Jagoda już nie zamierza tego znieść. Nie rozumie, dlaczego Dawid tak się do niej zachowuje czy go już nie kocha? Dziś znowu przychodzi po północy i kładzie się spać w salonie.
Rano, kiedy wstaje po śniadaniu, Jagoda siada naprzeciwko niego.
Dawid, powiesz mi, co się dzieje?
Co ty masz na myśli? odpowiada, pijąc kawę i unikając jej wzroku.
Od kiedy nasze chłopcy się urodzili, zmieniłeś się całkowicie.
Nie zauważyłem.
Dawid, mieszkamy razem dwa lata, a ty dopiero teraz to dostrzegasz?
Posłuchaj, czego chcesz? W domu rozrzucone zabawki, zapachy jakiejś mlecznej kaszy, dzieci krzyczą Myślisz, że komuś to się podoba?
Ale to przecież twoje dzieci! wybucha Jagoda, nerwowo kręcąc się po kuchni.
Normalne żony rodzą jednego normalnego dziecka, żeby w kącie cicho bawiło się i nikomu nie przeszkadzało. A ty masz dwójkę! Mama mi mówiła, a ja nie słuchałem tacy jak ty jedynie rozmnażają się!
Tacy jak ja? Co to znaczy, Dawid?
Tacy, co nie mają celu w życiu.
To ty zmusiłeś mnie, żebym zrezygnowała z uczelni, bo chciałeś, żebym poświęciła się rodzinie!
Jagoda siada, milczy chwilę, po czym dodaje:
Myślę, że powinniśmy się rozwieść.
Dawid zastanawia się i mówi:
Zgoda. Tylko nie wystawiaj sprawy o alimenty. Sam ci będę płacił.
Mężczyzna odwraca się i wychodzi z kuchni. Jagoda chciałaby płakać, ale wtedy słychać hałas z pokoju dziecięcego. Bliźniaki się obudziły i domagają się uwagi.
Po tygodniu pakuje rzeczy, zabiera chłopców i wyprowadza się. Ma dużą pokój w kamienicy, którą odziedziczyła po babci. Nowi lokatorzy wprowadzają się, więc Jagoda postanawia ich poznać.
Z jednej strony mieszka ponury, choć wciąż młody mężczyzna, a z drugiej roztańczona pani w ok. sześćdziesięciu lat. Najpierw podchodzi do pana:
Dzień dobry! Jestem nową sąsiadką, chciałam się przywitać, przyniosłam ciasto, zapraszam na herbatę w kuchni.
Mężczyzna patrzy na nią, wzdycha i mówi:
Nie jem słodyczy i zamyka przed nią drzwi.
Jagoda wzrusza ramionami i idzie do Zofii Eugeniuszowej. Zofia zgadza się na przyjęcie, ale tylko po to, by wygłosić przemowę.
Kocham popołudniowy wypoczynek, bo wieczorami oglądam seriale i mam nadzieję, że wasze pociechy nie będą mnie dręczyć krzykami. Proszę, nie pozwólcie im biegać po korytarzu, nie dotykajcie niczego, nie brudźcie i nie niszczcie!
Mówi długo, a Jagoda smutno myśli, że jej życie tutaj nie będzie słodkie.
Oddaje chłopców do przedszkola i sama zostaje opiekunką w tym samym miejscu. Pracuje do momentu, kiedy Andrzej i Jurek muszą wrócić do domu. Płacą grosze, ale Dawid obiecał pomagać.
Pierwsze trzy miesiące rozwodu Dawid rzeczywiście podrzucał trochę pieniędzy. Po tym czasie pieniędzy nie ma, a Jagoda od dwóch miesięcy nie może zapłacić czynszu. Relacje z Zofią pogarszają się codziennie.
Pewnego wieczoru, gdy Jagoda karmi chłopców w kuchni, wchodzi sąsiadka w jedwabistym szlafroku:
Kochana, mam nadzieję, że już załatwiłaś sprawy finansowe? Nie chciałabym, żebyś straciła prąd czy gaz.
Jagoda wzdycha:
Nie, jeszcze nie. Jutro jadę do byłego męża, on chyba całkiem zapomniał o dzieciach.
Zofia podchodzi do stołu.
Karmiacie ich makaronem wiecie, że jesteście złymi matkami?
Jestem dobrą matką! A wy nie powinniście wtrącać nosa tam, gdzie nie proszeni, bo możecie sobie popaść!
Zofia wykrzykuje tak, że uszy szczypie. Z pokoju wychodzi Iwan, sąsiad po drugiej stronie. Słucha, jak Zofia przeklina Jagodę i dzieci, potem zamyka się w pokoju, po chwili wraca z pieniędzmi na czynsz i mówi:
Cicho. Oto twoje pieniądze.
