Halo, Weroniko? odebrał się głos taty, przerażony i błagający. Szybko przyjedź, coś się stało Zaskoczyło mnie to, więc od razu zapytałam, co takiego.
Sąsiadowie się wstępnie napili i zaczęli hałasować. Jeden krzyczał, że mnie zabije, ona odpowiadała, że nie będziecie mnie słyszeć w tle słychać było uderzenia i krzyki. Oni rozbijają drzwi, Wer! Zabiją mnie, nie mogę
Gdy już naprawdę Cię zabiją, to dzwoń. Co, mam Cię wszystkiego uczyć? Zamknij drzwi krzesłem, może nie wytrzymają dłużej niż pół minuty.
Taki jesteś przerwała, po czym dodała z sarkastycznym tonem: Jeśli mnie nie chcesz, możesz iść do swojego kochanego synka i tam żyć, niech Cię utrzymuje i spełnia wszystkie zachcianki. Po tym odłożyła słuchawkę, nie wiedząc, co jeszcze powiedzieć. Pewnie jednak wymyśliłaby coś kolejnego.
Weronika dorastała w rodzinie, którą wszyscy uważali za typowo polską, normalną i nieco niekompletną matka zmarła, gdy Weronika była mała, a wszystkie obowiązki przejął ojciec, Paweł Kowalski. Dom był zwyczajny, ale w szafie kryło się kilka szkieletów. Jednym z nich była babcia Weroniki, zwana po imieniu Zofia, oraz matka Pawła Helena.
Zofia była postacią, którą trudno określić jednym słowem. Weronika uważała ją za starą, egoistyczną, ale tak naprawdę była po prostu dziwna. Nie będąc oficjalnie chora, zachowywała się, jakby już była w końcowej fazie demencji. Nie wstawała z łóżka, załatwiała się przy sobie, a przy nieodpowiednich okolicznościach nawet rozlewała to na najbliższą ścianę. I zawsze, kiedy ktoś chciał przetkać tę ścianę płytkami, babcia się obrażała, bo nie mogła już łatwo wszystko wyczyścić. Do tego lubiła jeść wyłącznie mięso, ryby i czekoladę nie tej z rachków i barbarasu, które w czasach jej dzieciństwa kupowały inne seniorki, a prawdziwą belgijską czekoladę, za którą wydawała sporo złotówek.
Paweł nie był milionerem, ale jako dobry tokarz nigdy nie brakowało mu pieniędzy, a wszystkie one lądowały w rękach babci, by zaspokoić jej kaprysy. Mieszkali w kamienicy na warszawskim Pradze, w czteropokojowym mieszkaniu: babcia zajmowała jeden pokój, Paweł i Weronika drugi, a pozostałe dzielili z migrancką rodziną z Kazachstanu i jeszcze jedną typową polską rodziną z przedmieść.
Sąsiedzi lubili piwo i głośne rozmowy, po czym albo wchodzili do drzwi, by pogadać, albo po prostu hałasowali. Do babci nie zaglądano kiedyś stała się ofiarą nieprzyjemnej konfrontacji i od tamtej pory wszyscy unikali jej pokoju. Natomiast Weronika często była dręczona przez pijących sąsiadów, bo nie miała własnych dzieci. Po kilku kieliszkach niektórzy chcieli pogłaskać jej dziecko, co wywoływało u niej nieprzyjemne wspomnienia.
Gdy Weronika zaczęła dorastać i odmawiać uczestnictwa w spotkaniach z ciotką Nadią, ktoś mógłby ją uderzyć lub podrażnić. Ojciec, któremu Weronika opowiadała o tym, tylko machał ręką, mówiąc, żeby nie wychodziła na korytarz, żeby nie wpaść w tarapaty, i żeby zamykała drzwi krzesłem. Śpij i patrz telewizję, dopóki nie wrócę z pracy powtarzał.
Pewnego razu, kiedy Weronika po prostu zrobiła coś w starej doniczce pod kwiatem, doniczka spadła jej na głowę. To nie było najgorsze przynajmniej nie musiała znosić napadów do babci, a sąsiedzi nie pili codziennie, a kiedy nie było balu, byli normalnymi ludźmi, a w domu zawsze było jedzenie.
Mimo że Weronika czuła się zagnębiona, że tata kupuje babci najdroższe smakołyki, a ona musi zjadać tanie makarony i najtańsze parówki, w jej otoczeniu tak naprawdę wszyscy żyli podobnie, więc nie narzekała. Tak było przynajmniej w dzieciństwie.
Kiedy Weronice skończyło trzynaście lat, Paweł postanowił wreszcie rozpocząć własne życie i przywiózł do domu Marię, młodą kobietę, która od razu zaczęła wprowadzać własne zasady. Najważniejsze było dla niej, by w tym pokoju mieszkała tylko para Paweł i Maria bo nie chciała żyć przy śpiącej w sąsiedniej łóżeczku dziewczynce.
