LOKALNY AMUR

Lokalny Amorek

Jadzia, będziesz winna jego śmierci! Jak to w czyjej?! Oczywiście, Jarek! Tak, właśnie ty! Aha! Nic nadzwyczajnego! A kto była ta piękna, co wczoraj siedziała na ławce pod wiatą i nagimi kolanami błyszczała? Czy naprawdę tak można! Jarek ma kruchą duszę On widział nagie żeńskie kolana tylko na lekcjach wf w szkole, a to było dawno No i cóż, że pełno dziewczyn w mini spódniczkach! Ty je porównałaś! Aha! Ich kolana i twoje! To inna sprawa! Dla Jarka szczególna!

Głos w słuchawce stał się surowy:
I nic nie wymyślam: właśnie widzę go, pisze list ostatni Aha! Mówi: nie mogę, bez niej nie żyję! W sercu trzeszczy, mów rozumiesz mnie, tak? Pisze tak! W sercu trzeszczy, mówi, a nie patrzy na mnie! Lepiej wypiję piwo czyli umrę! Tak, słowo umrę widoczne jak na dłoni! Jakże nie mogę tego zobaczyć? Mam dziadkowy lornetkowy przyrząd! W nim mogę zobaczyć wszystko, co chcę!

Telefon na chwilę zamilkł, słychać można było jedynie spłoszone oddechy rozmówczyni:
Och, mój kołek, po łezce Spóźniliśmy się, Niko, jak zwykle, spóźniliśmy się, wziąłem ostry nóż i już zaczynam się wciągać krew Co, mówisz, zdążysz? No, biegnij, biegnij, ratuj swego księcia!

Babcia Łucja, przyciskując sprytne, wąskie oczka, z zadowoleniem obserwowała, jak do mieszkania chudego Jarka wdziera się pełna wdzięku Jadzia, niosąc ze sobą niewyczerpaną miłość, chęć nakarmić go barszczem i marzenie o wielkiej gromadzie dzieciaków.

Jarek nie miał szans. Ten szczupły, marzycielski młodzieniec mieszkał sam: pół roku temu jego mama wzięła ślub i wyjechała do męża, zostawiając synka w trzypokojowym mieszkaniu. Przy tym surowo nakazała, żeby pośpieszył się i wziął żonę, by mogła mieć wnuki. Przynajmniej jedną. I to natychmiast, bez zwłoki!

Jarek zgodził się: domowa przytulność mu się podobała. Lecz znaleźć dziewczynę nie udawało się. Geniusz w elektronice, w rozmowie Jarek był milczący, kompleksowy i nieśmiały. Sam potrafił inicjować zaloty. A od agresywnych dziewczyn uciekał z prędkością odrzutowca. Babcia Łucja popierała to: nie chciała żyć z zawadiacką sąsiadką.

Natomiast Jadzia! Pełna domowego ognia, szanowana. Nie była najpiękniejsza, lecz sympatyczna, okrągła twarz z piegami wyglądała przyjemnie. Trzeba było się przyjrzeć, porozmawiać z człowiekiem A młodzi ludzie tego nie potrafili!

Wszelkie ich gadżety fuj, jakie odrażające słowo! Dawali tylko krótkie info. Foto albo filmik I to, takie jak Nina w różnych TikTokach, nie powstają, w przeciwieństwie do przywiskowych wścibskich, których Jarek bał się jak ognia. A wygląd! Makijaż! Jak czarownice na czarcie! Współczesne dziewczyny różniły się od Jadzi jak klaun w cyrku od kasjerek w kinie! Sam fakt, że kasjerka była miła, nie zatrzymałby w pamięci jej twarzy, lecz tego dziwacznego klauna. Choć z nim nie wymieniono słowa, a z dziewczyną przy kasie rozmawiano twarzą w twarz! I przynajmniej kilkoma zdaniami się podzielono.

Jarek, czasem spoglądając na sąsiadkę Jadziewicz, nie mógł pojąć własnego szczęścia. Zginąłby tak, jak twierdziła babcia Łucja: ze strachu, z głodu! I z zimna! I z braku kobiecej czułości!

W domowym życiu Jarek przypominał zgubionego jeża we mgle. Jadł szybką zupę i pierogi, jeśli nie zapomniał zdjąć garnek z ognia na czas. A jeszcze kanapki. W kanapkach Jarek był mistrzem! Kawa też mu nie szkodziła.

Teraz młodzieniec próbował pokroić ogórka do sałatki. Skaleczył się, poszedł po opatrunek i zielnik, lecz w tej chwili ktoś zaczął stukać w drzwi wejściowe. Musiał szybko otworzyć, choć krwawiący palec kapał krwią.

Na Jarka, z przerażonymi oczami, rzuciła się Jadzia. Co jej mówiła, w czym go namawiała babcia Łucja nie poznała. Lornetka dźwięku nie oddaje, a szkoda! Jednak sprytny lokalny Amorek, czyli babcia Łucja, zobaczyła, jak nieco później Jadzia w swoim mieszkaniu karmi Jarka barszczem. Podaje mu ziemniaczki z kotletami, sałatkę z ogórkiem i kiszoną kapustą. I kompot. Według wyglądu chłopca smaczne. Bardzo.

Jarek rozciągał uśmiech, z jego oczu odpływała samotność, a z życia błądzenie i kompleksy.

Po miesiącu młodzi wzięli się za rękę. Babcia Łucja została zaproszona na wesele. Podano jej pyszny tort, a największy kawałek zostawiła sobie. Na pożegnanie, panna młoda Jadzia, chichocząc, zapytała staruszkę:
Czy on naprawdę miał umrzeć? Jak mówiłaś: zaczął się wbijając w palec??? Aha, prosto w palec!!! No, babciu Łucja, wiesz, jak się wstydziłam, gdy powiedziałam, że go uratuję, a on wyciągnął mi palec! No, babciu Łucja!

Rate article
Fajna Tajna
LOKALNY AMUR