Po prostu Mama mówi, że się zmieniłaś w dziwną.
Ach, mama znowu gada wymamrotała Zuzanna.
Od razu wpadła jej w pamięć ostatnia sprzeczka z teściową. Czyżby Anna Maria wciąż rozpuszczała się w opowieściach o swoim smutnym życiorysie, kiedy Zuzanna w końcu skończyła ją przerwać? Pewnie już setny raz.
Anno, może zmienimy temat? poprosiła Zuzanna uprzejmie, lecz stanowczo.
Teściowa, dopiero co rozpoczęła swój wyczerpujący monolog o przedwczesnych ciążach, nagle zakrztusiła się w powietrzu i spojrzała na młodą kobietę ze zdumieniem.
Zuzanno, chcę cię wesprzeć.
Dziękuję, nie potrzebuję wsparcia od kogoś o empatii jak u chleba.
Czy to mnie obraziłaś, mówiąc, że jestem głupia? w oczach Anny Leonidówny zaczęły zbierać się łzy.
Gdyby to nie był kolejny dzień, Zuzanna spróbowałaby załagodzić konflikt. Najprawdopodobniej po prostu wymykałaby się z domu, wymyślając pilny telefon w pracy albo spotkanie, które zupełnie zapomniała, ach, jaka to wstydliwa pomyłka.
W każdym razie znalazłaby jakąś wymówkę, by uciec od Anny i pozwolić jej rozpowiadać o życiowych nieszczęściach w telewizji. Niestety, zmiany nastrojów to nie jest prosta sprawa, zwłaszcza w czasie ciąży, kiedy cały organizm robi się jak kręcony film.
Do piątego miesiąca Zuzanna zamieniła się z łagodnej i cierpliwej w kobietę, która, podwijając rękawy, pyta: Gdzie jest moja konieczna pomoc? i od razu rusza rozwiązywać własne problemy.
Jak mam cię nazywać, skoro już setki razy powiedziano mi, że nie chcę rozmawiać o twoich nieudanych doświadczeniach macierzyńskich?
Wiesz, mam przyjaciela, wysoko funkcjonującego autysty on nagle zaczyna tańczyć na rynku lub nie łapie żartu, ale nawet on rozumie, że rozmawianie o takich sprawach z ciężarną to szczyt idiotyzmu.
Więc nie tylko mnie obraziłaś, ale jeszcze dodałaś do tego jeszcze coś? drwi Zuzanna, zamykając drzwi. Wzięła głęboki oddech, uśmiechnęła się i poczuła, że wreszcie ma chwilę dla siebie.
Miała nadzieję, że teściowa zostawi ją w spokoju na kilka tygodni, a może nawet na zawsze. Niestety, rozmowa stała się początkiem kolejnych problemów.
Marek, mąż Zuzanny i syn Anny, przy kolacji był cichy i zamyślony. Zuzanna najpierw próbowała jak zwykle pogadać, ale szybko zauważyła, że Marek odpowiada jej lakonicznie, jakby myślami był gdzie indziej.
Na każde pytanie, co się dzieje, Marek zapewniał, że wszystko w porządku. Zuzanna nie wpadła więc w pułapkę łączenia jego milczenia ze sprzeczką z matką. Po prostu pomyślała, że mąż zajęty w pracy lub coś go gnębi, czego nie chce jej obarczyć.
Kilka dni później rozmawiali. Marek poruszył zupełnie inny temat.
Zuzanno, słyszałaś o depresji poporodowej? Może nawet w ciąży się pojawić, prawda?
Może nie nazywa się tak po porodzie, ale ja nie czuję się przygnębiona, co nie?
Dla twojego spokoju mogę iść do psychiatry, ale tylko jeśli pójdziesz ze mną i wyjaśnisz mu, dlaczego podejrzewasz u mnie tę depresję.
Mam cię w dupie, mamo, że jesteś dziwna.
Ach, mamo znowu gada powtórzyła Zuzanna, wspominając sprzeczkę.
Marek, powiem ci jasno jeśli ktoś ma iść do specjalisty, to twoja mama. Wiesz, co mi powiedziała?
Wiem, że ciągle się kłócicie. Ona uważa, że celowo jej podpalasz, podając nieodpowiednie porady o maseczkach i wysyłając je na niewłaściwy adres
Co masz na myśli? Zuzanna nie nadążyła za rozmową.
Marek przywołał, że kilka tygodni temu jego mama kupiła taką samą maseczkę, jaką Zuzanna miała w domu, i że to Zuzanna jej ją poleciła.
