Gdy dowiaduje się, że noworodek przyszedł na świat z niepełnosprawnością, jego matka jeszcze jedenaście lat temu składa odrzucone oświadczenie. Sasza Iwanek widzi ten dokument, kiedy zanosząc własne sprawy do przychodni, dostaje od pielęgniarki teczki i polecenie iść za nią. Telefon dzwoni, a ona z pośpiechem odchodzi, machając mu w stronę przychodni, mówiąc: Sam sobie radź. Nie myśli o tym, że Sasza, otwierając swoją teczkę, natrafi na list matki i przeczyta jej odmowę.
W domu dziecka wszystkie dzieci czekają na rodziców, ale Sasza przestaje czekać i przestaje płakać. Jego serce otula stalowa pancerna skorupa, chroniąca go przed obrażeniami, samotnością i brakiem miłości. W tym domu, jak w każdym, istnieją własne tradycje.
W przeddzień Nowego Roku wszystkie podopieczne piszą listy do Świętego Mikołaja. Dyrektor przekazuje je sponsorom, którzy starają się spełnić dziecięce życzenia. Niektórzy z nich trafiają nawet do lotniczej eskadry. Najczęściej dzieci proszą o jedno cudowne spełnienie: odnalezienie taty i mamy. Gdy listy otwierają, dorośli drapią się po głowie, zastanawiając się, co podarować.
Pewnego dnia major Tomasz Chmielewski, inżynier pokładowy, także dostaje taki list. Wsuwa go do kieszeni lotniczej i planuje w domu przeczytać go z żoną i córką, aby zdecydować, co kupić dziecku. Wieczorem, gdy rodzina siada do kolacji, wyciąga list i głośno czyta: Drodzy dorośli, jeśli możecie, podarujcie mi proszę notebook. Nie potrzebuję zabawek ani ubrań wszystko mam. Dzięki internetowi znajdę przyjaciół i może nawet krewnych. Na dole podpis: Sasza Iwanek, 11 lat.
Co za mądrzy sądzili dzisiejsi mali, wzdycha żona Natalia. Rzeczywiście, przez sieć może znaleźć wszystkich, których potrzebuje. Córka Klara, marszcząc brwi, bierze list ponownie do ręki i zamyśla się. Ojciec zauważa, że u dziewczynki drżą wargi.
Co się stało? pyta.
Wiesz, tato, on tak naprawdę nie ma nadziei, że znajdzie rodziców, mówi Klara. Nie szuka ich, bo ich nie ma. Notebook to dla niego jedynie ratunek od samotności. Czyta: znaleźć przyjaciół albo krewnych. Krewni mogą być i obcy ludzie. Weźmy wszystkie pieniądze z mojej skarbonki, kupmy mu notebook i przynieśmy go jako prezent.
Świąteczne przyjęcie w domu dziecka odbywa się jak zwykle. Najpierw występ, potem Mikołaj i Gwiazdka rozświetlają choinkę, a sponsorzy wręczają podarunki. Czasem niektóre rodziny biorą dzieci na wakacje. Sasza, jak zawsze, nie oczekuje niczego. Przyzwyczaił się, że wybierają tylko ładne dziewczynki, a chłopcy pozostają niezauważeni.
List napisał po prostu tak, jak wszyscy inni bo wszyscy pisali. Dziś jednak wśród gości zauważa mężczyznę w mundurze pilota. Jego serce przyspiesza, ale odwraca się i cicho wzdycha. Dostaje woreczek z cukierkami i, kulejąc, kieruje się ku wyjściu.
Sasza Iwanek! słyszy własne imię i odwraca się.
Za nim stoi pilot. Sasza zastyga ze zdumienia, nie wiedząc, co zrobić.
Witaj, Saszu! mówi pilot. Otrzymaliśmy Twój list i chcemy Ci podarować prezent. Najpierw się poznamy. Nazywam się Andrzej Wojciechowski, ale możesz mówić po prostu wujek Andrzej.
Ja jestem Natalia, mówi piękna kobieta stojąca obok. A ja Klara.
Ja jestem Sasza odpowiada on.
Klara chce coś zapytać, ale mężczyzna podaje Saszy pudełko i mówi:
To od nas. Chodźmy do pokoju, pokażemy Ci, jak korzystać z notebooka.
Wchodzą do pustej sali, gdzie dzieci odrabiają lekcje wieczorem. Klara pokazuje, jak włączyć i wyłączyć komputer, zalogować się, wejść do internetu i rejestruje go w serwisie Wrzutka. Mężczyzna siedzi obok, czasem podpowiadając. Sasza czuje ciepło, siłę i ochronę.
Dziewczynka gada jak szalona, ale Sasza zauważa, że nie jest roztrzepana świetnie radzi sobie z komputerem i chodzi na sekcję sportową. Pożegnaniu kobieta przytula go, a zapach jej perfum drażni nos i oczy. Sasza na chwilę zastyga, wstrzymując oddech, po czym wyłania się i, nie odwracając się, kieruje wzdłuż korytarza.
