15 listopada, poniedziałek
Mamo, czemu zawsze tak robisz? głos Zofii drżał na granicy załamania. Za każdym razem to samo!
Zofciu, ja tylko chcę pomóc! w słuchawce matka jęczała. Bartek jest dobrym człowiekiem, po co go tak drażnić?
Nie drażnię go! krzyknęłam, przyciskając telefon do ucha. Prosiłam go po prostu, żeby nie zostawiał brudnych skarpet na podłodze! To przecież podstawa!
Ojej, dziewczynko, za bardzo się przyczepiasz! Mężczyźni tacy są, przyzwyczaisz się! Mój ojciec też
Mamo, nie wprowadzaj wątków o dziadku! Nie chcę słuchać, że kobieta ma wszystko znosić! Musi, musi! A co on, mężczyzna, ma?
Mama wciągnęła telefon przy twarzy i chodziła po mieszkaniu po okręgu. Bartek wyjechał dziś rano w delegację, a ja liczyłam, że ten dzień spędzę w spokoju. Znowu jednak matka znalazła pretekst, by zadzwonić i pouczyć mnie, jak żyć.
Mężczyzna ma zarabiać, a kobieta prowadzić dom pouczała. Całe życie sprzątałam po twoim ojcu i nic, zdrowi i żywi.
Mamo, ja też pracuję! Cały etat! Zarabiam nie mniej niż Bartek! Dlaczego mam jeszcze po niego sprzątać, jak po dziecko?
Bo jesteś żoną. Taką masz rolę. Zofciu, nie gniewaj się na staruszkę. Życzę ci dobrze.
Westchnęłam i przycisnęłam palcami mostek.
Wiem, mamo. Po prostu jestem zmęczona. Bardzo zmęczona.
Odpocznij więc. Odłóż sprzątanie, położe się.
Nie mogę. Ten bałagan boli oczy.
Po krótkiej rozmowie rozłączyłyśmy się. Upuściłam telefon na kanapę i rozejrzałam się. Mieszkanie naprawdę wymagało porządkowania. Bartek przed wyjazdem zostawił po sobie chaos rzeczy porozrzucane wszędzie, w kuchni góra nieumytej naczyń, w łazience pościel i przybory po goleniu rozsypane po zlewie.
Zaciągnęłam rękawy, chwyciłam ściereczkę i zaczęłam od kuchni, systematycznie myjąc talerze, kubki, patelnie. Potem przetarłam stoły, odkurzyłam dywan. Wieczorem dotarłam do sypialni.
Łóżko nie było pościelone, pościel zmarszczona, poduszki na podłodze. Zaczęłam zdejmować prześcieradła, by wrzucić je do prania. Bartek zawsze spał niespokojnie, przewracał się, zrzucał kołdrę przyzwyczaiłam się.
Kiedy ciągnęłam prześcieradło, nagle coś się zahaczyło. Posiedziałam na piętach, zajrzałam pod łóżko. W zakurzonym kącie stała kartonowa skrzynka, kiedyś używana do butów, przyklejona taśmą.
Wyciągnęłam ją, otrzepałam kurz. Była ciężka, a w środku coś szeleszczało. Na wieczku nie było żadnych napisów.
Co to może być? wymamrotałam.
Nigdy wcześniej nie widziałam tej skrzynki. Bartek nigdy nie wspominał, że coś trzyma pod łóżkiem. Ciekawość wzięła górę.
Zrywałam taśmę, otworzyłam wieczko. W środku leżały kobiece rzeczy: bluzka w bladej różu z koronkowym kołnierzykiem, jedwabny szalik błękitny z delikatnym wzorem, skórzane rękawiczki ciemnobrązowe, notes w skórzanej oprawie oraz flakonik starych perfum z wyblakłą etykietą.
Rozwinęłam bluzkę rozmiar nie pasował. Ja noszę 44, a to wyraźnie 48 lub 50. Styl też nie mój wolę sztywne koszule i eleganckie sukienki, a tu falbany i kokardy.
Otworzyłam perfumy. Zapach uderzył w nos ciężki, słodki, orientalny. Nigdy nie używałam takiego aromatu; wolę lekkie, kwiatowe nuty.
Serce zabiło szybciej. Czyjeś rzeczy, pod łóżkiem mojego męża.
Otworzyłam notes. Na pierwszej stronie kobiecy odręczny zapis brzmiał: Dziennik Magdy.
Magda? Przeglądałam kolejne strony, krótkie, datowane wpisy. Najnowszy z 15 marca. Dziś jest 15 listopada minęło osiem miesięcy.
