Kiedy Jan poślubił Bognę, teściowa od razu zaprzyjaźniła się z synową. Dziewczyna spodobała się jej już w czasach, gdy Jan chodził do szkoły i razem chodzili na balet.
Janie, czyżbyś się zakochał? żartowała matka, patrząc na niego w zwierciadle, jakby widziała piękną pannę młodą. Pokaż nam swoją żonę, a nie tylko ojca.
Tak, mamo, jestem zakochany. Wiesz, co wszystko widzisz, wszystko wiesz, zaraz wam obu przedstawię odparł z uśmiechem, i wybiegł po swój nowy szczęśliwy związek.
Ach, jakaż to piękna dziewczyna, jaką Bogna, mówiła przy obiedzie do męża. To nie jest jakaś zdziczała, a raczej grzeczna, uprzejma i piękna.
Zaintrygowana, matka nie mogła się doczekać, by poznać tę przyszłą synową. Gdy Jan przywiózł Bognę na herbatę, matka była zaskoczona, że wreszcie spełniło się jej marzenie.
Synu, czy naprawdę czytasz w moich myślach? Od dawna chciałam, żebyś wziął Bognusię za żonę. Patrzyłaś na mnie, jakbyś woda oglądała rozbawiła się, a młodzi spojrzeli na siebie i roześmiali się.
Wesele było wiejskie, skromne, ale pełne prawdziwej miłości. Bogna nie była pospieszna, lecz gdy podjęła się czegoś, robiła to z sercem, rozsądkiem i starannością.
Nasza Bognusia, niczym jaskółka, jest dobra i troskliwa opowiadała matka Jana sąsiadce. Jakaż to gospodyni!
Po pewnym czasie urodził się syn, Mirek. Dziadkowie go uwielbiali, ale przychodził na świat przedwcześnie i był słaby. Z czasem jednak wyrosł spokojnym chłopcem.
Lata mijały. Zmarli rodzice Jana, a dwa lata później zmarł i sam Jan, nagle na podwórku, pod wpływem upału, gdy podważał siano pod dach. Jego żona, Bogna, pogrążyła się w żałobie, lecz musiała iść dalej.
Pozostała sama z synem. Mirek dorósł, a para prowadziła powolne, spokojne życie. Każdą pracę planowali razem, dzieląc się obowiązkami: krowę doiły, konia pociągali, świnę karmili, kury zbierali. Nie dochodziło między nimi do krzyków ani kłótni.
Gdy nie udało się zanieść siano na dach przed deszczem, Bogna mówiła: Nic nie szkodzi, synku, lato długie, wszystko wyschnie. Sąsiedzi za to wybuchali spory, obwiniając się nawzajem i prawie przybijali pięści.
Bogna była pedantką w domu zawsze porządek, podłogi lśniące, zasłony wyprasowane. Gotowała prosto, ale różnorodnie, a Mirek uwielbiał jedzenie. Często pytali się, co przygotować na kolejny dzień.
Sąsiadka Ania zaglądała czasem i zdziwiona mówiła:
Bogna, mieszkacie we dwoje, a na stole pełno potraw!
No weź, usiądź zapraszała Bogna. Mirek uwielbia jeść, choć nie jest wysoki i nie ma szerokich ramion.
No tak, nie ma takiej siły jak Jana, ale przynajmniej piękny, aż dreszcze przechodzą po plecach śmiała się Ania. Ktoś znajdzie chłopca spokojnego i dostojnego, jako dobrego męża.
Z czasem w wiosce szanowano Bognię i Mirka, uważając ich za rozsądnych, czystych i bez zazdrości. Mirek sam wybrał żonę Klementynę, wysoką i silną, nie najpiękniejszą, ale ognistą, sprytną i nieco porywczą.
Bogna zastanawiała się, jak to się stało, że jej syn wziął taką żonę, ale przyjęła to z godnością. Mirek, cichy i małomówny, otaczał się jej gadulstwem, ale i tak kochał ją.
Nie ma sprawy, mamo, dzieci przyjdą, a ja będę ich uczyć, tłumaczyć, co i jak, powtarzał Mirek, kiedy Bogna pytała o wsparcie.
