Tyle nie wolno, Kasiu. Masz trzydzieści lat, a żyjesz jak staruszka mawiała matka, siadając obok córki.
Kasia wracała ze pracy zmęczona, jak zwykle. Wieczorem w kuchni unosił się zapach ziemniaków z cebulą, mama smażyła na starej patelni, mruknęła pod nosem, a potem, tak jak zawsze, położyła talerz przed nią:
Kasiu, zjedz, aż ostygnie.
Mamo, później, dobra? Najpierw się przebrałem.
Zdjąła kurtkę, odłożyła buty i weszła do pokoju. Mały Sławek siedział na podłodze, układał z klocków wieżę i cicho nucił pod nosem. Gdy zobaczył mamę, wykrzyknął radośnie:
Mamo, patrz, jaka mam forteca!
Kasia uśmiechnęła się i pocałowała syna w czubek głowy.
Ależ to prawdziwy zamek. Może ja zostanę w nim księżniczką?
Nie odparł poważnie zostaniesz dowódcą.
Śmiał się razem z nim, a serce na chwilę się rozgrzało. Tymi drobnymi momentami uciekała od pustki, która wdzierała się w jej duszę od niemal sześciu lat.
Po odejściu Igora Kasia postanowiła, że już nigdy nie podda się słabościom. Od tamtej pory tylko praca, dom i syn. Czasem, gdy Sławek zasypiał, siadała przy oknie, patrząc na rzadkie światła ulic, i łapała się na tym, że życie przeciekało jej między palcami.
Matka, Wanda Nowak, wszystko widziała i czasem nie mogła znieść stanu córki.
Tyle nie wolno, Kasiu. Masz trzydzieści lat, a żyjesz jak staruszka powtarzała, siadając obok.
Mamo, czuję się dobrze. Nie narzekam.
Dobrze udawała od pracy do domu, od domu do pracy. A potem?
Potem Sławek podrośnie, skończy szkołę
I wyjedzie dodała spokojnie. A ty zostaniesz z kim? Ja nie jestem wieczna.
Kasia westchnęła, nie odpowiadając. Wanda nie mówiła tego z życzenia zemsty, ona po prostu rozumiała, jak szybko płynie życie.
Późnym wieczorem, przy herbacie, matka znów rozpoczęła temat:
Widziałam w oknie sąsiadki kalendarz z ogłoszeniami, otworzyli klub spotkań. Ludzie chodzą, piją kawę, oglądają kino. Może spróbujesz?
Mamo, serio?
Co w tym złego? Każda normalna kobieta od czasu do czasu potrzebuje męskiego zainteresowania.
Nie chcę odcięła Kasia.
Nie chcesz czy boisz się?
Kasia milcząco odłożyła filiżankę do zlewu. Rozmowy o randkach zawsze ściskały jej gardło.
Mamo, dajmy spokój temu. Wypaliłam się i nie chcę przegrzewać.
Ty nawet nie próbowałaś, by dowiedzieć się, czy jest twoja druga połówka westchnęła Wanda.
Matka zamilkła, widząc, że córka nie jest gotowa słuchać. Ale w środku wszystko wrzało: kiedyś Kasia była wesoła, uśmiechnięta, kochająca. Teraz była tylko cieniem kobiety, która żyje według harmonogramu.
W weekend Kasia z Sławkiem poszli na podwórko, śnieg skrzypiał pod butami, dzieci zjeżdżały z sank. Wanda machnęła do sąsiadki, która zapraszała na festyn w miejscu kultury.
Idź, Kasiu, nie siedź w domu zachęciła. Sławek się zabawi, a ty odpoczniesz.
Kasia najpierw się opierała, ale w końcu poszła.
W sali było gwarno. Dzieci biegały, dorośli stali w kółeczko. Sławek od razu rzucił się do stołu z zabawkami. Kasia stała z boku, patrząc na syna, i nie zauważyła, że obok pojawił się mężczyzna, wysoki, z krótką fryzurą, w kurtce w kolorze khaki.
Przepraszam, nie wie pan, gdzie jest przebieralnia dla maluchów? zapytał uprzejmie.
Tam, za dwoma salami, po prawej odpowiedziała Kasia.
Dziękuję. Moja córka ciągle gubi się w tych korytarzach.
Uśmiechnął się ciepło.
A pan jest stąd? dopytał.
Tak nieśmiało przyznała Kasia. Mieszkam w pobliżu.