Dziś znowu nie zadzwonił. Obiecał, a nie dzwonił. Czekam, a on milczy. Boli.
Następny wpis:
Spotkaliśmy się w kawiarni. Mówił o przyszłości, że wszystko się zmieni. Wierzę mu. Chcę wierzyć.
Jeszcze starszy wpis, tydzień wcześniej:
Dał mi ten szalik. Powiedział, że błękitny mi pasuje. Jestem szczęśliwa.
Zamknęłam notes, włożyłam go z powrotem do kartonu. Ręce drżały, w głowie szumiał Bartek. Inna kobieta Magda.
Chwyciłam telefon i wybrałam numer męża. Długie sygnały, Bartek nie odbierał. Dzwoniłam raz, dwa, trzy dopiero po piątym połączeniu odebrał.
Halo? Zofiu, co się stało? głos był senny i zmieszany.
Kim jest Magda?! wykrzyknęłam.
Cisza. Długa, lepka.
Co? powtórzył.
Magda! Kto to?! Znalazłam karton pod łóżkiem z jej rzeczami i dziennikiem!
Po chwili ciężkiego westchnienia:
Zofiu, nie mogę teraz rozmawiać powiedział. Wrócę jutro, omówimy.
Nie! Teraz! Wyjaśnij teraz!
Nie przez telefon. Jutro odłożył słuchawkę.
Patrzyłam na ekran, nie wierząc. Po raz kolejny dzwoniła, ale numer był niedostępny. Bartek wyłączył telefon.
Upadłam na łóżko, przyciskając twarz dłońmi. Łzy spłynęły gorące, palące. Bartek zdradził mnie. Przez te wszystkie lata, kiedy żyliśmy razem, spotykał się z jakąś Magdą, dawał jej prezenty, chodził do kawiarni i obiecywał przyszłość.
Płakałam, aż łzy się skończyły. Potem wzięłam zimną wodę, spojrzałam w lustro bladą twarz, spuchnięte oczy, potargane włosy. Pojawił się żałosny obraz.
Wróciłam do sypialni, znów sięgnęłam po karton. Przeglądałam wszystko po kolei. Bluzka, szalik, rękawiczki, perfumy, notes. Wszystko noszone, wyblakłe, przetarte.
Otworzyłam notes jeszcze raz, czytałam wpisy kolejno. Było ich dużo, zaczynały się od trzech lat temu. Pierwszy:
Spotkałam go w parku. Rozmawialiśmy o książkach. Był mądry, czytany. Podobał mi się.
Trzy lata wstecz ja i Bartek byliśmy już pięciu lat małżeństwem. Czyli zdradzał mnie prawie przez cały nasz wspólny czas.
Czytałam dalej. Wpisy były pełne emocji, naiwności. Magda zakochiwała się w Bartku po uszy, pisała o każdym spotkaniu, o nadziejach i marzeniach. On obiecywał wkrótce, później, gdy będzie czas.
Ostatnie wpisy były smutne.
On coraz rzadziej dzwoni. Mówi, że jest zajęty, zmęczony, ma problemy w pracy. Rozumiem, ale boli. Chcę być blisko, a on nie wpuszcza mnie do swojego życia.
Dziś nie przyszedł na spotkanie. Czekałam dwie godziny. Napisał, że zapomniał, bo ma pilne sprawy. Zapomniał o mnie.
Jestem zmęczona czekaniem. Zmęczona wiarą. Chyba czas odejść. Ale jak?
Wpisy urwały się na ostatnim o tym, że nie zadzwonił.
Zamknęłam notes, położyłam go z powrotem w kartonie i usiadłam na podłodze przy łóżku, obejmując kolana. Co teraz? Rozwód? Kłótnia? Wybaczyć?
Nie wiedziałam. Po prostu siedziałam w pustym mieszkaniu, przytulając kolana i wpatrując się w jedną punkt.
Noc minęła bez snu. Przewracałam się, wstawałam, chodziłam po mieszkaniu, znów kładłam się. Rano głowa pulsowała, oczy się skleiły.
Bartek wrócił w południe. Otworzył drzwi kluczem, wszedł, puścił torbę w przedpokoju. Siedziałem przy kuchni i piłem kawę. Karton stał na stole.
Cześć powiedział cicho.
Nic nie odpowiedziałam, patrzyłam tylko na niego.
Usiadł naprzeciw, spojrzał na karton.
Przeczytałaś? skinął w stronę notesu.
Przeczytałam.
Wszystko?
Wszystko.
Bartek przetarł dłonią twarz, westchnął.
