Mama zawsze wie lepiej

Lidia, naprawdę nie darzę sympatią tego twojego Krzysztofa, oceniła mama po krótkim spotkaniu z narzeczonym córki.

Posłuchaj, Aniu, może zapytaj, co konkretnie jej się nie podoba (zdarza się, że ktoś po prostu nie trafia w gusta, a innym razem w jego zachowaniu kryją się niepokojące sygnały, które zakochana dziewczyna może przeoczyć). Gdybyś to zrobiła, historia mogła potoczyć się inną drogą.

Jednak Ania tylko machnęła ręką i zaczęła bronić swojego wyboru, używając, jak jej zdawało się, w pełni uzasadnionych argumentów.

Nikt ci nigdy nie podoba. Dlatego skończyłaś sama, chociaż mogłabyś wyjść za mąż nawet ze mną w zestawie.

Dużo wiesz, zamrugała Lidia Ignacewna.

A skąd wzięłaś, że nic nie rozumiem? Bo jestem młodsza?

Nie jestem ślepa: widziałam, że ludzie zwracali się do ciebie, a mężczyźni wydawali się przyzwoici. Ty za to odrzucałaś ich bez mrugnięcia.

Bez mrugnięcia? ironicznie zauważyła matka, po czym zakończyła spór. Dobrze, Aniu, skończmy tę dyskusję.

Powiedziałam ci, co myślę, bo przyprowadziłaś mnie do Krzysztofa, a teraz sama zdecyduj, czy posłuchać mojej rady, czy wybrać, kto jest dla ciebie warty.

Mamo, przypominam, że jest już za późno na decyzje. Jestem w ciąży od Krzysia. I jeśli tak się stało, nasze dziecko nie będzie rosło bez ojca.

Część urazy Anieli wobec matki wynikała z braku ojcowskiej postaci w jej życiu. W szkole była jedyną dziewczynką, której ojca nie było nie dlatego, że zmarł, a dlatego, że nigdy nie był. Dwie koleżanki straciły ojców, ale to już inna historia.

U Anieli ojciec był, dopóki nie skończyło się jej trzy lata. Wtedy rodzice się rozwiedli, a ojciec po prostu zniknął z życia córki. Zresztą, na koniec przyznał, że gdyby Aniela urodziła mu syna, mógłby jeszcze rozmawiać o wspólnym wychowaniu, ale ona i tak musiała wychowywać dziecko sama. Na szczęście tata regularnie płacił alimenty, choć w domu nie pojawiał się ani nie interesował jej losem.

Aniela była przekonana, że brak ojca w jej życiu jest w pewnym stopniu winą matki. Mogła wprowadzić ojczyma, więc rodzina byłaby pełna, przynajmniej w teorii. Może nie kochałby jej tak, jak niektórzy ojcowie kochają swoje córki, ale przynajmniej nie byłby rozwiedzioną i nie musiałaby znosić przezwisk dziecko z rozwodu od kolegów z klasy.

Postanowiła więc, że ojca jej dziecka będzie w każdym razie Krzysztof nie jest ideałem, ale kocha Anielę i będzie kochał ich malucha.

Kiedy testy ojcostwa potwierdziły jego ojcostwo, Krzysztof od razu zrobił jej propozycję: zamienić drugie pokoje w mieszkaniu w pokój dziecięcy. Taką gestę przyszły mąż podziwiał aż do granic możliwości, a słowa matki, że w Krzysiu coś nie gra, nie były w stanie popsuć tej bajki.

W końcu to nie matka i Krzysztof mieszkali razem, lecz oni sami. Co w Krzysiu nie podobało matce, Ania odkryła dopiero, gdy dziecku skończyło się rok. Mąż chodził codziennie do pracy, ale nie miał pojęcia, jak pomóc przy małej Kasi.

Podkręcała to jeszcze jego matka, Elżbieta Władysławowa, opowiadając, jak ona z dwójką dzieci radziła sobie w domu, w pracy a nawet zaraz po porodzie ruszyła do biura. Jednocześnie nie przyznawała, że w jej mieszkaniu nie ma nowoczesnych gadżetów, które Ania i Krzysztof mieli w swoim apartamencie. Nie liczyła też, że w ich mieście, w którym mieszkali, nie ma już przedszkoli wszystkie dzieci po kilku tygodniach trafiają od razu do żłobka, a potem do przedszkola z przedłużonymi godzinami, gdzie nawet podają posiłki.

