Słuchaj, opowiem Ci, co się przydarzyło Grażynie. Mąż jej, Michał, wyczerpał się w pracy i zniknął z walizką u mamy. Do jakiego “kociołka” to się zjawia? zdziwił się trzynastolatkowiec, który właśnie wrócił z rynku. No wiesz, czynsz, jedzenie, pranie, sprzątanie ile zamierzasz w to wszystko wkładać co miesiąc? zapytała Grażyna, patrząc na niego z lekkim niedowierzaniem. A on nic nie odpowiedział, bo tak naprawdę nie miał pojęcia.
Wszystko, co происходило wokół Grażyny, przychodziło z zewnątrz: niewierni mężowie zdradzali żony, a żony zdradzały mężów. Dzieci były roztrzepane i buntowały się, a teściowe podkopywały synowe podstawkami. W świecie Grażyny nie było miejsca na takie kłopoty nawet teściowa była dla niej przyjaciółką.
Reszta ludzi jest sama za siebie. Trzeba trzymać męża na krótkiej smyczy, dzieci odpowiednio wychować, a z teściową zachować uprzejmą odległość. Tak było, dopóki Grażyna nie przyłapała Michała z koleżanką w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze. Okazało się, że dom też może stać się niewłaściwym miejscem, jeśli przyjdziesz do niego w złym czasie.
To było obrzydliwe, podłe i okropne. Niespodziewany szok sprawił, że Grażyna nie spodziewała się niczego takiego. W jednej chwili straciła wszystko: stabilną rodzinę, męża i najbliższą przyjaciółkę.
W przedwczoraj przygotowała pieczoną makrelę z chrupiącą skórką, podaną na podkładzie z podsmażonej marchewki i cebuli. Wczoraj zjedli ją razem z Ołkiem, który pracował w domu jako architekt. Grażyna robiła makrelę wspaniałą: najpierw rybę zamarynowała w musztardzie, majonezie, miodzie i przyprawach na pół godziny, potem upiekła w folii, a na koniec podpieczona na złoto Olek to uwielbiał!
Kiedy przyjaciółka i jej mąż jedli makrelę w kuchni, na nich były tylko majtki, a pod koszulą nie widać nic konkretnego. W sypialni leżało porozrzucane łóżko, jak w kiepskim filmie. Przyjaciółka się zawstydziła, a mąż zaczął bełkotać: Tymczasem, Tadeusz przyszedł, a go nie ma! Grażyna zareagowała: Bez majtek czekasz? Dlaczego? zapytała z przekąsem. Bo to są stringi! odparł Olek. Okazało się, że mąż już wiedział, co się dzieje.
Grażyna wpadła do sypialni, chwyciła stertę bielizny i rzuciła ją w twarz parze, siedzącej przy stole. Potem krótko i zdecydowanie wyraziła swoją pozycję słowami: A teraz idźcie w diabły! i wyszła do salonu. Po chwili drzwi otworzyły się, wpadł Michał, próbując ratować sytuację. Co ty kombinujesz? zapytał. Nie posprzątałem jeszcze łóżka, bo wróciłem z projektem! odpowiedział.
Grażyna westchnęła, patrząc na męża, który już odjeżdżał w innym kierunku, jak mówiła babcia: Stoi na kole, a potem przyspiesza. Nie mogła po prostu przyjąć jego wersji. Pamiętała, jak rano przykryła poduszkę swoim kocem, bo mieli różne koce, a on jeszcze spał. Gdy teraz weszła do sypialni, jej koc leżał na podłodze.
W efekcie Michał, po pewnym namyśle, wyprowadził się z walizką do mamy mieszkanie Grażyny stało się jego. Ale dobra relacja z teściową, z którą potrafiła się dogadać, wymagała dystansu. Wtedy na progu pojawił się dwudziestoosiemeczny Szczurek, syn matki, z walizką.
Wszystko to nie sprzyjało tworzeniu nowej, stabilnej rodziny. Grażyna była w szoku, kiedy usłyszała: Jak mogłaś, łobuziaro? ale już nie obchodziło jej to. Po rozwodzie prawie rok nie mogła patrzeć na mężczyzn; w ogóle nie chciała mieć dzieci, bo były razem zaledwie dwa lata, a przy rozstaniu jej dopiero 24 lata.