Zofiu, to nie jest to, co myślisz.
Co myślę? ściśnęłam filiżankę. Że zdradzał mnie trzy lata, spotykał się z Magdą, obiecywał jej przyszłość, a sam mieszkał ze mną?
Nie, to nie była zdrada.
To co wtedy? podniosłam głos. Przyjaźń? Przypadkowe spotkanie?!
Magda wciągnął. Moja pierwsza żona.
Zamarłam. Filiżanka wypadła z rąk, rozlała kawę.
Co? wyszeptałam.
Moja pierwsza żona. Poślubiłem ją, gdy miałem dwadzieścia jeden lat. Miała dziewiętnaście. Żyliśmy rok, potem się rozwiedliśmy.
Nigdy nie mówiłeś, że byłeś żonaty! podskoczyłam. Zawsze pytałam, a ty mówiłeś, że nie!
Bo to bolało. Bardzo bolało spuścił głowę. Magda zachorowała. Onkologia. Rozwiedliśmy się, bo nie chciała, żebym poświęcał jej życie. Powiedziała, że znajdzie sobie kogoś młodszego i będzie szczęśliwa, a ja zostanę sam.
Stałem nieruchomo, nie mogłem znaleźć słów. Bartek kontynuował:
Nie chciałem się rozwieść. Przysiągłem, że będę przy niej, że przejdziemy razem. Ona jednak sama złożyła pozew. Nie zdążyłem nic zrobić. Rozstaliśmy się, odjechałem. Potem spotkałem ciebie. Zakochałem się. Wziąłem ślub. Myślałem, że zapomnę.
Ale nie zapomniałeś dokończyłam.
Nie zapomniałem przyznał. Magda odezwała się trzy lata temu, chciała się spotkać. Pojechałem. Była inna. Choroba ustąpiła, przeszła leczenie, lekarze dawali dobre prognozy. Ale starzała się, przygnębiona, w oczach była tęsknota
Zamilkł, połykał.
Zaczęliśmy się spotykać. Po prostu rozmawialiśmy przy kawie, spacerowaliśmy. Opowiadała o leczeniu, o lękach, o samotności. Ja milczałem o tobie. Bałem się powiedzieć, że wciąż mam żonę. Bałem się ją zranić.
Dlatego pisała w notesie, że czeka od ciebie przyszłość odparłam gorzko. Myślała, że znów będziecie razem.
Tak przyznał. Nie mówiłem jej prawdy. Tylko wspierałem, dawałem prezenty, starałem się być przy niej. Nie było nic więcej przysięgam, Zosiu, nie było fizycznego.
Ale emocjonalnie byłaś z nią poczułam, jak łzy znów napływają. Kochałeś ją.
Kochałem. Kocham. Ona jest częścią mojego życia, mojej historii. Ale kocham i ciebie. Inaczej, ale kocham wyciągnął rękę w moją stronę, ale ja ją odciągnąłem.
Co z nią teraz? Dlaczego zapiski przestały? spytałam.
Bartek milczał, po chwili cicho odpowiedział:
Zmarła. Osiem miesięcy temu. Choroba wróciła. Lekarze nic nie mogli zrobić. To było szybkie.
Zamknęłam twarz w dłoniach. Nie mogłam pojąć. Mój mąż spotykał się z byłą żoną, która umierała. Dawał jej wsparcie, a sam spał obok mnie, mówił kocham.
Dlaczego nie powiedziałeś? zapytałam w łzach. Dlaczego milczałeś?
Bałem się. Bałem się, że odejdziesz. Wiedziałem, że postępuję niewłaściwie, że kłamię obu. Nie mogłem inaczej. Magda była samotna, umierała. Nie mogłem jej zostawić. Nie mogłem stracić ciebie.
Więc wybrałeś kłamstwo powiedziałam, wstawiając się. Podwójny podstęp.
Nie grałem! podniósł głos. Próbowałem uratować coś! krzyknął. Lekarze mówili, że ma rok życia! Chciałem, żeby ten rok nie był samotny! Chciałem dać jej nadzieję, wiarę w coś!
Za mój koszt?! wykrzyknęłam. Dałeś jej nadzieję, a mnie oszukałeś! Trzy lata kłamstw! Mówiłeś, że jesteś w delegacji, a byłeś z nią!
Nie! Spotykaliśmy się maksymalnie raz w tygodniu, po dwie godziny!
Myślałeś o niej! Kochałeś! AA ja muszę zdecydować, czy wybaczyć mu serce, które podzieliło się na dwa światy.



