Uwolniona z niewoli uczuć

Wyrwałam się z kajdan uczuć

Już w dziewiątej klasie Jagoda zauważyła, że chłopak z klasy, Irek, stale znajdował ją spojrzeniem. Nawet tyłem głowy czuła w lekcjach, jak jego oczy wżerały się w nią, a gdy odwrócił się, natychmiast spotkał się z jej wzrokiem.

– Jagodo chichotała jej przyjaciółka Róża Irek nie spuszcza z ciebie oczu, ja go co rusz obserwuję.

– Wiem, czuję, jakby przebił mnie swoimi czarnymi oczami uśmiechała się Jagoda, skrywając w sobie rosnącą sympatię.

W końcu Irek zebrał się na odwagę i po lekcjach, stojąc przy wejściu szkoły, z lekkim drżeniem wypowiedział:

– Jagodo, mogę cię odprowadzić do domu?

Jagoda zamarła, lecz Róża popchnęła ją delikatnie, a dziewczyna zgodziła się.

No dobrze, i tak idziemy w tym samym kierunku udawała obojętną.

Podczas spaceru Irek opowiadał jakieś bajki, oboje się śmiali, a serce Jagody podskakiwało z radości. Tak zaczęła się ich przyjaźń, która przerodziła się w szkolną miłość. W krótkim czasie cała klasa wiedziała, że są parą. Irek zawsze był przy niej, a gdy ktoś z innej klasy próbował zagadać, on szybko odciągał ich.

Jagoda od zawsze była urodziwą dziewczyną. Gdy uczęszczała do pierwszej klasy, nauczycielka Elżbieta Stanisława nie mogła powstrzymać się od komentarza:

Boże, Jagodo, jakie masz piękne oczka!

Pod koniec szkoły postanowili razem wstąpić na Politechnikę. Zdały egzaminy, odjechały w wielki dzień do zobaczenia, szkoło, witaj, dorosłe życie. Po egzaminie Irek zaproponował:

Jagodo, pojedziemy jutro na mój rodzinny domek, z noclegiem. Uroczystość z okazji zdanych egzaminów jesteśmy młodzi, damy radę.

Jagoda poczuła, że Irek staje się coraz natarczywszy, a ona nie chciała iść wbrew własnym zasadom. On się obrażał.

Jesteśmy już dorośli, odrzuć zasady. Ktoś kiedyś musiałby nam przyznać, że to przyjdzie Przecież czytałaś Romea i Julię, a oni byli młodsi od nas. Nikt ich nie potępiał, a wszyscy podziwiali ich miłość namawiał Irek.

Jagoda słuchała, czasem zgadzała się w myślach, lecz serce drżało ze strachu przed utratą Irenka, przyzwyczajonego już do niej. Irek złościł się, irytował.

No, Jagodo, czekam, zgódź się!

Nie wiem, może mama nie pozwoli na nocleg w domu, a już w ogóle

A co, gdyby tam byli moi rodzice? Nie wymyślaj wymówek!

Prośba o pozwolenie okazała się trudna. Matka patrzyła surowo:

Co chcesz wymyślić? Nie pozwolę. Wiem, co zamierzacie zrobić, a potem ja się rozliczę.

Mamo, rodzice Irka też będą, a jego starsza siostra wymyśliła Jagoda, nie mrugając. Nie wierzysz mi?

Matka chwilę pomyślała i machnęła ręką:

Dobrze, jedź. W końcu nie będziesz pod stałą kontrolą. A przyznajmy się, to trochę nieprzyzwoite, że dziewczyna jedzie do chłopaka na wieś.

W autobusie trzymały się za ręce. Jagoda nerwowo czuła, że Irek też jest niespokojny, pogrążony w zamyśleniu. Wyobrażała sobie, co się stanie i tak się stało. Gdy tylko weszli do domu, Irek pociągnął ją za rękę do pokoju, gdzie stała kanapa. Zobaczywszy mebel, próbowała wyrwać rękę.

Nie martw się szepnął miękko, obejmując ją i kładąc na kanapie.

Jagoda poczuła się nieswojo, w pokoju jasno.

