Kiedy mój syn Jan poślubił Jadwigę, teściowa od razu polubiła nową synową. Ta dziewczyna przyciągnęła jej uwagę już wtedy, gdy Jan był w szkole i razem z nią jeździł na balet.
Janie, rozglądasz się w lustrze jakbyś zobaczył piękną panna, śmiała się matka Halina. Pokaż nam choć raz, jak wyglądasz przy ojcu.
Zakochałem się, mamo. Ty wszystko widzisz, wszystko wiesz, za chwilę wam pokażę, uśmiechnął się Jan i poszedł.
Ach, gdyby nasz syn miał taką żonę jak Jadwiga, mówiła Halina przy kolacji, rozmawiając z mężem.
Jaka to Jadwiga? spytał mąż.
To wnuczka Fryderyka, ona go wychowuje sama. Nie jest rozpuszczona, jest uprzejma i gościnna, a przy tym naprawdę urocza, wyjaśniła teściowa, nie mogąc doczekać się, kim jest nowa synowa.
Gdy Jan przywiózł Jadwigę na popołudniową herbatę, matka usiadła i otworzyła szeroko oczy.
Synku, powiedziała, jakby czytała w myślach. Przecież chciałam Wam dać taką żonę, od dawna ją obserwowałam. Patrzyłaś na mnie jak w wodzie, rozpromieniła się, a młodzi się rozśmiali.
Ślub odbył się w wiejskim dworku, skromnie, bez przepychu, ale z prawdziwą miłością. Jadwiga nie była pośpieszna, lecz zdecydowana gdy coś brała się w garść, robiła to z rozwagą i starannością.
Nasza Jadwiga jest jak jaskółka, dobra i troskliwa, mówiła Halina sąsiadce. Jakaż to gospodyni!
Po kilku latach urodził się syn Miron. Dziadkowie kochali wnuka, ale chłopiec przyszedł na świat przedwcześnie i był kruchy. Z czasem dorósł, stał się spokojny.
Lata mijały. Rodzice Jana zmarli, a dwa lata po nich odszedł i sam Jan nagle, w dworze przy sianie pod dachem, w upalne popołudnie, serce mu nie wytrzymało. Żona Jadwiga bardzo się zżalała, lecz niewiele mogła zrobić.
Jadwiga i Miron zostali we dwójkę. Młodzieniec dorósł, a para prowadziła spokojne, powolne życie. Każde zajęcie planowali, omawiali i dopiero potem wyruszali do pracy. Mieli krowę, konia, świnkę, kury, uprawiali pola, orały i siali. W przeciwieństwie do innych domostw, nie dochodziło do krzyków i kłótni między matką a synem.
Gdy nie udało się zdążyć z sianem, a deszcz zaczął padać, Jadwiga uspokajała:
Nic nie szkodzi, synu, lato długie, wszystko wyschnie. U sąsiadów ciągle kłótnia o taki drobiazg, a oni się nawzajem obwiniają, aż piętrzy się do walki.
Jadwiga była zawsze czysta, podłogi lśniły, zasłony wyprażone i wyprasowane. Lubiła gotować, choć nie po omacku, a różnorodne potrawy cieszyły Mirona, który zawsze pytał, co będzie na jutro.
Sąsiadka Ania często wpadła z wizytą i zdziwiła się:
Jadwigo, mieszkacie tylko we dwoje, a jedzenie tak obfite!
No weź, usiądź, zapraszała Jadwiga. Mironek lubi jeść, choć nie jest wielki i nie ma szerokich ramion.
Ach, nie tak jak nasz Jan, ale piękny, kiedy się uśmiecha zaśmiała się Ania. Ktoś ma szczęście, że znajdzie sobie spokojnego i godnego męża.
W wiosce Jadwiga i Miron byli szanowani, uznawani za rozsądnych, czystych i przyjaznych. Miron sam wybrał sobie żonę. Zwykle chłopcom nie podobały niskie dziewczyny, lecz on ujrzał w Weronie wysoką, silną, prawie o głowę wyższą od siebie coś, co wzbudziło zdziwienie mieszkańców.
Co przyciągnęło Weronikę do mojego Mirona? zastanawiała się Jadwiga. Są zupełnie różni, nie da się ich zmienić.
Mimo to Jadwiga zniosła sytuację, bo kochała syna. Miron lubił Weronikę była szybka i gadatliwa, a on raczej milczący.
Nie szkodzi, mamo, dzieci przyjdą, a ja będę im tłumaczył, jak się zachowywać mówił syn, a Jadwiga milczała.
Ślub odbył się spokojnie, bez bójek, które czasem wybuchają w wioskach. Goście po kilku kieliszkach wódzki zasypiali na stołach, ławkach, a nawet na ganku. Rano Jadwiga sprzątała po przyjęciu, Weszka przyłączała się do niej, jęcząc:
Ta ślubna ceremonia nie była potrzebna, od razu byśmy się pobrali, a teraz sprzątać…
Idź spać, Weroniko, a ja sama dokończę, odparła Jadwiga.
Niech plotki po wiosce krążą, że jestem złą synową, co nie pomaga, ripostowała Weronka, spoglądając złośliwie.