Z czasem zaczęła się rozgrzewać. Zainteresował się nią przystojny Darek, młodszy o rok. Spotykali się w jej mieszkaniu, on nocami zostawał. Darek w końcu zasugerował, że chciałby zamieszkać z nią na stałe. Kochamy się, chcę być przy Tobie, budzić się razem powiedział. Grażyna nie była gotowa; małżeństwo, w którym jedną osobę budzi chrapanie, a druga słyszy, nie jest szczęśliwe. Darek chrapał jak drwal i jeszcze przytulał się nogą, rzucając na nią kości kurczaka, jak baletnica. Dwie nocne szczęśliwe chwile były dla niej koszmarem.
W końcu Grażyna odmówiła mu stałego zamieszkania. Darek odszedł, z żalem i z torbą.
Po pół roku pojawił się Mariusz, który był dobry w łóżku, ale nie radził sobie z codziennością nie mył naczyń, nie potrafił włączyć pralki. Był tak zwanym rentierem, żyjącym z wynajmu jednopokojowego mieszkania u rodziców. Miał 40 tysięcy złotych miesięcznie, ale wydawał je na własne przyjemności, a dzieciństwo już miało swoją córkę.
Mariusz chciał przeprowadzić się do Grażyny: Chcę spać i budzić się z Tobą, Grażyno! powiedział. Grażyna zgodziła się pod warunkiem, że ustalą budżet i podział obowiązków. Ile chcesz wkładać do kociołka? zapytała. W jakim kociołku? zdziwił się trzynastolatkowiec Mariusz. Grażyna zrozumiała, że nie zamierza nic płacić mieszkanie było jej, więc niech i on płaci. Czyżby nie chciał się ożenić? pytała. Proponujesz małżeństwo? odpowiedział. Tak, jeśli się przytulimy! wyjaśnił. Słowo jeśli zawiodło ich. Mariusz zniknął, żegnając się: Jesteś zła!. Grażyna ripostowała: Zła jak pierwsza żona, czy gorsza?.
Wkrótce pojawił się Sławek przystojny, bogaty i pracowity. Mył okna, odkurzał, rozwieszał pranie Grażynie wydawało się, że wreszcie znalazła szczęście. Ale Sławek zniknął, bo przed ślubem rozwiązał sprawę. Jego matka płakała w słuchawce: Przyjmij go z powrotem! ale Grażyna już nie zamierzała się kłócić.
W wieku trzydziestu lat Grażyna była piękna i samotna. Matka dzwoniła codziennie: kiedy będą wnuki? Przyjaciółki pytały, czy nie ma nikogo, kto by ją zainteresował. Grażyna żartowała, że nie ma godnych kandydatów. W końcu przygarnęła kota Kicię, którą znalazła na ulicy. Kicia była świetnym słuchaczem, nie dała niepotrzebnych rad, a jedynie mruczała.
Następnie Grażyna po uszy wpadła w miłość do przystojnego Valeriana Igołę, właściciela kilku aptek, bogatego, samodzielnego i bezdzietnego. Był jak z bajki, a ona poczuła się jak prawdziwa gwiazda. Mieli piękny związek, aż do momentu, kiedy Valentin w toalecie kopnął Kicię. Kotka nie ucierpiała, ale gest był nie do przyjęcia. Grażyna zamarła, a Valentin zakrzyknął: Więc cała nasza relacja to tylko kotowi pod ogon? uśmiechnął się, jakby to był żart. Grażyna wiedziała, że nic już nie da się naprawić. Valentin odszedł, mówiąc: Nie myślałem, że będziesz taka a ona zamknęła mu drzwi, wyrzucając płaszcz i pierścionki na schody.
Babcia podsumowała: Zatrudnij się, Grażyno! Dzieci trzeba mieć, a kot to nie to samo. Ale Grażyna nie przejmowała się tym dziś można mieć dzieci aż do emerytury.
Tak więc Grażyna zaczала szukać nowego partnera. Niektórzy mówili, że to głupota, ale ona kierowała się sercem, jak nasza znana aktorka. W końcu wybrała czterdziestoletniego Nikodema rozwiedzionego, przystojnego i niebiednego. Nie pił, pomagał w domu, wynosił śmieci i chodził na zakupy bez namysłu. Czy to był miód w beczce? nie do końca, ale przynajmniej nie było goryczy.
Nikodem polubił Kicię od pierwszego wejrzenia, więc to był dodatkowy plus. Mama Grażyny wkrótce mogła zostać babcią test ciążowy pokazał dwie kreski. Grażyna weszła do łazienki, zobaczyła mokrą podłogę po Nikodemu, przetarła ją i krzyknęła w otwarte drzwi: Zaraz wracam! Nie zostawiajcie się z Kicią bez mnie!
Co o tym myślisz? Czy Grażyna ma rację? A może jednak nie do końca?



