Przeczucie: Zwiastun Nieuchronnych Zdarzeń

Jan Kowalski mieszka w bloku z wielkiej płyty, w której ściany są cieńsze od papieru, a każdy kichnięcie sąsiada odbija się echem w kaloryferach.

Od dawna nie drży, gdy sąsiedzi trzaskają drzwiami, nie reaguje na kłótnie przy przestawianiu mebli i nie słyszy, jak krzyczy telewizor starszej pani z dolnego piętra.

Jednak to, co robi sąsiad z góry pewien Marek Nowak wyprowadza go z siebie i zmusza do wykrzykiwania przekleństw.

W każdą sobotę ten niewyobrażalny człowiek bez wahania zakłada wiertarkę albo młot udarowy!

Czasem o dziewiątej rano, czasem o jedenastej. Zawsze w dzień wolny! I zawsze w chwili, gdy Jan pragnie wyspać się do woli.

Na początku Jan, człowiek spokojny, podchodzi do tego filozoficznie: Może to remont, trochę się przedłużył da się zrozumieć myśli, przewracając się w łóżku z boku na bok i zakrywając głowę poduszką.

Ale tygodnie mijają, a dźwięk młota budzi go w soboty po raz kolejny.

Czasem krótkie serie, czasem długie, ciągnące się wryty. Wydaje się, że sąsiad coś zaczyna, potem rezygnuje, a potem znów wraca do tego, co przerwał.

Czasem nienawistne odgłosy padają nie tylko rano, ale i w środę, około siódmej wieczorem, kiedy Jan wraca z pracy, marząc o ciszy. Za każdym razem chce wstać i powiedzieć Markowi, co o nim myśli, ale zmęczenie, lenistwo i chęć unikania konfliktu powstrzymują go.

Pewnego dnia, kiedy wiertarka znów ryczy nad jego głową, Jan nie wytrzymuje i wyrzuca się na górę. Dzwoni, puka w odpowiedzi cisza. Tylko przeklęty młot wciąż ryczy, drgając w kości.

Kiedyś ci! wybucha w nim Jan, ale nie dokańcza zdania. Sam nie wie, co kiedyś ma zrobić.

W jego wyobraźni pojawiają się różne scenariusze od wyłączenia wody w klatce po bardziej wymyślone sposoby: napisać skargę, wezwać policjanta, zablokować wentylację pianą.

Czasem Jan wyobraża sobie, że sąsiad nagle zdaje sobie sprawę, że go wszyscy znudził i przychodzi przeprosić. Albo wyprowadza się. Albo

No, przynajmniej coś!

Chociażby przestał wkręcać w ścianę!

Ten hałas staje się dla Jana symbolem niesprawiedliwości. Myśli: Gdyby tylko ktoś w klatce się obudził i powstrzymał to wyzwanie! Jednak wszyscy pozostają w swoich pokojach i nic nie robią.

A potem dzieje się to, czego Jan się nie spodziewa

***

W sobotę budzi go nie hałas, a cisza.

Leży długo, wsłuchując się: kiedy znów zaryczy przeklęty sprzęt? Ale cisza jest gęsta, spokojna, niemal namacalna

Zniknął! myśli Jan z radością, albo ten potwór wyjechał?!

Dzień mija w niezwykłym poczuciu wolności. Odkurzacz szumi cicho, czajnik brzęczy łagodnie, a dźwięk telewizora nie drży razem z sufitem.

Jan siedzi na kanapie i łapie się na szerokim uśmiechu, jakby był dzieckiem.

***

Niedziela również jest cicha.

I poniedziałek.

I wtorek.

I środę.

Hałas, jakby wycięty z jego życia

Cisza z góry trwa prawie tydzień.

Jan nie przypisuje już tego remontowi, urlopowi ani przypadkowi. W tej przerwie czuje coś nienaturalnego, niepokojącego. Zbyt ostry kontrast po miesiącach regularnego hałasu

***

Stoi długo przed drzwiami sąsiada, zbiera się na odwagę i próbuje zrozumieć: po co to robi? Czy po to, by się upewnić, że wszystko w porządku? Czy może, by sprawdzić, że nie wyobraża sobie rzeczy?

Jan naciska przycisk dzwonka.

Drzwi otwierają się niemal od razu i Jan od razu czuje, że coś się stało.

Na progu stoi ciężko brzmiąca kobieta w ciąży. Blada twarz, spuchnięte powieki. Jan widział ją kiedyś w korytarzu, ale teraz wygląda, jakby przyspieszyła kilka lat.