Zofia milczy, ale gdy Iwan odchodzi, szepcze:
Pożałujesz!
Jagoda nie przywiązuje wagi, lecz wkrótce żałuje. Następnego dnia jedzie do Dawida. Ten ją słucha i mówi:
Mam teraz ciężki okres, nie mogę ci nic płacić.
Dawid, żartujesz? Muszę wyżywić dzieci.
No karm, nie zakazuję.
Złożę wniosek o alimenty.
Oczywiście, składź, moja pensja jest taka, że będziesz płakać. I nie zawracaj mi głowy!
Jagoda wraca do domu, płacząc. Do wypłaty zostaje tydzień, a pieniędzy prawie nie ma. W drzwiach czeka jeszcze policjant Zofia złożyła na nią oskarżenie, że grozi jej życiu, a jej dzieci są głodne i bez opieki.
Policjant rozmawia z nią godzinę, a na pożegnanie mówi:
Muszę to zgłosić do opieki.
O co chodzi? Nic złego nie zrobiłam.
Takie są procedury. Sygnał jest, trzeba go wyjaśnić.
Wieczorem Zofia wraca do kuchni:
Jeśli dzieci znowu mnie będą niepokoić, zwrócę się do opieki!
Co wy robicie? To dzieci! Nie mogą siedzieć w miejscu cały dzień!
Gdybyś je dobrze karmiła, chciałyby spać, a nie biegać!
Jagoda odwraca się od kuchenki, a chłopcy patrzą na nią przerażeni.
Jedzcie, kochani. Ciocia żartuje, ona naprawdę jest dobra.
Kiedy odwraca się, by wytrzeć łzy, Iwan wchodzi z dużą torbą, otwiera lodówkę i cicho napełnia ją jedzeniem.
Przepraszam, pomyliłeś lodówkę mówi, nie odwracając się, i wychodzi.
Po wypłacie Jagoda puka do Iwana. On otwiera, mroczny i milczący, jak zawsze.
Iwan, mam pieniądze za jedzenie. Daję dwie tysiące, potem przyjdę po resztę, powiedz, ile.
Nie, nie potrzebuję nic.
Zamknął drzwi przed jej nosem. Z kuchni dochodzą krzyki Zofii, która oburza się, wskazując na rozlany herbatę:
Biedni! Bezdomni! Kto z was tak wychował?
Jagoda odprowadza dzieci do pokoju, wyciera podłogę i wraca. Nie wie, jak dalej żyć. Chłopcy siedzą milcząco na łóżku, przytulają się do niej.
Nie płaczcie, zaraz coś wymyślę i wyjedziemy stąd.
Następnego wieczoru dzwoni do drzwi. Iwan jest w drzwiach, a przy wejściu stoją dwie nieznane kobiety, policjant i mężczyzna.
Dzień dobry, czy to pani Jagoda Żuraw?
Tak.
Jesteśmy z opieki.
Dlaczego?
Proszę, wejdźmy.
Kobiety przeszukują pokój, zaglądają do lodówki, podnoszą kołdrę z łóżka.
Proszę zabrać dzieci.
Co? Nie oddam ich!
Andrzej i Jurek otaczają ją z dwóch stron i płaczą. Iwan podchodzi, próbuje odebrać chłopców, a druga postać przyciska jej ręce.
Mamusiu! Nie oddawaj nas!
Jagoda walczy, trzyma dzieci, ale drugi mężczyzna łamie jej ręce. Widzi przez łzy, jak chłopcy szaleją, biją się i płaczą ze strachu. Ucieka, ale Iwan blokuje ją. Policjant zabiera Jureka, a po chwili wraca, by puścić ją.
Zszokowana, Jagoda podnosi się, spogląda na duży topór, który leży w kącie został po babci, kiedy w domu jeszcze było piec. Bierze go, ciężki w dłoni, z nieco złowrogim uśmiechem, i rusza w stronę drzwi Zofii.
Gdy drzwi są wyważone, a Zofia chowa się pod łóżkiem, ktoś chwyta Jagodę, wyciąga topór i krzyczy:
Głupia! Co robisz? Komu szkodzisz?
To był Iwan. Jagoda wydycha:
Mam to już jedno nie obchodzi mnie już nic.
Iwan zabiera ją na kanapę, podaje tabletkę. Jagoda połyka, wie, że gdy Iwan odwróci się, ucieknie. Cel ma jeden most. Ale sen przychodzi szybko, bo Iwan podaje jej środek nasenny.
Wychodzi na spotkanie Zofii, która przy stole pije walerianek.
Zadowolona?
Ojcze… nie myślałam, że tak wszystko się skończy.
