Wczesne odchodzenie 💡

Słuchaj, rozkładałem się po nocnych ulicach Warszawy, ledwo trzymając równowagę po tym, jak wypiłem trochę likieru. Dokąd zmierzałem? Nie miałem pojęcia, bo miasto jest mój dom, a nogi same wiedzą, gdzie mnie poprowadzą. Myślałem tylko na głos, jakbym prowadził własny wykład filozoficzny.

Czemu, czemu tak wygląda moje życie? Mam dwadzieścia siedem lat, a koledzy już widzą, jak ich dzieci idą do szkoły, a ja wciąż co miesiąc tracę koleżanki to już najgorsze. Czy jestem twardy? Nie, nie jestem twardy a jednak trochę. Taki mam być, przyznał Nikodem z uśmiechem. Jedyna rzecz, którą udało mi się ogarnąć, to biznes. Milionerem nie zostanę jutro, ale na przyzwoite życie już starczy.

Nagle złapał się za głowę, a łzy spłynęły z oczu:

Wydałem fortunę temu lekarzowi, a on tylko: Nic nie mogę zrobić. Oto adres jednego warszawskiego magnata, ale chyba i on nic nie pomoże. I tak postanowiłem, że pojutrze po niego jadę.

Stałem przy moście, patrzyłem w ciemną taflę Wisły:

Zanurzyć się? Rzeka jest głęboka, wszystko pływa w dół pomyślałem, spoglądając jeszcze raz. Nie, nie będę tonąć. Zimno i nie ma tam nawet Sokratesa, żeby mnie nakarmić. Lepiej wrócić do domu.

Gdy już szedłem po moście, zobaczyłem pośrodku młodą kobietę z plecakiem na piersi, w którym siedziało niemowlę. Stała, wpatrzona w wodę, i nagle wspięła się na poręcze. Stała na górnym barierze, rozłożyła ręce i ruszyłem w jej stronę. Chwyciłem ją za talię, przyciągnąłem do siebie i razem spadliśmy na szorstki bruk. Dziecko zaczęło płakać.

Co ty, głupia? wykrzyknąłem, nagle trzeźwiejąc.
Czego chcesz? Po co wdzierać się tam, gdzie nie proszą? krzyknęła, łamiąc łzy.
Po prostu wydawało mi się, że jesteś za wcześnie umarła, skinąłem w stronę płaczącego malucha. A on tym bardziej. Wstań i wróć do męża albo do mamy! Kto cię tam czeka?
Nie mam domu, męża, mamy. Nikt nie jest przy mnie! krzyknęła.
To już wystarczy, postawiłam cię na nogi i dziecko odparłem. Idziemy.
Nie pójdę z tobą. Może jesteś maniakiem! protestowała.
Utopię się w każdej chwili, proszę! A z maniakiem? To straszne? szarpałem ją za rękę. Chodźmy!

Idąc pod nocnym niebem, słyszałem jedynie płacz dziecka. W końcu nie wytrzymałem i zapytałem:

Dlaczego ciągle płacze?
Czy chce jeść? dopytała, przyciskając maleństwo do piersi.
Daj mu mleka.
Nie mam ani mleka, ani pieniędzy
ani mózgu. rozejrzałem się. Tam jest nocny sklep. Chodźmy kupić mleko.

W sklepie kasjer i ochroniarz przyglądali się nam niepewnie, ale wziąłem koszyk i skinąłem się do dziewczyny:

Do kasy. zapytałem sprzedawcę. Gdzie macie mleko?
Tam, wskazała palcem.
Wzięła jedną torebkę i wrzuciła ją do koszyka.

Weź więcej, ile trzeba, to weź! poczekałem, aż zapakuje kolejne.
Pieluszki? zapytała.
Co to pieluszki? nie rozumiałem.
Leżą tam, uśmiechnęła się.
Weź!
A chusteczki nawilżane? dopytałem.
Proszę.

Przy kasie podałem kartę, ale kasjer krzyknął:

Przyjmujemy tylko gotówkę! wyciągnąłem z kieszeni fałszywy stos dwuset złotych i podałem jedną banknotę.
Nie ma reszty. odpowiedział, a ja podpalając palcem wskazałem na czekoladkę:
Daj mi drobne na resztę, proszę.

W mieszkaniu właściciel od razu zdjął buty i pobiegł do lodówki, wyciągnął rybę i rzucił ją kotu, po czym sięgnął po sok i pił go z apetytem. Po kilku łykach podszedł do gościa:

Będziesz spać w tym pokoju wskazał na drzwi. Kuchnia, łazienka, toaleta. Idę spać.