Na pewno jeszcze wrócimy! woła Klara.
Życie Saszy zmienia się diametralnie. Nie obraża się już o przezwiska i nie zwraca uwagi na innych chłopców. W internecie znajduje mnóstwo przydatnych rzeczy. Od dawna interesuje się lotnictwem. Dowiaduje się, że pierwszym masowym samolotem transportowym w Polsce był PZL M28, zaprojektowany przez Piotra Samochodowicza, a PZLM25 to jego wersja.
W weekendy przyjeżdżają wujek Andrzej i Klara. Czasem razem chodzą do cyrku, grają w automaty i jedzą lody. Sasza zawsze wstydzi się, że oni płacą za wszystko.
Pewnego pamiętnego poranka zostaje wezwany do gabinetu dyrektora. Wchodzi i widzi Natalię. Serce mu drży, a gardło wysycha.
Saszu mówi dyrektor Natalia Wiktoria prosi, abyś na dwa dni odszedł z nią. Jeśli się zgodzisz, pozwolę Ci wyjść.
Sanie, dziś Dzień Lotnictwa. W części wujka Andrzeja będzie wielka uroczystość. Zaprasza Cię, abyś wziął udział. Jedziesz?
Sasza kiwa głową z radością, nie mogąc wypowiedzieć słowa.
Dobrze mówi kobieta, podpisując dokument.
Zadowolony Sasza wychodzi z nią, trzymając się za rękę. Najpierw wjeżdżają do dużego sklepu odzieżowego. Kupują mu dżinsy i koszulę. Widząc zniszczone buty Saszy, Natalia prowadzi go do działu obuwniczego. Rozmiar buta jest różny w obu stopach, więc szukają odpowiedniego rozwiązania.
Nic nie szkodzi, po uroczystości pojedziemy do ortopedy i zamówimy Ci specjalne buty. Jedna będzie z podkładką, dzięki czemu obie stopy będą na tym samym poziomie i nie będziesz już kulawał. Z zewnątrz będzie to niewidoczne.
Potem odwiedzają fryzjera i wracają do domu po Klara. Sasza po raz pierwszy w życiu przechodzi próg nie domu dziecka. Nigdy nie był w zwykłym mieszkaniu, nie znał domowego zapachu, ciepła i przytulności. Ostrożnie wchodzi do pokoju, siada na skraju kanapy i rozgląda się. Przed nim stoi wielki akwarium, w którym pływają kolorowe rybki widział je tylko w telewizji.
Jestem gotowa mówi Klara chodźmy, mama nas dogoni.
Wsiadają windą w dół i idą w stronę samochodu. Przy piaskownicy stoi chłopiec, patrzy wokół. Widząc ich, krzyczy:
Kandyl baba, kandyl dziad!
Poczekaj chwilę mówi Klara i podchodzi do krzyczącego.
W tym samym momencie Sasza widzi, jak dziewczynka wiruje, a chłopiec upada w piaskownicę.
Co robisz? pyta chłopiec, leżąc w piasku. Żartowałem.
Zmieniaj miejsce żartu odpowiada Klara.
Lotnisko rozświetla się kolorowymi światełkami. Wita ich wujek Andrzej i prowadzi do swojego samolotu. Sasza łapie oddech, gdy widzi ogromną srebrną maszynę. Jego dusza drży od podziwu dla potęgi maszyny. Następnie odbywa się pokaz lotniczy. Ludzie patrzą w niebo, machają rękami i krzyczą radośnie. Gdy na niebie pojawia się samolot wujka Andrzeja, Klara macha i wykrzykuje:
Tata leci! Tata!
Sasza niezdarnie podskakuje i z entuzjazmem woła:
Tata! Oto tata leci!
Nie zauważa, że dziewczynka już milczy, patrząc na matkę, która wyciera łzy.
Wieczorem, po kolacji, Andrzej siada obok Saszy i obejmuje go ramieniem.
Wiesz mówi uważamy, że każdy człowiek powinien żyć w rodzinie. Tylko w rodzinie można naprawdę kochać, dbać o siebie, chronić się i być kochanym. Chcesz być częścią naszej rodziny?
Saszy kłębek w gardle ściska go tak, że prawie nie może oddychać. Przylega do mężczyzny i szepcze:
Tato, zawsze na Ciebie czekałem.
Po miesiącu szczęśliwy Sasza żegna się z domem dziecka. Ostrożnie i dumnie schodzi z werandy, trzymając się za rękę ojca, i prawie nie kulając idzie w stronę wyjścia. Przy bramie zatrzymują się. Sasza odwraca się, spogląda po domu dziecka i macha ręką do stojących na werandzie podopiecznych i opiekunów.
Teraz przekroczymy tę granicę, po której zacznie się Twoje nowe życie mówi ojciec. Zapomnij o wszystkim, co tu było złe, ale pamiętaj ludzi stojących na werandzie. To oni pomogli Ci przetrwać. Bądź zawsze wdzięczny tym, którzy wsparli Cię w życiu.