Zakończymy to jutro, a potem… niech Bóg nam wybaczy, bo inaczej skończymy w lesie.
Zofia kiwa głową.
Przez miesiąc Jagoda zbiera dokumenty, charakterystyki, oddaje badania na alkohol. Odrzuca ręce, myśląc, że nic nie pomoże. Iwan, wciąż ponury, nie pozwala jej być sama ani minuty i ciągle popycha do działania. Gdy dowiaduje się, że dzieci mogą wrócić, Jagoda jakby się budzi.
Iwan to wszystko dzięki tobie
Uśmiecha się po raz pierwszy, smutno.
Miałem też dzieci, ale nie pomogłem im, pięć lat ich nie ma. Mogę ci pomóc.
Noc przed decyzją komisji Jagoda spędza na kanapie Iwana, nie może zasnąć. Iwan też nie śpi.
Iwan nie sypiasz? Opowiedz, co stało się z twoimi dziećmi.
Iwan milczy, potem monotonnym głosem:
Miałem rodzinę żonę i dwóch synów. Nie doceniałem ich, myślałem, że wystarczy. Po wypłacie pił, kłóciłem się, a żona wyjechała z dziećmi do domu po rodzicach. Czekałem miesiąc, udawałem twardziela, potem zrozumiałem, że nie mogę bez nich żyć. Pojechałem, chciałem wszystko wyjaśnić, ale dom spłonął tej nocy, a instalacja spowodowała wybuch.
Zamilkł, potem kontynuował:
Zacząłem pić, bić się, skrzywdziłem kilku ludzi, dostałem trzy lata więzienia. Po wyjściu sprzedałem mieszkanie, by spłacić szkody, i wróciłem do tej kamienicy, gdzie pracuję w fabryce.
Jagoda siada obok, chwyta go za rękę, on jednak odsuwa ją.
Śpij, jutro przed komisją bądź jak ogórek!
***
Żuraw!
Tak, to ja.
Oto dokumenty, pilnuj swojego życia, żeby coś takiego się nie powtórzyło.
Jagoda patrzy na papiery, a kobieta, która je wręcza, uśmiecha się.
Co tam stoicie? Jedźcie odebrać dzieci
Jagoda traci równowagę, Iwan podtrzymuje ją za ramię w poczekalni.
Mamusiu! Mamusiu!
Andrzej i Jurek przytulają się do niej, płaczą, a Iwan przeciera łzy.
Dość płaczu, jedźmy do domu.
Życie powoli się układa. Zofia nie wychodzi ze swojego pokoju. Jagoda dzięki Iwanowi dostaje pracę technika w tej samej fabryce i przestaje liczyć, czy wystarczy chleb. Nie zarabia miliony, ale wystarcza na wszystko, jeśli roztropnie gospodaruje. Jedyną troską jest, że Iwan stał się jeszcze bardziej ponury. Pewnego dnia przypadkowo upuszcza płaszcz, z kieszeni wypadł telefon i na ekranie widnieje zdjęcie Jagody. Uśmiecha się, podchodzi do niego, a Iwan leży na kanapie, patrzy w sufit.
Wiesz, Iwan, zawsze bałam się powiedzieć coś nieodpowiedniego. Nie zdążyłam powiedzieć wielu ludziom, co czuję. Najgorsze jest żal, że nie powiedziałam tego w porę
O czym mówisz?
Po prostu, jeśli nie możesz, może ja spróbuję. Boję się, że się pośmisz, ale spróbuję. Iwan wyjdziesz za mnie?
Iwan patrzy na nią długo, potem bierze jej twarz w dłonie i mówi:
Nie potrafię ładnie mówić. Wystarczy, że wiesz, że zrobię wszystko dla ciebie i twoich chłopców.
***
Kiciu, kiciu, chodź, jedz. krzyczy sąsiadka Katarzyna ze wspólnego okna, wykrzykując: Daj jej pożywki, a nie pierdol!
Katarzyna, sprzątająca w szpitalu, ma dwadzieścia kotów. Po południu biegnie do marketu, kupuje pół koszyka Wiskozu i wraca, zapominając o mleku i bułce. Jej koty jęczą:
Umieramy, Katarzyna!
Biegną przez okno, szukając jedzenia, a jedna samotna kotka zostaje wyrzucona z karmnika. Sąsiedzi słyszą hałas, koty wspinają się na parapet, wchodzą do mieszkania, a Katarzyna krzyczy:
Zostawcie mnie w spokoju!
Wszystko to miesza się w szarej codzienności, ale Jagoda w końcu odnajduje spokój. Z Iwanem, z dwójką chłopców, z pracą i z nowym, choć skromnym, życiem.



