Młoda Kobieta z Pasją do Życia

Młoda kobieta z maleńką dziewczynką na rękach wysiadła z autobusu i spojrzała na tabliczkęzapis: Kluczki. Tak nazywała się wioska Kluczki.

Aniu! podbiegła ze łzami w oczach staruszka w białej chustce. Daj mi Katarzynkę.

Mieszkańcy wioski przyglądali się nieznajomej z dzieckiem, lecz staruszka Gurianowa i Ania pośpiesznie nie zważając na nikogo nosiły małą i walizkę, a kiedy doprowadziły się do chaty, babcia zamknęła bramy i wbiegła do domu.

Kasiu!

Współwnuczka już ryczała przy stole, w objęciach Katarzynki. Łzy nie ustawały w oczach Ani.

Uciekłam od męża, babciu!

Jak to?

On mnie obrażał, wymyślał najgorsze, rozkazy wydawał, groził, że zabierze córkę. Nie mogłam przy nim ani westchnąć, ani się roześmiać, a on wciąż marudził, przyciskał się do mnie Zmęczyłam się.

Staruszka Gurianowa milcząco patrzyła, marszcząc brwi:

Trzy lata małżeństwa i już się rozpada, cóż to za nowoczesne obyczaje.

Ania przestała płakać, podniosła wzrok i spojrzała na babcię.

Babciu Jeśli mnie nie zrozumiesz, odejdę, odejdę, babciu. Uciekłam od matki, bo nie rozumie mnie, krzyczy, mówi: Cierpliwość, mąż nie powie nic złego. A jak mam żyć, kiedy mnie przygniatają?

Gurianowa wciąż marszczyła brwi, ale objęła wnuczkę i pogłaskała po włosach:

No już, zostań. Nie powiem nic, jeśli nie chcesz. Mam już niewiele, więc chociaż bądź blisko. Dom mój będzie twój. Moja dziewczynka, moja piękność

***

Ania, dziewczyna z miasta, zapomniała o swojej metropolii. Na wsi krążyły plotki, że Ania była zamężna z bandytą (samemu coś wyznała). To właśnie dlatego uciekła do babci z walizką i małą Katarzynką, by się ukryć. Ania zachowywała się przyzwoicie, podjęła pracę jako listonoszka. Charakterowi jej podobało się wszystkich wieśniaków.

W domu Gurianowych przyjęli nas wszyscy uśmiechnięci i pomocni, co tylko poprosisz, przybiegą pomóc. Wspaniała.

Katarzynko siedziała przy ogródku Ani i pokazywała małej córce jagody. Nie bój się, malutka, możesz je zbierać i jeść. Tu są czerwone, tu żółte, a to czarna porzeczka.

Dziewczynka w sukience podeszła do krzaków i dotykała owoców.

Za płotem poruszyły się szczawki, a wyłonił się zabawny pies, czarny z białymi plamami, podniósł ucho, spojrzał na matkę z córką i zaszczekał.

Piesek uśmiechnęła się Ania.

Szczawki znów poruszyły się i wynurzył się kręcony chłopiec. Katarzynka przyjrzała się mu z zaciekawieniem.

Paweł! rozległ się męski głos, podszedł siwy staruszek. Dzień dobry.

Dzień dobry przywitała się Ania.

Paweł, kręcony chłopiec, odważył się podejść bliżej, chwycił się rękoma i spojrzał na Katarzynkę. Był nieco starszy od córki Ani.

Ania uśmiechnęła się i zawołała chłopca:

Chodź tutaj, chłopcze. Mamy tu jagody. A Katarzyna chętnie się z tobą pobawi.

Stary Paweł uśmiechnął się i oprzyjował się o płot, rozmawiając przyjaźnie z Anią:

Nie wiedziałem, że macie tu Katarzynkę. U nas Paweł nie ma przyjaciół, błąka się po podwórku. Na szczęście mamy psa, Szarika.

Ania z radością:

I nasza Katarzynka nudzi się. Podejdź do nas na podwórze, Pawle!

Paweł po raz drugi nie potrzebował zachęty, przeskoczył przez otwór w płocie, a za nim pospieszyła szczeniak. Dzieci zaprzyjaźniły się niemal od razu, a ich śmiech rozbrzmiewał do zmierzchu.

***

Ojciec Pawła, skromny Jan, przyjeżdżał w weekendy, patrzył na Anię z ciekawością i nie spuszczał oczu. Zaczynał ją zalecać, co tydzień przynosząc kwiaty i drobne upominki, woził ją w swoim starym Fiacie nad rzekę.

