31 października 2025, Warszawa
Dziś zapisałem w pamiętniku kilka rzeczy, które wciąż kręcą mi głowę. W 9klasie gimnazjum nasza koleżanka Jadwiga zauważyła, że Iwo, chłopak z pierwszej ławki, nie potrafi przestać na nią patrzeć. Nawet w czasie lekcji czuła, jak jego spojrzenie przeszywa ją od tyłu, a kiedy odwracała się, spotykał ich wzrok w mig.
Jadweczko, zaśmiała się nasza przyjaciółka Róża, Iwo od rana nie odrywa od ciebie oczu, ja sama to widzę.
Wiem, odpowiedziała Jadwiga, uśmiechając się nieśmiało, czuję, jakby mnie wbijają czarnymi oczami. Lubię go, to prawda.
W końcu Iwo zebrał odwagę i po lekcjach podszedł do niej na podwórku szkolnym. Jego głos lekko się jąkał:
Jadwiga, mogę cię odprowadzić do domu?
Jadwiga chwilowo się sparaliżowała, ale Róża lekko popchnęła ją w przód i dziewczyna zgodziła się.
Dobrze, mamy tę samą trasę, powiedział Iwo, udając obojętność, choć w sercu miał już motylki. Rozmawiali, śmiali się, a jej serce biło szybciej. Tak zaczęła się ich szkolna przyjaźń, która szybko przekształciła się w pierwszą miłość. Wkrótce cała klasa wiedziała, że są parą. Iwo nie tolerował, kiedy ktoś z innych klas próbował zagadać do Jadwigi zawsze ich odsuwał.
Nauczycielka w pierwszej klasie, pani Ewa Nowak, nie mogła powstrzymać się od komplementu:
Boże, jakie piękne oczka ma Jadwiga!
Do końca szkoły Jadwiga i Iwo postanowili razem podjąć studia. Zdał się egzamin, a potem uroczysta walentynkowa impreza pożegnalna do zobaczenia, szkoło, witaj dorosłe życie. Po tej uroczystości Iwo zaproponował:
Jadwiga, jedziemy jutro na mój dworek, zostaniemy na noc i uczcimy nasze zdanie.
Jadwiga czuła, że Iwo coraz bardziej naciska na zbliżenie, ona jednak się opierała. On się denerwował i nalegał:
Jesteśmy już dorośli, wyrzuć zasady z głowy. Przecież przeczytałaś Romea i Julię, oni też tak robili, a ludzie ich kochali.
Jadwiga słuchała, czasem się poddawała, ale bała się utracić Iwusia, przyzwyczajonego do niej. Iwo był coraz bardziej rozzłoszczony.
No więc, Jadwigo, czekam, zgódź się!
Nie wiem, może mama nie pozwoli, a już na noc?
A co, że moi rodzice będą? Nie potrafisz wymyślić wymówki?
Zgłoszenie się do dworka nie było proste. Mama Jadwigi patrzyła surowo:
Nie pozwolę, wiem, co zamierzacie zrobić.
Jadwiga zmyśliła:
Mój tata i mama Iwosa też będą, a jego starsza siostra.
Mama po chwili westchnęła i skinęła:
Dobrze, jedźcie, nie będę was śledzić. Ale to nieprzyzwoite, dziewczyna przychodzi do chłopaka na wieś.
W autobusie trzymały się za ręce. Jadwiga była nerwowa, a Iwo wydawał się zamyślony. W dworcu Iwosa wpadł na pomysł: wprowadził ją do pokoju, gdzie leżał rozłożony kanapa. Gdy zobaczyła mebel, chciała odciągnąć rękę.
Spokojnie, nie bój się szepnął, obejmując ją.
Jadwiga poczuła się niekomfortowo, w pokoju było jasno. Iwo zerwał firany i nagle rzucił się na nią. Dziewczyna z całych sił go odpychła, wyrwała się z kanapy i wybiegła z domu, biegnąc w stronę przystanku. Autobusu nie było, a przed nią stanął Iwo.
Odprowadzę cię, rzekł, i nie chcę słuchać twoich wymówek.
Na studniówce nie podszedł do niej, a po imprezie nie dzwonił. Po tygodniu Jadwiga zadzwoniła do Iwosa, ale odebrała jego siostra:
Iwo wyjechał do Krakowa na studia. Myślałam, że wiesz
Dwadzieścia lat później Jadwiga wyszła za mąż za Olegiem, urodziła córkę Zofię. Iwo od czasu do czasu pojawiał się w jej myślach, nie dzwonił, nie spotykali się, ale często przychodził w snach.
Jednej nocy Iwo przybył znów we śnie, trzymając się za ręce, szli po łące pełnej stokrotek, a w oddali lśniła rzeka. Jadwiga się uśmiechała, a on patrzył smutno, jakby żegnał się. Potem niechętnie puścił jej dłoń i zniknął.
Obudziłam się i spojrzała na Olega, który już spał spokojnie.
Śpi jak niedźwiedź, pomyślałam.
Nie chciało mi się spać, więc wstałam, poszłam pod prysznic, przeszła obok pokoju Zofii, gdzie dziewczynka spokojnie mruczała, rozrzucone jasne włosy na poduszce. Pod strumieniem wody myślałam:
Dlaczego tak często śnię Iwę? Po tych snach czuję się rozbita, przychodzi mi chandrę, mogę krytykować męża Czy nie popełniłam błędu, wybierając Olega? Życie jest monotonne, bez pasji, ale wszystko jest poukładane, jak w kalendarzu.