Weronika, mieszkająca w tym samym pokoju z ojcem, nie mogła tego zaakceptować. Ostatecznie trafiła do pokoju babci, gdzie Maria, nie spodziewając się takiej reakcji, usłyszała od Weroniki groźbę:
Tylko spróbuj, staruszko przytłoczę Cię poduszką, a wiesz, że wieku już nie ma, więc nic się nie stanie.
Starsza pani się przestraszyła i nie odważyła się już protestować przy ojcu. Maria nie sprzeciwiała się dalej, bo Paweł miał wystarczające dochody i mogła sobie pozwolić na kosmetyki, jedzenie w kawiarniach i zakupy.
Jaki to już dziesiąty rok? Masz wystarczająco szkoły, od teraz opiekuj się matką i zarabiaj na chleb mówił Paweł. Weronika chciała skończyć szkołę i dostać dobrą pracę, ale tata wymagał od niej, by wyjechała z domu, jeśli coś mu nie odpowiada. I tak wyjechała.
Gdy skończyła szesnaście lat, podrobiła podpis ojca, żeby dostać się na studia ekonomiczne. Studiowała tak pilnie, że nikt nie miał powodu, by przywołać rodziców do szkoły i odkryć jej małe kłamstwo. Mówiła, że tata pracuje po nocach, żeby leczyć chorą babcię, a sama sprząta w centrum handlowym, by dorobić do stypendium.
Z pierwszej wypłaty po raz pierwszy spróbowała tej belgijskiej czekolady, której wcześniej nie mogła sobie pozwolić. Po studiach wkroczyła w karierę księgowej i analityczki, w której odniosła sukces, zarobiła solidny kapitał i założyła własną rodzinę syna i córkę. Wszystko jakby mówiły starsze pokolenia: Udało się.
Ojca już dawno nie wspominała. Po półtora roku od jej wyjazdu Paweł, już starszy i wyczerpany, wrócił. Okazało się, że w ciągu lat pogrzebał babcię, rozwiódł się z Marią, stracił mieszkanie, które kiedyś na chybił trafił na drugiego syna z wcześniejszego małżeństwa, i teraz szukał u Weroniki wsparcia, twierdząc, że nie potrzebuje go już nikt.
Weronika pomogła, ale tak, żeby nie stać się już jego dłużnikiem. Znalazła mu przyzwoite mieszkanie od razu przyznała, że to ich wspólna własność z bratem, który nie jest w pełni przytomny i nie chce sprzedawać swojej części, więc wystawiła je tanie. Paweł zgodził się i w ciągu tygodnia przeprowadził się z nielicznymi rzeczami do tego wspaniałego lokum.
Biorę, pasuje, radośnie powiedział Weronika. Czy naprawdę jesteś pewny? Jakaś przyzwoita kobieta
Nie biorę sobie, uspokajała sprzedawcę, a już po tydzieniu przeniosła ojca do nowego domu, mówiąc: Wprowadzaj się, to już twoje miejsce.
W jej sercu rosło mroczne, satysfakcjonujące poczucie zemsty, gdy słyszała skargi ojca i obserwowała, jak denerwuje się różnicą w jej stosunku do niego i do babci.
Ta nowa matka w jej życiu była zawsze pod telefonem, choć rzadko dzwoniła w przeciwieństwie do przerażającej babci z dzieciństwa, nie nadużywała pieniędzy ani siły rodziny. Kupowała jej drogie prezenty na urodziny i nawet pozwoliła wyjechać z mężem na tydzień zagranicą, by odpocząć.
Wychowałem cię, Weroniko. Robiłem, co mogłem. powiedział Paweł.
A ja teraz cię utrzymuję, tato. Tak, jak potrafię. odpowiedziała, podając mu pudełko tanich makaronów i dwie paczki parówek promocyjnych. Zobacz, jak bardzo się o ciebie troszczę.
Ojciec wzdychał, patrząc na swoje parówki, i mówi: Jesteś niewdzięczna.
Nie rzucał ich w twarz, bo wiedział, że jeśli pokaże gniew, zostanie bez grosza i bez tego małego kąta, który tak odwdzięczył się jego córka.
Jestem wdzięczna, tato. Daję ci sto razy więcej, dziękuję. odparła Weronika.
Znajomi mówią, że jest za dobra dla ojcazdrajcy i że powinna go po prostu zostawić, niech nawet na ulicy leży. Ale Weronika nie chce mu krzywdy, bo przynajmniej nie oddała jej do domu dziecka i kiedyś troszczyła się o nią.
Jednak nie liczy na więcej miłość i troska to rzadki zasób, nie każdy go ma, o czym nauczyła się od najmłodszych lat i teraz używa w praktyce.