Mama użyła tej maseczki i pomyślała, żeś jej powiedziała, że jest zła, a dobrą, od której włosy rosną jak na drożdżach, schowała dla siebie.
Co? Marek, widzisz, że w naszych damskich drobiazgach nie rozumiesz nic. Gdybyś to pojął, od razu byś zgadł, gdzie jest haczyk.
Zuzanna w trzy minuty wyjaśniła, że jej włosy, nigdy nie farbowane amoniakiem, ani prostowane, są naturalnie gęste i nie mogła rekomendować teściowej maski do codziennej pielęgnacji, bo ta jest przeznaczona dla zdrowych włosów, a jej matka regularnie je farbuje i robi biokręcenie, co niszczy strukturę.
Właśnie właściwy adres podałam, kiedy paczkę miałaby odebrać od twojego kolegi. Mam nawet zapisane SMSy pokazała telefon i otworzyła odpowiedni czat.
Rozumiem. Przepraszam, chyba nie powinienem ufać mamie. Kiedyś była w porządku. Dlaczego się kłóciliście?
Zaczęła mi opowiadać o swoim strasznym życiu Zuzanna przerwała. Wiem, że przeżyła tragedię cztery razy z rzędu, ale nie można ciągle gadać o tym przy mnie, zwłaszcza że mam własne sprawy. Nie miałam ochoty słuchać kolejnych cudzych kłopotów.
Chcesz powiedzieć, że ona zabój wymamrotał Marek i zaprosił mamę na rozmowę. Po tej konfrontacji wrócił do domu, stawiając Zuzannie fakt: nie będą już utrzymywać kontaktu z matką.
Zuzannie to bardzo odpowiadało teściowa już ją dusiła swoim nieadekwatnym zachowaniem, a próby oczerniania młodej żony przed mężem nie wchodziły w jej oczy.
Rodzina nadal nękała go, że wymienił matkę na obcą kobietę. On wzdychał i mówił, że matka jego dziecka to nie obca, a skoro ona jest winna wszystkiego, to ona odpowiada.
Wszyscy oceniają winę, nie patrząc na stopień pokrewieństwa. Szkoda, że nie wszyscy zgadzają się z Markiem. Ale on już nie zmieni swojego zdania.
Teraz jedyne pytanie brzmi: po co matce podsunęła sprzeczkę z ciężarną żoną? Odpowiedź na to nie śpieszy się odkryć. Zuzanna domyśla się, że to klasyczna historia, gdy matka nie chce dzielić syna z inną kobietą. Nie musiała dzielić straciła go całościowo. Winę przyznaje sama, więc nie ma sensu rzucać beczkami w Marka i Zuzannę!
Przynajmniej niech dziecko zobaczy babcię wtrąca się rodzina. Jedyna radość babci to wnuk w złotym wieku, a syn jej tego nie dał.
To wy taką babcię swoim wnukom podsuniecie, a potem wymuszacie spotkania z żoną czy mężem. Zobaczymy, ile wytrzymają wasze silne małżeństwa kontratakuje Marek.
Wydaje mu się, że ten szamotan z krewnymi w czacie sprawia mu pewną przyjemność. Może nawet żałuje, że po wpadce wzięli na siebie opiekę nad babcią i nie zostali im nic innego niż zmorzenie tematu.
Marek widział wyraźnie, że jego matka go nie lubi, i zrozumiał przyczyny tej sytuacji. Nie mógł już nic zrobić, więc po kilku uwagach i sugestiach, że nie powinni wtrącać się w sprawy innych, zerwał z nimi kontakt.
Z tym zerwaniem odszedł także wszelka pomoc. W końcu kochający ludzie zostawili rodzinę Marka w spokoju.
Mały synek dorasta w ciszy i spokoju, a Marek i Zuzanna robią wszystko, by ten spokój trwał jak najdłużej, najlepiej przez całe wczesne dzieciństwo.
Kiedy nadejdzie szkoła, nauczą go, jak rozmawiać i jak odpowiednio reagować na takie przyklejone uwagi.
Bo Zuzanna, choć po ciąży wciąż ma zęby, które nie zniknęły, i Marek nie jest skromny, to przynajmniej wiedzą, że skromność w dzisiejszych czasach nic nie warty.
Zuzanna uważa, że szczęśliwie zrozumiała to dość wcześnie, zanim było za późno, by wyplątać się z toksycznych związków i odrzucić wszelkie pasożyty z własnego życia.