Babcia Gurianowa go aprobowała.

Ojej, Aniu, dobry chłopak. Odszedł od żony, która go zdradzała, zabrał syna, sam Pawła wychowuje. Pracowity, uczciwy i nie pije. Wzrośnieł na moich oczach. Mieszka w mieście, bo tam praca i mieszkanie.

Ania poczuła rumieńce. Mężczyzna jej się podobał, miał dobry charakter, ale… Bała się, co zrobi jej były mąż? Formalnie nadal był jej mężem.

Jan przyznał, że musi wiedzieć, z kim się związuje.

Poczekam, zapewnił Jan. Będę czekał, Aniu, tak długo, jak trzeba, a potem zabiorę cię do miasta.

Jakiż jesteś

Maniu, wyjeżdżam jutro powiedział Jan, patrząc w oczy. Zajmij się Pawłem. Ojciec mój już nie radzi sobie, jest stary, boję się, że nie dopilnuje chłopca. Zabranie go do miasta ryzykowne, była żona kręci się wokół niego, chce rozwodu

Nie martw się, zajmę się uśmiechnęła się Ania. Jedź spokojnie, kochany, nie myśl o niczym.

Lata mijały powoli, babcia Gurianowa zasypiała, Ania pilnie ją podtrzymywała, karmiąc łyżeczką; Katarzynka poszła do szkoły. Nie było wieści od byłego męża, Ania uspokoiła się i wpadła w nowy rytuał. Paweł dorastał na łobuza, próbował unikać szkoły, a jego dziadek zachorował i przestał wychodzić z domu.

Ania ogarniała dwa domy, opiekując się starszymi. W weekendy wciąż przyjeżdżał Jan, przynosząc rzadkie wizyty i własnoręcznie uprawiane warzywa.

Po kolejnych latach Ania odprowadziła babcię w ostatnią drogę i poczuła się wolną jak ptak.

Dziecko w okresie dojrzewania dawało mamie w kość, Ania płakała pod poduszką. Paweł nie słuchał, Ania głos miał ochrypnięty od krzyków. Dziadek wyglądał przyzwoicie, leżał na kanapie pod kocem, a w domu zamieszkała staruszka Zacharowa, gotująca mu kaszę. Stara z Anią była nieczuła, czasem nie wpuszczała jej do domu.

Z Janem też było ciężko, przyjeżdżał rzadziej, w końcu raz w miesiącu, bez prezentów, z marszczącą się twarzą, wzdychał:

Aniu, pracuję. Spłacam kredyt, cała pensja idzie na raty. Nie stać mnie nawet na spodnie dla syna.

Ania przyjęła:

Rozumiem, Janie, dbaj o siebie, jedz dobrze, ubieraj się stosownie. My się jakoś ogarniemy.

Jan poczuł ciepło w sercu i odjechał podniesiony na duchu.

***

Katarzynko! krzyczała w podwórzu Ania. Chodź tutaj, psia dziewczynko!

Czego chcesz? narzekała Katarzyna, leniwie wystawiając się na podwórku.

Ania machnął ręką w stronę kurnika:

Co się stało, Katarzynko? Wyszedłam właśnie do pracy, a tu taki zamęt.

Co tam? gniewała się nastolatka.

Nie widzisz?

Katarzyna napchnęła usta, podeszła bliżej i westchnęła:

Skąd mam wiedzieć, mamo? Muszę się uczyć do lekcji.

Co będziemy jeść zimą, córeczko? Kury już wszystkie pogryzły, nic nie zostało.

Bo nie zamknęłaś kurnika?

Czy naprawdę myślisz, że nie zamknęłam? Ania przewróciła oczami, a Katarzyna uciekła do domu, płacząc.

W ogrodzie panował bałagan: grządki stały się połamane, w płocie była dziura, a sam płot pochylił się na bok.

Pawle! krzyknęła Ania, przeskakując przez otwór. Paweł stał dumnie, ale nie sam, z kolegą. Przystępując do budki psa, Ania zajrzała w jej wnętrze.

Aha, Szarik ma pełną mordę. Co, najedzony?

Co wy, dziewczyny? odparł Pawle. Gadać z psami?

Chłopcy roześmiali się serdecznie z Anią.

Pawle, twój pies zniszczył mi cały kurnik

To nie Szarik, a kto? spytał Ania. Nasze kury chodzą po podwórku, nie podgryzają.