Odwrócił się i zapytał:

Jak masz na imię?
Jagoda. odpowiedziała kobieta.

Wyglądasz jak niegroźny człowiek westchnęła, włączając kuchenkę gazową i rozstawiając czajnik. Ależ ja prawie się utopiłam! Gdyby nie ten szaleniec Co my, z Rafałem, robilibyśmy na dworze w zimie? Zmarzłoby nas. Jutro mnie i tak wygnają. Lepiej dziś przynajmniej w cieple siedzieć.

Zagotował czajnik, pobiegła do pokoju, położyła płaczącego malucha na łóżku, wyciągnęła z plecaka butelkę i wróciła do kuchni. Umyła, nalała mleka, rozcieńczyła je wodą. Dziecko wypiło wszystko i zasnęło. Przetrzeć je chusteczką, założyć pieluszkę i już spało.

Poszła do toalety, umyła się, wróciła do kuchni i nagle przypomniała sobie, że nie jadła od rana. Otworzyła lodówkę, ręka sama wzięła plaster wędzonej kiełbasy i wciągnęła go do ust, jednocześnie odrywając kawałek bułki, kiełbasy i sera. Kiedy najedzenie ustąpiło, poczuła się trochę nieprzyzwoicie, machnęła ręką, położyła się obok synka i od razu zasnęła.

Rano wstawała kilka razy w nocy, by nakarmić chłopca. Ma już osiem miesięcy i ciągle chce jeść. Słyszała, jak właściciel wstaje przy kuchence. Teraz sam wstał.

Czas, szepnęła, żeby nie obudzić dziecka. Coś nie może trwać wiecznie.

On coś robił przy kuchence. Szybko się umyła, weszła do kuchni.

Siadaj! skinął na krzesło. Zaraz zrobię jajecznicę.
Lepiej ty usiądź! odrzuciła go lekko od kuchenki.

Posypała jajka drobno posiekanym koperkiem, popatrzyła na szklanki, dokładnie je umyła i przygotowała kawę. On w tym czasie rozmawiał przez telefon, wydawało się, że go nikt nie widzi. Zjadł, wypił kawę i wstał.

Odpocznij! powiedziała, trzymając się nadziei, że zaraz go wyrzuci.
Jagodo, słuchaj! krzyknął. Jadę na tydzień do Krakowa. Najważniejsze, nakarm kota, ma na imię Sokrates. Nie dawaj mu żadnych Whiskas! Daj świeżą rybę, świeże mięso. Nie wchodź do mojego gabinetu! Resztę mieszkania używaj, jak chcesz.

Z sypialni dobiegł płacz. Jagoda podskoczyła z krzesła, spojrzała na niego pytająco.

Idź! skinął.

Po kilku minutach wróciła z dzieckiem na rękach. Na stole leżały dwa banknoty po stu złotych:

Myślę, że wystarczy ci na tydzień wskazał na pieniądze. Idę.

Zrobił krok w stronę drzwi, a maluch wyciągnął do niego małe rączki i wypowiedział coś, co brzmiało jak papa. Nikodem poczuł, jak serce mu się kurczy. Nie będzie ojcem, ale…

Jagodo, mogę wziąć go na ręce? zapytał niepewnie.
Weź! podała mu dziecko, na twarzy jej rozbłysła uśmiech. Nigdy nie trzymałeś dziecka?
Tak! odpowiedział, patrząc z zachwytem.

Chłopiec wydawał radosne dźwięki, machał małymi rączkami. Nikodem był oczarowany tym cudzem.

Nigdy nie będę miał własnego syna mruknął, oddając dziecko matce i odchodząc.

Powrót do domu. Ten krakowski magnat powiedział mu, że nie będzie miał dzieci. Nastrój był fatalny:

Po co mi tyle pieniędzy, czteropokojowe mieszkanie, Skoda Octavia? Mężczyzna musi zarabiać na rodzinę. W moim mieszkaniu zawsze bałagan, a w Octavii siedem miejsc.

Zszedł do własnego mieszkania, które lśniło czystością. Na twarzy kobiety pojawił się winny uśmiech.

Papa! przed oczami przelatują małe rączki.

Torba z rzeczami upadła na podłogę, a ręce same sięgnęły po malucha

Rate article
Fajna Tajna
Wczesne odchodzenie 💡