Czy jest pani żoną Marka? pyta ostrożnie.

Ona skinęła głową.

Coś się stało? Nie słyszałam go od dłuższego czasu

Jan się cofa. Słowa zapadają mu w gardło: jak w ogóle można przyjść z powodu ciszy?

Kobieta cofa się o krok, wpuszczając go do środka. Nagle słychać ciche:

Leśny już go nie ma.

Jan nie od razu rozumie. Potrzeba kilka sekund, by słowa ułożyły się w całość.

Jak kiedy?

W zeszłą sobotę, wcześnie rano. Odpłynęła łza. Rozumie pani ten niekończący się remont on tak się zmęczył. Zawsze robił to w weekendy w tygodniu nie miał czasu. Tego dnia wstał wcześniej niż ja chciał dokończyć łóżeczko. Pośpieszał. Bał się, że nie zdąży

Machnął ręką w głąb mieszkania.

Tam, przy ścianie, stała rozłożona połówka dziecięcego łóżeczka instrukcja, opakowania z elementami, części rozrzucone na podłodze.

Po prostu spadł, szepnęła. Serce. Nie zdążyłam się obudzić.

Jan stoi, jakby przyrósł do podłogi.

Słowa kobiety powoli, ciężko wsiąkają w świadomość

***

Hałas

Ten sam, który tak go irytował, budził w soboty! Przeklinał go wraz z człowiekiem, który go wywoływał! Jan spuszcza wzrok patrzy na karton z częściami łóżeczka. Małe śrubki, klucz sześciokątny, naklejki z numerami elementów. Wszystko starannie poukładane tak robią tylko ludzie, którzy naprawdę chcą coś ważnego stworzyć.

Czy potrzebuje pani czegoś? zaczyna po cichu, ale kobieta odrzucona gestem:

Dziękuję. Nic

Jan odchodzi na palcach, jakby uciekł od czyjejś świeżej rany.

Powoli schodzi po schodach, trzymając się poręczy. Każdy krok niesie przytłaczające poczucie winy, które nie ma konkretnej formy, a jednak pali.

***

W domu podnosi wzrok w stronę sufitu. Cisza jest gęsta, ciężka. Jakby krytykowała coś

Może to to, że Jan nienawidził Marka? Nienawidził tylko dlatego, że przeszkadzał mu w spaniu! Przeklinał go za to! Dla Jana to nie był człowiek, to był hałas, niedogodność.

A teraz

Teraz go nie ma.

Zamiast tego jest kobieta, która go opłakuje.

Wkrótce przyjdzie dziecko, którego ojca już nie ma.

I jest łóżeczko, które Marek chciał mieć złożone.

Ale nie zdążył

Trzeba będzie odwiedzić jego żonę pomóc. Raczej nie zrobi tego sama

***

Wieczorem, gdy myśli uspokoiły się, Jan znów patrzy w sufit. Wciąż panuje martwa cisza.

Siedzi długo w przyciemnionej kuchni i nagle pojmuje, że nie zaśnie dzisiaj. Wstaje, idzie na górę, dzwoni. Drzwi otwierają się, a kobieta podnosi brwi zdziwiona nie spodziewała się go.

Jan, nieco zawstydzony, cicho mówi:

Proszę wiem, że ledwo się znamy. Ale jeśli pozwoli mogę złożyć łóżeczko. On chciał, żeby było gotowe. I jeśli mogę chciałbym pomóc.

Kobieta milczy, patrzy na niego długo, jakby rozważała sens wypowiedzianych słów. Potem powoli kiwa głową.

Proszę wejść.

Jan wchodzi, ostrożnie omijając kartony z częściami.

Pracuje długo, w ciszy.

Kobieta siedzi na kanapie, głaszcząc brzuch. Czasem cicho szlocha, starając się nie hałasować. Gdy Jan przykręca ostatni śrub, podnosi się, by wyregulować oparcie łóżeczka, w pokoju zmienia się powietrze. Jakby napięcie rozeszło się.

Kobieta podchodzi bliżej i delikatnie dotyka gładkiej drewnianej belki.

Dziękuję, szepcze. Nie ma pan pojęcia, jak bardzo to dla nas ważne.

Jan stoi, nie wiedząc, co odpowiedzieć. Po prostu kiwa głową.

Wychodząc, myśli, że po raz pierwszy od dawna zrobił coś naprawdę słusznego i czuje, że na pewno jeszcze tu wróci.

Rate article
Fajna Tajna
Przeczucie: Zwiastun Nieuchronnych Zdarzeń