Ania patrzyła zdumiona na chłopców: jak taki mały kręcony chłopiec stał się tak obojętny?

Od czasu do czasu Ania dzwoniła do matki, a ta zachowywała się jak obca.

Aniu, powiedz szybko, jestem zajęta.

Czym się zajmujesz, mamo? zdziwiła się Ania. Swoją nową rodziną? Czy opieką nad ojczymem?

Nie są obce, Aniu! Jeśli tak mówisz, zapomnij, że masz matkę.

A ja i tak już nie mam matki

W takim razie nie dzwoń więcej. Dzwonek

Ania zacisnęła wargi, gniewna:

Zestarzejesz się, wrócisz do mnie, a obce dzieci nie będą cię chciały, mamo. Łzy same popłynęły.

W końcu Ania, po wypłaceniu pensji, postanowiła podjąć się trudnego zadania: nakrzyczeć na nieposłuszną córkę, by dom był w porządku, wsiadła do autobusu i pojechała do miasta, by zrobić niespodziankę Janowi. Została jej podana adres, którą wyciągnęła od Pawła, i udała się prosto ze dworca. Zapukała do drzwi.

Dzień dobry, nie pomyliliśmy się, jesteśmy Górni. Ktoś? odpowiedziała dziewczyna.

Kto to? zdziwiła się Ania.

Żona, oczywiście.

Ania spojrzała na twarz gościa i pomyślała, że powinna uciekać. Jan przyjechał w weekendy do wioski, jakby nic się nie stało, wezwał Anię do rozmowy. Mówił poważnie:

Co ty robisz, mała? Żyję z Jadwigą, co mi po to?

A co ze mną?

Zajęta jesteś zawsze, w swoim gospodarstwie.

Co ty, nie bądź taka Ania zaczęła łkać i jąć.

Aniu, ech zmrużył oczy Jan. Wystarczy, daj spokój. Mam dość pierwszej żony, już się nasyciłem. Spokojnie, Aniu, nie rób zamieszania. Muszę wracać do miasta. Nie smuć się.

***

Relacje z sąsiadami psuły się. Dziadek rozmawiał z Anią przez zęby, udając głuchotę, a jego babciaZacharowa przywiozła wnuki na lato, a teraz cała kupa dzieci przełamała płot, biegła po grządkach Ani i pała się w rozłożystej malinowei.

Katarzynko zwijała głowę w szaliku, zawołała Ania. No, kochanie?

Co, mamo? dorosła dziewczyna wyszła z pokoju. Chociażby raz uśmiechnęła się do mamy i przyniosła herbatę

Katarzynko, boli mnie głowa, wycisz muzykę.

Twoja zawsze boli, weź tabletkę.

Katarzynko, trzeba zebrać jagody. Sąsiadki zostawią nas bez nich.

Zrób, co chcesz, ja nie jem dżemu odparła Katarzyna.

Coś w duszy Ani pękło. Stała przy oknie, milcząc. Czasem podchodziła do płotu, który dzieci zburzyły, podnosiła go i przywiązywała liną do słupka. Następnego dnia płot znów spadł, Ania go podnosiła, przywiązywała.

Jan przestał jeździć do Kluczek. Po co mu? Syn Paweł dorósł, kończy szkołę. Bez Jana Ani było łatwiej. Nie trzeba było już sadzić ogród, nie trzeba było łapać mężczyzny.

Podczas gdy Ania wychodziła z depresji, córka Katarzyna nagle stała się cicha, coraz częściej podchodziła, tuliła się i obejmowała. Całkiem inną nie poznawała. Może po prostu dorosła? Zostało już mało czasu do końca zajęć i pożegnania ze szkołą.

Mamo, pomóż, nie wiem co ze mną. Rano mdli mnie, nie mam sił, a po jedzeniu burczy w brzuchu, nastrój zmienia się co chwilę.

Musisz iść do lekarza. Nie jesteś w ciąży, skąd te dolegliwości? zdziwiła się Ania, przechwytując nerwowy wzrok córki.

Ja chyba jestem w ciąży.

Ania otworzyła buzię ze zdumienia:

Skąd, żartujesz? Nie masz nawet chłopaka.

Co to za żarty, mamo?!

W szpitalu pielęgniTak więc Ania w końcu odnalazła spokój, wiedząc, że życie potrafi być nieprzewidywalne, lecz warto iść dalej z podniesioną głową.

Rate article
Fajna Tajna
Młoda Kobieta z Pasją do Życia