Irek, jest jasno wstał, pociągnął zasłony i natychmiast rzucił się na nią.

Z całych sił odrzuciła go, wskoczyła z kanapy i wybiegła z domu, pędząc w stronę przystanku. Autobusu już nie było, a przed nią stał Irek.

Odprowadzę cię rzekł. I nic nie mów, nie chcę słuchać twoich wymówek.

Na studniówce nie podchodził do niej, a Róża pytała: Jagoda milczała. Po studniówce nie dzwonił. Po tygodniu Jagoda, zapominając o dumie, zadzwoniła do Irka. Odebrała jego siostra:

Irek wyjechał do Berlina, chce tam studiować. Myślałam, że wiesz

Minęło dwadzieścia lat. Jagoda wyszła za mąż za Olegiem, urodziła córkę. Irek od czasu do czasu pojawiał się w jej myślach nie dzwonił, nie spotykali się, ale często śnił się jej.

Tej nocy znów przybiegł w śnie, trzymając się za ręce, wędrowali po polu pełnym stokrotek, a w oddali migotała rzeka. Jagoda się uśmiechała, a Irek patrzył smutno, jakby żegnał się. Potem niechętnie puścił jej dłoń i zniknął.

Jagoda przebudziła się, spojrzała na Olega i westchnęła z ulgą:

Śpi jak suseł. Zawsze lubi długo drzemać

Nie chciała wstawać, choć był ranek, wstała cicho i poszła pod prysznic, mijając pokój córki, w którym mała spała, rozwianą jasnymi włosami po poduszce. Pod strumieniem wody myślała:

Czemu tak często śnię Irka? Po tych snach czuję się nie w swoim miejscu, dopada mnie przygnębienie, mogę krytykować męża Czy nie powinnam była wybrać innej drogi? Życie jest monotonne, bez pasji, bez romansu, ale uporządkowane, jak w kalendarzu.

Przygotowując śniadanie, chciała obudzić męża, lecz on sam wyszedł z sypialni. Jedli razem, córka miała wakacje, lato. Nagle zadzwonił telefon.

Jagodo, cześć rozbrzmiał radosny głos Róży przepraszam, że tak wcześnie, ale mam ważną sprawę! Nasza klasa się spotyka, bo mamy rocznicę, dwadzieścia lat od matury.

Hej, Róża, wciąż jesteś naszą nieodłączną duszą! Kiedy?

W sobotę, za tydzień.

W sobotę? Mieliśmy jechać z Olegiem do wsi, do krewnych

Nic, odwołajmy, powiedziała stanowczo Róża. Nie chcę już słyszeć wymówek, już dwa razy mnie ominęliście.

Miałam powody

No tak, Jagodo, nie kombinuj i przyjdź, inaczej przyjedziemy po ciebie całym rojem!

Oj, straszne zaśmiała się Jagoda. Gdzie się spotykamy? W restauracji?

Teraz w restauracji! Nie zgadniesz!

A gdzie jeszcze wymyślili? zdziwiła się.

Będziemy świętować, zawiesiła głos, i nie zgadniesz, gdzie. Zaśmiała się Róża. U Irka.

Nie bez powodu mi się śnił przemyślała Jagoda.

Wyobraź sobie, nasz Irek ma ogromny dwupiętrowy dom i zaprasza nas wszystkich.

A rodzina? Żona? zapytała Jagoda, nie wiedząc nic o jego życiu.

Żona wyjechała z synem do Turcji, nie będzie przeszkadzać. Ludzie potrafią się tak przystosować z lekką zazdrością odparła Róża. Ja jestem rozwódką Dobrze, przyjdź.

Obiecuję, powiedz adres odpowiedziała Jagoda. Oleg już w pracy czeka przy drzwiach.

Wychodząc z mieszkania, Oleg mruknął:

Tacy koledzy z klasy. Co nie widziałaś?

Nic nie widziałam odpowiedziała żona. Nie pytam cię o pozwolenie, po prostu stawiam cię przed faktem. Siedzimy w domu, nie wychodzimy, czasem wsiądziesz. Mam dość gotowania, sprzątania, prania, jak niewolnica.