Ślub Klementyny i Mirka minął spokojnie, bez bójek, a wieś pełna była ludzi pijących w podwórku, siedzących przy stole lub na ławce, którzy nocą rozeszli się po domach.
Rano Bogna wyjść podwórze i sprzątała po przyjęciu, a Klementyna przyłączyła się, jęcząc:
Nie potrzebowaliśmy tego wesela, po prostu byśmy się pobrali, a teraz muszę sprzątać
Idź się położyć, Klementyno, jeśli nie wyśpisz, sama posprzątam odpowiedziała Bogna.
Klementyna narzekała, że plotki mówią, że jest złą synową. Bogna uspokajała:
Niech plotą, wszyscy jeszcze śpią.
Ty rozpuścisz te plotki po całej wsi rzuciła Klementyna, patrząc z złością na teściową. Znamy już teściowe.
Bogna milczała, nie chciała podsycać konfliktu. Jednak od pierwszego dnia Klementyna pokazywała swój temperament. Po ślubie życie się zmieniło. Zwróciła uwagę, jak Mirek traktuje matkę, i dbała o jego zdrowie i plany, przytulając go i całując w policzek, dziękując za smaczne jedzenie.
To już przesada, te ‘tęskne’ gesty myślała Klementyna. Nie widziałam takiej relacji między matką a synem. Nie ma takiej czułości w małżeństwie.
W sklepie opowiadała, jak Mirek kocha swoją mamę i nigdy nie powie jej złego słowa.
Dziadek Mateusz słuchał i kiwał głową:
Ech, szkoda, że Bogna w gniazdo jaskółki wpuściła wronę.
Wielu litowało Bognę, ale ona nigdy nie mówiła źle o synowej. Wiedziała, że Klementyna jest kłótliwa i złośliwa, ale nie wchodziła z nią w sprzeczki.
Po roku Klementyna urodziła syna, Tymka. Dziecko nocą słabo spało, Klementynie brakowało mleka, więc było głodne. Klementyna nie słuchała rady teściowej i nie dokarmiała go. Bogna po cichu podawała mu mleko, aż chłopiec przybrał na wadze i mocno spał.
Klementyna wściekła krzyknęła:
Kradniesz moje dziecko i go karmisz! Chcesz, żeby i mój wnuk był słaby!
Bogna milczała, ale robiła, co uważała za słuszne. Tymek rósł zdrowo, uczęszczał do szkoły, a babcia wychowywała go w swoim duchu, pełna czułości.
Klementyna często krzyczała na Mirka:
Co gotujemy, to jedz, nie ma tu królewskiego jedzenia!
Mirek jadł, ale wolał potrawy babci, które były starannie przygotowane.
Mimo że nie kłócili się ostro, Bogna widziała, że małżeństwo napięło syna. Starała się delikatnie kierować ich relacje, ale Klementyna nie okazywała szacunku.
Czas mijał, a Tymek, już nastolatek, dostrzegał, jak Klementyna źle traktuje babcię i ojca. Prosił babcię o smaczny posiłek, ale Klementyna przygotowywała go pobieżnie.
Ty, mały wybredny, jak twój ojciec, rzucała Klementyna, jedz to, co jest, nie ma tu królewskich trunków.
Tymek pamiętał, jak babcia czekała na niego pod drzwiami z ciepłym mlekiem i kawałkiem ciasta. Kiedy poznał Taśka, piękną dziewczynę z sąsiedniej ulicy, opowiedział jej o babci.
Babciu, podobam się Taśce, ale nie powiem nikomu szepnęła Bogna, błogosławiąc jego miłość.
Tymek wyjeżdżał na studia, a babcia, trzymając go za rękę, mówiła:
Wrócisz po studiach, zabierzesz mnie ze sobą, a razem zbudujemy nowy dom. Wszystko będzie dobrze.
Tak i stało się. Tymek powrócił jako inżynier, poślubił Taśkę i razem z babcią zamieszkali w domu, który wspólnie zbudowali.
Z tej historii wynika, że szacunek, cierpliwość i dobroć w rodzinie są niczym solidne fundamenty domu bez nich nawet najpiękniejszy dach nie utrzyma się na wietrze.