Elżbieta ograniczała się więc do gotowania śniadań i prania. Na szczęście mieli już pralkę, choć nie tak nowoczesną, jakby ją reklamowano. Ten tryb życia był dla niej wzorem, do którego trzeba dążyć.

Pierwszy problem pojawił się, gdy żłobka w ich mieście po prostu nie było. Kobiety musiały same w domu opiekować się dziećmi od rana do nocy. Niektórzy mieli wsparcie mężów, inni rodziców, ale Lidia Ignacewna mieszkała w innym mieście i nie była jeszcze na emeryturze, więc Ania musiała radzić sobie sama.

Mimo to wierzyła, że Krzysiek ją kocha i rodzina jest w porządku aż do chwili, kiedy pewnego wieczoru, podczas kąpieli, w mieszkaniu rozległ się sygnał alarmowy pożarowy. To już drugi fałszywy alarm w tym roku, ale mąż nie zareagował, więc Ania najpierw spłukała szampon, włożyła szlafrok i ruszyła sprawdzić, co się dzieje.

Znalazła drzwi wejściowe otwarte na oścież, a z klatki schodowej wlewał się dym. Błyskawicznie wzięła Kasię pod kołdrę i pobiegła w stronę schodów. Udało jej się wskoczyć na strych i przeskoczyć na sąsiedni budynek. Na zewnątrz zobaczyła zdruzgotanego Krzysztofa, który trzymał w drżących rękach nowy komputer do gier.

Na szyi miał wisiącą pół roku temu kupioną profesjonalną kamerę wideo, a w kieszeni kurtki wypadły tablet i telefon.

Co ty, pomyślała Ania, gdyby nie dziecko w rękach, chyba bym go porąbała, podobno to taki koń koński.

Zamiast tego podbiegła i kopnęła go w tyłek, krzycząc jak portowy chciuch. Najgorsze było to, że Krzysztof, zamiast przeprosić i wyjaśnić sytuację, obwiniał Anię, że zwariowała. Twierdził, że zareagował tak, jak potrafi, po prostu się zagubił i zapomniał o żonie i dziecku a to się zdarza, prawda?

Jego najważniejszym odruchem było uratowanie nie dziecka, nie żony, a swojego ukochanego komputera, którego nie dało się oderwać od uszu!

Po tym incydencie Ania rozwiodła się z Krzysztofem. Przez kolejne pół roku teściowa wtykała się, by ich znów połączyć, twierdząc, że nie należy rozbijać rodziny. Na szczęście mama przyjęła ją i malucha z powrotem pod swój dach.

Mamo, miałam rację nie miałam z nim nic wspólnego. Teraz już wiem, że mógł mnie zostawić w tarapatach.

Córeczko, pamiętasz, jak spotkałyśmy się przy wejściu i szczekał na nas sąsiedni jamnik?

Ten Archi? przypomniała Ania. On szczeka na wszystko, jego pan Tola nigdy nie puszcza go z smyczy. Chociaż pies jest przyjazny, to zaskoczyłem go tylko na chwilę

A więc właśnie wtedy Twój Krzysiek zerwał się w stronę drzwi, nie uratował Cię, ani nie podciągnął za rękę. A przecież już wtedy nosiłaś jego dziecko, a on o tym wiedział. To naprawdę dziwne, że kochający mężczyźni nie zachowują się tak.

Kiedyś Ania mogłaby powiedzieć: Znasz się na kochających mężach i ojcach, ale teraz, po własnych doświadczeniach, milczy. Zrozumiała, że posiadanie w domu ojca i męża nie zawsze jest pożyteczne. Czasem łatwiej wychować dziecko samotnie, niż żyć z kimś tylko dla ładnego obrazu.

Nie zamierza więc tego powtarzać. A gdyby Kasia w przyszłości, podobnie jak Lena, zaczęła coś mówić matce, Lena będzie wiedziała, co odpowiedzieć.

Jak wytłumaczyć, że dziewczynka dorasta bez ojca? Może po prostu opowie szczerą historię, że tata w sytuacji kryzysowej rzucił się ratować nie Kasię, nie Anię, a swój laptop, telefon, tablet i kamerę wideo.

Zastanawia się, czy w starości będzie dbał o tę technikę, czy odważy się przyjść po pomoc. Raczej nie, bo Kasia na pewno nie wybaczy takiego zachowania. Ania już nie wybaczy.

Rate article
Fajna Tajna
Mama zawsze wie lepiej