Weronika stała przy oknie, patrząc, jak gęsty śnieg zasypywał Warszawę. Rozmowa telefoniczna z mężem dobiegała końca kolejna zwykła, codzienna wymiana zdań, jakich mieli niezliczoną ilość przez piętnaście lat małżeństwa. Marek, jak zwykle, relacjonował wyjazd służbowy do Krakowa: wszystko w porządku, spotkania idą zgodnie z planem, wróci za trzy dni.
Dobrze, kochanie, to do usłyszenia powiedziała Weronika, odsuwając telefon od ucha, by nacisnąć czerwoną ikonkę końca połączenia. Nagle coś ją zatrzymało. Po drugiej stronie wyraźnie usłyszała kobiecy głos, melodyjny i młody:
Marku, idziesz? Wanna już gotowa
Ręka Weroniki zastygła w powietrzu. Serce na moment zamarło, a potem zaczęło łomotać, jakby chciało wyrwać się z piersi. Przycisnęła telefon z powrotem do ucha, ale usłyszała tylko krótkie sygnały Marek już się rozłączył.
Weronika osunęła się na fotel, czując, jak nogi odmawiają posłuszeństwa. W głowie wirowały myśli: Marku Wanna Jaka wanna na wyjeździe służbowym? Przypomniały jej się dziwne szczegóły z ostatnich miesięcy: częste podróże, późne telefony, które Marek zawsze odbierał na balkonie, nowe perfumy w jego samochodzie.
Drżącymi rękami otworzyła laptop. Wejście do jego skrzynki mailowej nie sprawiło trudności hasło znała jeszcze z czasów, gdy między nimi panowało zaufanie i szczerość. Bilety, rezerwacja hotelu Pokój dla nowożeńców w pięciogwiazdkowym hotelu w centrum Krakowa. Dla dwojga.
W mailach natrafiła też na korespondencję. Klaudia. Dwadzieścia sześć lat, trenerka fitnessu. Kochany, nie mogę już tak dłużej. Obiecałeś, że się z nią rozstaniesz trzy miesiące temu. Ile jeszcze mam czekać?
Weronice zrobiło się niedobrze. Przed oczami stanęło jej wspomnienie pierwszego spotkania z Markiem wtedy był zwykłym menedżerem, ona początkującą księgową. Razem oszczędzali na ślub, wynajmując maleńkie mieszkanie. Cieszyli się pierwszymi sukcesami, wspierali w trudnościach. A teraz on był dyrektorem handlowym, ona główną księgową w tej samej firmie, a między nimi rozciągała się przepaść: piętnaście lat wspólnego życia i dwadzieścia sześć lat jakiejś Klaudii.
W pokoju hotelowym Marek nerwowo chodził tam i z powrotem.
Po co to zrobiłaś? jego głos drżał ze złości.
Klaudia leżała na łóżku, niedbale owinięta w jedwabny szlafrok. Jej długie blond włosy rozsypały się po poduszce.
Co takiego? przeciągnęła się, jak najedzony kot. Sam mówiłeś, że zamierzasz się z nią rozwieść.
To ja decyduję, kiedy i jak to zrobię! Zdajesz sobie sprawę, co narobiłaś? Weronika nie jest głupia, wszystko zrozumiała!
I świetnie! Klaudia gwałtownie usiadła. Mam dość bycia kochanką, którą chowasz po hotelach. Chcę wychodzić z tobą do restauracji, spotykać się z twoimi znajomymi, być wreszcie twoją żoną!
Zachowujesz się jak dziecko syknął Marek przez zęby.
A ty jak tchórz! podskoczyła i podeszła do niego. Spójrz na mnie! Jestem młoda, piękna, mogę urodzić ci dzieci. A co ona może? Tylko liczyć twoje pieniądze?
Marek chwycił ją za ramiona: Nie waż się tak mówić o Weronice! Nic o niej nie wiesz, nic o nas!
Wiem wystarczająco wyrwała się. Wiem, że jesteś z nią nieszczęśliwy. Że zatonęła w pracy i codzienności. Kiedy ostatnio się kochaliście? Kiedy wyjeżdżaliście razem?
Marek odwrócił się do okna. Gdzieś tam, w zaśnieżonej Warszawie, w ich mieszkaniu wszystko się waliło. Piętnaście lat wspólnego życia rozsypało się jak domek z kart od jednego kapryśnego zdania.
Weronika siedziała w ciemności w kuchni, trzymając w dłoniach zimną filiżankę herbaty. W telefonie dziesiątki nieodebranych połączeń od męża. Nie odbierała. Co tu powiedzieć? Kochanie, słyszałam, jak twoja kochanka woła cię do wanny?
Pamięć podsuwała obrazy ich wspólnego życia. Oto Marek wręcza jej pierścionek, klękając na jedno kolano w środku restauracji. Oto razem wprowadzają się do pierwszego mieszkania małej kawalerki na obrzeżach miasta. Oto trzyma ją za rękę, gdy traci matkę. Oto świętują jego awans
A potem zaczęły się te niekończące się nadgodziny, kredyty, remonty
Kiedy ostatnio rozmawiali szczerze? Kiedy oglądali filmy, tuląc się na kanapie? Kiedy planowali przyszłość?
Telefon znów zawibrował. Tym razem przyszła wiadomość: Wera, porozmawiajmy. Wszystko wyjaśnię.
Co tu wyjaśniać? Że się zestarzała? Że utonęła w codzienności? Że młoda trenerka fitnessu lepiej rozumie jego potrzeby?
Weronika podeszła do lustra. Czterdzieści dwa lata. Zmarszczki wokół oczu, siwizna, którą regularnie farbowała. Kiedy to się zaczęło to zmęczenie w oczach, ten nawyk życia według harmonogramu, ta niekończąca się pogoń za stabilnością?
Marek, gdzie byłeś? Klaudia spojrzała na niego z niezadowoleniem, gdy wrócił do pokoju po kolejnej nieudanej próbie dodzwonienia się do żony.
Nie teraz osunął się na fotel, poluzowując krawat.
Właśnie teraz! stanęła przed nim, ręce na biodrach. Chcę wiedzieć, co będzie dalej. Zdajesz sobie sprawę, że teraz trzeba wszystko rozstrzygnąć?
Marek spojrzał na nią piękną, pewną siebie, pełną energii. Kiedyś taka była Weronika piętnaście lat temu. Boże, jak mógł ją tak potraktować?
Klaudio przetarł twarz dłońmi masz rację. Trzeba to zakończyć.
Rozpromieniła się, rzucając mu się na szył