Dobra, niewolnico, nie marudzi, zażartował mąż, mogę być domowym tyranem, nie mam nic przeciw. Kup sobie nową sukienkę, uśmiechnął się.

Dzięki, już kupię, muszę wyglądać.

Jagoda rozmyślała o spotkaniu z dawną klasą i Irkiem. W piątek przed imprezą nie mogła zasnąć. Dwadzieścia lat minęło od tamtego dnia, od zakończenia szkoły.

Spotkanie pełne emocji

Jagoda wysiadła z taksówki, podeszła do wysokich wrot i nacisnęła dzwonek. Po minucie drzwi otworzyły się, a przed nią stał Irek wysoki, przystojny, o eleganckim wyglądzie.

Witaj, gościu odezwał się barwnym głosem, a ona podskoczyła. Wejdź, chyba wciąż jesteś nieśmiały dodał z ironicznym uśmiechem.

Hej, odpowiedziała Dyna, wchodząc na podwórze.

Irek objął ją, pocałował w policzek.

Wyglądasz niesamowicie! Jeszcze piękniejsza, aż straszy! zachwycał się.

Patrząc w jego czarne oczy, Jagoda poczuła rumień, spuściła głowę i podeszła do domu, a on dogonił ją, wziął za rękę i weszli razem.

Hurra, Jagodo! krzyknęła Róża, podskakując i obejmując.

Wszyscy rozeszli się powoli, wieczór dobiegał końca. Po kolei przytulali się, usiedli przy stole. Chłopaki wymieniali komplementy, dziewczyny obserwowały się, pytały o rodziny, dzieci.

Rozbrzmiewała muzyka, Irek zaprosił Jagodę do tańca.

Jak życie? zapytała.

Dobrze. Patrzę na świat innymi oczami. Mam wiele spraw, rozwijam firmę, kręcę się w koło.

Wieczór zbliżał się do końca, ludzie rozchodzili się. Irek zatrzymał Jagodę.

Zostań, pomóż mi trochę rozłożył ręce nad stołem.

Nie wiem, odpowiedziała niepewnie.

Co nie wiesz? wtrąciła Róża. Ktoś musi pomóc, dodała chytrze, uśmiechając się.

Dobrze mruknęła Jagoda.

W końcu nadszedł moment, gdy wszyscy odeszli, a Irek chwycił ją za ręce.

Całe to mycie naczyń było tylko pretekstem, byś została

Po co? zapytała, zestresowana.

Nie wiem pocierał nos o jej policzek. Gdy cię zobaczyłem, zrozumiałem, jak bardzo tęskniłem za tobą przez te lata.

Jego gorące usta dotknęły jej szyi:

Jagodo, jesteś taka zrzucił kurtkę i gwałtownie położył ją na kanapie. Wiesz, mam dość: żona, przypadkowe kobiety, które chcą tylko pieniędzy, a ty jesteś świeża i piękna

Jagoda poczuła się, jakby polała się wrzątkiem.

Przypadkowe kobiety! Boże, jestem dla niego jedynie zabawą, kolejną dostępną Nie mogę zdradzić męża.

Wyrwała się, mocno odpychając Irka, i wybiegła z domu. Przez bramę zadzwonił telefon, mąż.

Kochanie, przyjdę po ciebie? brzmiał jego głos.

Nie, Olegu, już zamówiłam taksówkę, zaraz będę mówiła, starając się brzmieć spokojnie. Sam sobie dojdziesz, dzięki, skarbie. I wiesz, Olegu, jesteś dla mnie najcenniejszy.

No tak zaśmiał się mąż. Czekam na ciebie.

Wsiadła do taksówki, a za jej uchem rozległ się zły głos Irka:

Bez sensu się męczysz, wciąż zostaniesz taką piękna, choćbyś była zła!

Jagoda zamknęła drzwi taksówki, pojazd ruszył. Pomyślała:

Niech się wścieka, niech wybuchnie z gniewu. Niech zostanie w swoim zimnym domu. Wreszcie uwolniłam się z jego kajdan. Na zawsze.

Rate article
Fajna Tajna
Uwolniona z niewoli uczuć