Zrobiłam śniadanie, chciałam obudzić męża, ale sam wyszedł z sypialni. Jadaliśmy razem, a nasza córka wciąż była na wakacjach. Nagle zadzwonił telefon.
Cześć, Jadwiga, rozbrzmiał radosny głos Róży, przepraszam, że tak wcześnie, ale mamy ważną sprawę! Nasza klasa ma zorganizować zjazd, bo minęło dwadzieścia lat od matury.
Oj, Różo, wciąż jesteś naszą nieustającą zabawą. Kiedy?
W sobotę, za tydzień.
W sobotę? Mieliśmy iść z Olegiem na wsi do jego rodziny
Nie ma sprawy, odwołaj, odrzekła Róża stanowczo. Nie chcę słyszeć wymówek, już dwukrotnie nie przyjechałaś.
Miałam powody
No chodź, Jadwigo, nie kombinuj i przyjedź, bo inaczej po wszystkim pożyjemy w twoim domu!
Ojej, podniosłaś mnie na duchy, zaśmiała się Jadwiga. Gdzie się spotykamy? W restauracji?
Nie, w domu Iwosa!
Nieźle, właśnie dziś go śniło mi się, pomyślała Jana.
Iwo zbudował dwupiętrowy dom i zaprasza nas wszystkich, dodała Róża z nutą zazdrości. Jego żona wyjechała z synem do Turcji, więc nie będzie protestować.
Dobra, podaj mi adres, zgodziła się Jadwiga. Oleg właśnie idzie do pracy.
W drodze z mieszkania Oleg mruknął:
Ci koledzy z klasy to jakieś jaja. Co nie widziałaś?
Nic nie widziałam, odpowiedziałam, i nie pytam o pozwolenie, po prostu mówię, że coś się dzieje. W domu siedzimy, nie chodzimy, czasem wsiądzę w góry Gotowanie, sprzątanie, pranie czuję się jak niewolnica.
No dobra, niewolnico, nie narzekaj, uśmiechnął się Oleg, możesz kupić sobie nowe ubranie.
Dzięki, kupię, muszę wyglądać!
Zanim w nocy przyznałam się do spotkania z dawnymi szkolnymi znajomymi, nie mogłam zasnąć. Dwadzieścia lat od tamtego dnia tak jakby nic się nie zmieniło.
Na dzień zjazdu stałam przed bramą dworu Iwosa, wcisnęłam przycisk dzwonka. Po chwili drzwi otworzyły się i przed mną stał Iwo, wysoki, przystojny, w eleganckim garniturze.
Witaj, gościu, przywitał mnie głosem jak jedwab, a ja poczułam lekkie dreszcze. Idź dalej, jeśli jesteś tchórzem, dodał z przymrużeniem oka.
Cześć, odparłam, wchodząc na podwórze.
Iwo objął mnie, pocałował w policzek:
Wyglądasz świetnie! Jesteś jeszcze piękniejsza niż kiedyś, aż strach się bać.
Patrząc w jego czarne oczy, poczułam rumieńce i schyliłam głowę, podążając w stronę domu. On chwycił mnie za rękę i weszliśmy do środka.
Hurra, Jadwigo! krzyknęła Róża, rzucając się w objęcia.
Po kilku rozmowach, jedzeniu i śmiechach, Iwo zaproponował tańczyć.
Jak tam życie? zapytałam.
W porządku, patrzę na świat inaczej. Mam teraz sporo spraw, rozwijam firmę, kręcę się w kółko.
Wieczór zakończył się, goście rozeszli się, a Iwo zatrzymał mnie przy stole.
Zostań, pomóż mi trochę przy nakryciu, rzekł, rozkładając naczynia.
Nie wiem, odpowiedziałam niepewnie.
Czego nie wiesz? wtrąciła się Róża. Ktoś musi pomóc.
Dobra, mruknęła Jadwiga.
Kiedy wszyscy odeszli, Iwo wziął mnie za ręce.
Ta naczynia to tylko pretekst, żebyś została, szepnął.
Po co? zapytałam, zaniepokojona.
Nie wiem, odpowiedział, musząc nos do mojej policzki. Zobaczyłem cię i od razu przypomniałem sobie, jak tęskniłem przez te lata.
Jego usta dotknęły mojego szyi:
Jadwigo, jesteś taka… zdjął płaszcz i rzucił mnie na kanapę. Wiesz, mam dość żony, znajomych, które chcą jedynie pieniędzy, a ty jesteś świeża i piękna.
Czułam się, jakby mnie przypalił wrzący płyn.
Dostępne kobiety! krzyczałam w myślach. Nie mogę zdradzić męża!
Wstałam, odrzuciłam Iwo i wybiegłam z domu. Na zewnątrz zadzwonił telefon.
Kochanie, mam przyjechać? usłyszałam głos Olega.
Nie, już wzięłam taksówkę, zaraz będę, odpowiedziałam, starając się brzmieć spokojnie. Jesteś dla mnie najlepszy.
Dobrze, już na drodze, zaśmiał się Oleg.
Wsiadłam do taksówki, a za oknem usłyszałam Iwowa podniesiony głos:
Zbędna jesteś, jak zawsze!
Zamknęłam drzwi taksówki, silnik ruszył, a ja pomyślałam:
Niech się wścieka, niech wybuchnie ze złości. Niech wróci do swojego zimnego domu. Wreszcie uwolniłam się z jego pułapki. Na zawsze.
**Lekcja, którą wyniosłem:** nie warto pozwalać, by ktoś inny dyktował nasz los. Trzeba słuchać własnego serca i iść własną drogą, choćby wymagało to odwagi, by zerwać z przeszłością i żyć po swojemu.