Jadwiga nie reagowała, wiedząc, że nie ma sensu podnosić głosu. Weronka od pierwszego dnia pokazywała swój charakter. Zwracała uwagę, jak Miron traktuje matkę, podchodził do niej z szacunkiem, przytulał, całował w policzek i dziękował za smaczne jedzenie. Często narzekała:
Co to za cielęce zachcianki, tak się czułam przy matce, jak przy małym dziecku, a on taki dobry Nie rozumiem, po co tak dużo uwagi…
Kiedy Weronka chodziła na targ, opowiadała starszym, jak Miron uwielbia swoją mamę i nigdy nie powie jej złego słowa.
Dziadek Mateusz, słuchając tego, mrugnął i rzekł:
Ach, szkoda Jadwigi, że w gniazdo jaskółki wpuścili kruka.
Wszyscy współczuli Jadwice, choć wiedzieli, że Weronka jest kłótliwa i nieprzyjazna, nawet z własną matką. Jadwiga nie angażowała się w spory, nie krytykowała synowej, bo nie chciała rozlać oliwy na ogień.
Miron po pracy spotykał się z żoną. Podczas kolacji Jadwiga pytała:
Może jutro coś pyszniejszego ugotujemy?
Weroniko, przyzwyczaj się do tego, że w naszej rodzinie nie ma królewskich uczt, odpowiadała surowo.
Weronka gotowała szybko, lecz niedbale. Gdy doiła krowę, wiadro było brudne, w mleku leżało siano, które potem przecedzała przez gazę. Jadwiga natomiast zawsze dokładnie sprawdzała naczynia, myła wymiona i dopiero dopuszczała się do dojenia. Gdy Weronka kroiła ziemniaki w czwarte części i grubo siekała cebulę, Jadwiga patrzyła na to z ukrytym niezadowoleniem, ale milczała.
Kilka razy Miron spojrzał na Jadwigę przy kolacji i w oczy widział, że woli potrawy jej ręki, lecz nie wiedział, co zrobić.
Choć Miron i Weronka nie kłócili się głośno, Jadwiga widziała, że napięcie w rodzinie go gnębi. Próbuje subtelnie korygować ich relacje, ale po rozmowie z teściową zrozumiała, że w ich domu obrażanie się jest czymś zwyczajnym.
Rok później Weronka urodziła synka Tymka. Dziecko nocami słabo spało, mleka u Weroniki mało, więc było głodne. Weronka nie słuchała rad teściowej i nie karmiła go dodatkowo.
Jadwiga nie wytrzymała i po cichu zaczęła podawać mu łyżkę mleka, dzięki czemu chłopiec przybierał na wadze i mocno spał. Gdy Weronka to zauważyła, krzyknęła:
Zabiłaś mojego słabego synka, biorąc mojego! Chcesz, by i wujek był słaby?
Jadwiga milczała, ale nadal dokarmiała wnuka. Tymek rosł zdrowo, nie zostawał w tyle w szkole, a z babcią miał szczególnie ciepłe relacje. Chłopiec był spokojny, a babcia w swój sposób go wychowywała.
Ojciec Tymka, choć rzadko się pojawiał, całował go i przytulał. Weronka jednak wrzeszczała:
Trzeba wychować z niego twardziela, a nie delikatną dziewczynkę, bo nie wie co zrobić!
Ojciec wzruszał ramionami.
Teściowa i mąż nigdy nie spierali się z Weronką, choć była porywcza i zgorzkniała. Jadwiga podchodziła do niej życzliwie, a Weronka w ukryciu szarpała matkę i syna, lecz nikt nie słuchał jej krzyków.
Miron pracował w warsztacie samochodowym, był szanowany, choć niektórzy podziwiali, jak znosi taką żonę, która już w całej wsi się pogadała. On jedynie wzrzeszał ramionami.
Tymek w szkole radził sobie dobrze, a Jadwiga często siedziała przy nim, kiwając głową, gdy robił zadania. Gdy chłopiec dorósł, zauważył, że matka traktuje babcię i ojca surowo, co go gnębiło. Często prosił babcię o smaczny posiłek, bo nie lubił, gdy Weronka gotowała po swojemu.
Ty to pierdołka, jak ojciec, złożyła Weronka, podnosząc brwi. Co ci podam, to zjesz, nie jak u królewskiej rodziny.
Tymek widział, jak babcia choruje, a matka nie podchodzi do niej. On i ojciec przynosili herbatę z malinowym dżemem, a on zwracał uwagę matce, co tylko wzbudzało w niej jeszcze większą niechęć do Jadwigi.
Pewnego dnia babcia zapytała Tymka, czy nie kocha Talii, dziewczyny z sąsiedniej ulicy. On przyznał się, że tak, i obiecał, że po studiach wróci i weźmie ją za żonę.
Będę się za was modlić, kochanie powiedziała Jadwiga, błogosławiąc.
Na uczelni w mieście Tymek nie miał już babciowych rąk i domowych wypieków, ale podczas przerw zjadał jej ciepłe bułeczki i mleko. Gdy miał wyjść na egzaminy i obronę dyplomu, Jadwiga, trzymając go za rękę, zapytała:
Czy wrócisz po studiach? pytanie brzmiało jak prośba o obietnicę.
Tak, wrócę, nie zamierzam zostawać w mieście, mimo że matka nalega, odpowiedział. Po ukończeniu wrócę jako specjalista, a Talia do nas przyjedzie. Zbudujemy dom i zamieszkamy razem, a Ty będziesz z nami, babciu.
Jadwiga wierzyła, że tak się stanie. Z Tymkiem i Talią miałaby spokojne, szczęśliwe życie, odzyskując to, co kiedyś poświęciła dla swojego wnuka.



