszła do Haliny, bo ta też miała wnuków w podobnym wieku.

Pamiętała z własnego doświadczenia, że dzieci trzeba czymś zająć. Wtedy i problemów będzie mniej, a oni się zaprzyjaźnią.

Wchodź, Teresiu! zawołała Halina, gdy zobaczyła sąsiadkę. Co cię do mnie sprowadza?

Ano właśnie, wnuki do nas na miesiąc przyjeżdżają, a ty chyba masz chłopców w podobnym wieku? Może ich poznamy, jak się zaprzyjaźnią, to i nam, i im będzie lżej zaproponowała Teresa.

Chyba nie znasz dzisiejszych dzieci! zaśmiała się Halina. Nie boisz się brać ich na tak długo? Moje wnuki wyprowadziły mnie z równowagi, a mój stary chciał je nawet odesłać do domu. No ale skoro już się zgodziłaś, to przyprowadź, niech się poznają. Co nam pozostaje, to przecież nasze wnuki!

W weekend przyjechał Maciek z żoną Jolantą oraz synami Filipem i Kacprem.

Chłopcy podrośli, widać było, że cieszą się z widoku dziadków. I Teresie zrobiło się lżej na sercu.

Czego się bała? To u Haliny mogą być takie niegrzeczne dzieci. A u nich jacy uprzejmi i dobrze wychowani! I w szkole też się dobrze uczą, nie ma się czym martwić.

Mamo, jak coś, to dzwoń, ja z nimi pogadam powiedział Maciek, odjeżdżając. Ale Teresa machnęła ręką. Daj spokój, synku, czy to my dzieci nie wychowaliśmy?

Wieczorem Filip i Kacper długo nie mogli się uspokoić. Spali w pokoju obok, który kiedyś należał do Maćka.

Ale widać było, że zmiana otoczenia ich rozbudziła głośno rozmawiali, wiercili się, aż w końcu zirytował się Wiktor.

Po coś się, Tereso, na to zgadzała? Nie potrzebowali naszej wsi, a teraz przyjechali!

Za to rano wnuków nie dało się dobudzić.

Już zbliżało się południe, a oni wciąż spali!

Babciu, daj się jeszcze przespać mruczał starszy Filip.

Młodszy Kacper spał tak mocno, że nawet nie słyszał słów babci.

Ile można spać?! oburzyła się Teresa.

Wtem zauważyła coś na podłodze. Spojrzała uważniej i aż klasnęła w dłonie.

Telefony leżały na ziemi!

To wy co, graliście do późna? Tak nie wolno, zabiorę wam te telefony, koniec!

Filip natychmiast wyskoczył z łóżka.

Oddaj, to nie twoje! Mama nam pozwala!

To ja jej zadzwonię i się dowiem, co wam pozwala! odparła Teresa. Filip przestał sięgać po telefon, nadął się, wyszedł i trzasnął drzwiami, tylko burknął: No to dzwoń!

Przez dwie godziny nie wychodzili, Wiktor już chciał interweniować co to za bojkot w pierwszym dniu? Ale w końcu chłopcy wyszli, obaj w kiepskich humorach.

Nie będziemy jeść tej owsianki, chcemy nuggetsy albo tosty.

A tak?! Owsianka wam nie smakuje, to chodźcie głodni warknął Wiktor. A łóżka pościeliliście? No to idę zobaczyć, co tam u was? Skąd się wzięły puste paczki po chipsach i cukierkach w łóżkach? I nic nie posprzątane? Nawet na owsiankę nie zapracowaliście, a teraz zbierajcie śmieci i ścielcie łóżka!

Nie można chodzić głodnym! Kacper spojrzał spode łba na dziadka. Jesteście wredni!

Wiktor ledwo powstrzymał gniew, ale Teresa wtrąciła się. Dobrze, pokażę wam, jak się ścieli łóżko, a jutro zrobicie to sami, zgoda? A kanapki dopiero po owsiance, dobrze?

Za bardzo ich rozpieszczasz, trzeba z nimi twardą ręką burczał Wiktor. Co za roszczeniowi, a sumienia ani odrobiny!

Z wnukami Haliny Filip i Kacper szybko się zaprzyjaźnili.

Ale co oni wyprawiali we czwórkę!

Jeśli bawili się w ogrodzie Teresy, to potem musiała ona po cichu przed Wiktorem zbierać połamane gałęzie i patyki. Kwiaty zgniecione, do domu wnosili trawę na butach, po jedzeniu okruszki wszędzie. Krzesła rozkołysane, drzwi od trzaskania ledwo trzymały się zawiasów.

Samo zniszczenie!

Co to za dzieci?! oburzał się Wiktor. Nigdy więcej, żeby do nas nie przyjeżdżali, skoro nie potrafią się zachować! No, Filip, chodź ze mną, pomożesz mi naprawić rowery dla ciebie i Kacpra. A babcia z Kacprem niech obiad przygotują, trzeba na niego zapracować!

Ty też będziesz go zarabiał, dziadku? zdziwił się Filip.

A myślałeś, że jak? Widziałeś, żebym siedział bezczynnie albo spał do południa? W życiu nic nie dostajesz za darmo, wszystko trzeba wypracować, właśnie tak! A wy już pierwszego dnia porwaliście spodnie i koszule, dobrze, że babcia tr

Rate article
Fajna Tajna
– Ty chyba nie znasz dzisiejszych dzieciaków!