Szczęście, bo ja ciągle się w tej kamienicy gubię.
Podciągnął rękę:
Aleksander.
Kasia.
Rozmawiali kilka zdań, potem Aleksander podszedł do dziewczynki, a po chwili wrócił, pomagając nieść pudełko z prezentami do samochodu.
Pewnie ciężko samemu z dzieckiem, prawda? zapytał ostrożnie.
Przyzwyczajona odparła krótko.
Nie pytał dalej, tylko życzył powodzenia i uśmiechnął się na pożegnanie.
Gdy Kasia wróciła do domu, matka od razu zapytała:
Jak tam impreza?
W porządku.
A facet ładny, co się z tobą zapoznał?
Kasia spojrzała zdziwiona:
Skąd wiesz?
Widać po oczach. Po raz pierwszy od dawna się uśmiechnęłaś nie bez powodu.
Kasia machnęła ręką, ale w środku coś zadrżało. Czuła dziwne posmaki spotkania, jakby mały płomień ciepła przebił się przez grubą ścianę samotności.
Wieczorem, gdy Sławek zasnął, Kasia powtórzyła w duchu:
Aleksandr szepnęła, jakby smakowała imię.
Po zimowym święcie minął tydzień. Kasia wróciła do swojego rytmu: praca, dom, opieka nad synem. Aleksander stopniowo wyparował z pamięci, jak przechodzień. Tylko gdy wieczorami padał śnieg, przypominała sobie jego spokojny uśmiech, jakby obiecywał, że życie jeszcze ma coś do zaoferowania.
Nagle w pracy wybuchła gorączka w księgowości nowa szefowa chciała się wykazać, więc Kasia prawie nie wychodziła z biura. Wracała późno, a w domu czekał Sławek z lekcjami, a Wanda wiecznie narzekała:
Kasiu, nie dbasz o siebie. Twarz już ma zwiły, pod oczami cienie.
Mamo, wszystko w porządku, to koniec miesiąca.
Pewnego wieczoru, jadąc autobusem, telefon zadzwonił. Nieznany numer.
Halo?
Kasia? To Aleksander. Widzieliśmy się na festynie. Pamiętasz?
Zamrówiła się, nie rozpoznając głosu.
Tak, pamiętam Dzień dobry.
Przejrzeliśmy się przy sklepie Tęcza. Chciałem się odezwać, ale poszłaś szybko. Czy nie masz nic przeciwko spotkaniu?
Kasia zawahała się, ale odpowiedziała:
Nie, nie mam.
Świetnie, jutro przejadę przez twoją okolicę.
Następnego dnia spotkali się w kawiarni. Aleksander pojawił się w mundurze strażaka, z teczką pod pachą, mimo pośpiechu kupił dwa kawy.
Proszę, niech się rozgrzeje.
Dziękuję uśmiechnęła się Kasia.
Usiedli na ławce przy parku. Rozmowa płynęła lekko, jakby znali się od lat. Aleksander opowiadał, że po rozwodzie z żoną został z ośmioletnią córką.
Również samotnie? zdziwiła się Kasia.
Tak. Na początku trudno, ale potem zrozumiałem, że to nie koniec świata, a motywacja do życia.
Mówił prosto, bez żalu. Kasia czuła, że przy nim jest spokojnie, nie ocenia się i nie współczuje.
Gdy wróciła do domu, Wanda już siedziała w kuchni, jakby czekała.
No? zapytała, kiedy Kasia zdjąła kurtkę.
Mamo
Nie mów, że to on, ten z klubu.
Jaki klub? zdziwiła się Kasia.
No, nie bądź taka święta. Widziałam, jak rozmawiałaś z nim przy przystanku.
Kasia westchnęła, ale nie protestowała.
Mamo, on miły. Po prostu znajomy.
Znajomy uśmiechnęła się Wanda. Zanim się spotkasz, lepiej poznać człowieka.
Dni mijały. Aleksander dzwonił, pytając o Sławka, przynosząc czasem narzędzia, by naprawić kran, lub półkę. Wanda obserwowała to z boku, ale udawała, że nie zauważa. Pewnego razu, gdy Aleksander odszedł, Wanda mruknęła:
Oto ci znajomy. Nie powinnam mówić, że dobrzy faceci nie przechodzą przez drzwi.
Kasia zarumieniła się, lecz nie odpowiedziała. W środku mieszały się wstyd, zakłopotanie i dawno niewidziane ciepło.
Pewnego wieczoru Aleksander zaprosił ją i Sławka na łyżwy.
My z córką Anią często jeździmy. A wasz Sławek to prawdziwy sportowiec. Niech się pobawi.
Kasia długo się wahała, ale w końcu się zgodziła.
Wieczór był cichy, mroźny. Na lodowisku grała muzyka, dzieci śmiały się. Aleksander trzymał za rękę swoją dziewczynkę Anię i uczył Sławka stać na łyżwach. Potem podał rękę Kasi:
Proszę, nie bój się.
Nie jeździłam od lat
Tym lepiej, zaczniemy od nowa.
Kasia wzięła go za rękę, a w niej przeszyło ją prądowe mrowienie. Proste dotknięcie wywołało tak dużo ciepła, że prawie łzy spłynęły po policzkach.
Kiedy żegnali się przy jej drzwiach, Aleksander szepnął:
Kasia, nie chcę się pospieszać, ale czuję się przy was dobrze. I z Sławkiem też. Długo nie czułem, że mogę być potrzebny.
Kasia nie wiedziała, co odpowiedzieć, tylko lekko skinęła głową, patrząc w jego szczere oczy.
Późno w nocy, gdy Wanda weszła do pokoju, Kasia siedziała przy oknie i uśmiechała się do siebie.
No co, serce już topi? zapytała mama łagodnie.
Mamo nie wiem. Po prostu chce wierzyć, że nie wszystko stracone.
Wanda usiadła obok, przytuliła ją.
Wierz, Kasiu. Jeśli kobieta potrafi się uśmiechnąć bez powodu, to życie jeszcze przed nią.
Wiosna nadeszła wcześnie, podwórka zamokły, a w domu po raz pierwszy od dawna czuło się lekkość. Aleksander pojawiał się częściej przynosił pierogi z podwórka, jabłka od Ani, naprawiał zepsuty żelazko, woził chłopca do szkoły. Wanda, obserwując to, zmieniła ton, przestała drażnić córkę, stała się łagodniejsza, jakby sama uwierzyła, że szczęście Kasi wraca.
Mamo, nie planowałam niczego tłumaczyła Kasia, sprzątając stół.
Nie musisz planować. Wszystko przychodzi i odchodzi samo. Najważniejsze, nie wypędzaj tego, co przychodzi odpowiedziała Wanda, nalewając herbatę. Facet fajny, ręce nie rosną z kieszeni.
Kasia tylko się uśmiechała. Lubiła, że Aleksander nie wdziera się w jej myśli, nie żąda niczego. Było jej spokojnie. Czasem łapała się na tym, że czeka na jego telefon, a serce przyspieszało.
Pewnego sobotniego dnia zaproponował wyjazd na łono natury.
Ania też przyjedzie. Upiekniemy kiełbaski, odetniemy trochę świeżego powietrza. Dzieci nie mogą żyć tylko przed ekranami.
Tego dnia wszystko było idealne: słońce, śmiech, zapach dymu i młodej trawy. Sławek i Ania biegli z piłką, Wanda, zadowolona, siedziała w samochodzie, a Kasia z Aleksandrem przy ognisku milczeli.
Nagle Aleksander odwrócił się i cicho rzekł:
Chyba zaczynam się przyzwyczajać do was.
Do nas?
Tak. Do ciebie i Sławka. Trochę to przeraża.
Kasia uśmiechnęła się, a w środku wszystko się przewróciło. Nie chciała nic mówić, po prostu stać obok.
Spokój nie trwał długo. Po tygodniu w ich domu pojawił się Andrzej, były mąż Kasi, który wkroczył jakby z przeszłości.
Cześć, Kasiu powiedział nieśmiało, spuszczając wzrok. Musimy pogadać.
Sławek podbiegł do kuchni:
Mamo, przyjechał wujek! Mówi, że jest tata!
Kasia blado się zmroziła. W korytarzu stał Andrzej, ten sam mężczyzna, który wyjechał, gdy była w ciąży.
Witaj, Kasiu odezwał się z westchnieniem. Nie wiem, jak tak się stało, ale jestem głupi. Myślałem o was cały czas. Po drugim małżeństwie nie wyszło. Chciałem zobaczyć syna.
Wanda, usłKasia spojrzała na Andrzeja, wzięła głęboki oddech i zdecydowała, że przyszłość już nie będzie zależała od przeszłości.



