ON BĘDZIE Z NAMI MIESZKAĆ
Głośny dzwonek informuje, że ktoś podchodzi. Zosia zsuwa fartuch, wyciera ręce i podbiega do drzwi. Na progu stoi jej córka z młodym mężczyzną. Zosia wpuszcza ich do mieszkania.
Cześć, mamo, całuje córka policzek. Poznajcie Wojtka, będzie z nami mieszkał.
Dzień dobry, wita się chłopak.
A to moja matka, ciocia Zosia.
Zofia Maria, poprawia Zosia córkę.
Mamo, co jest na kolację?
Groch z kiełbaskami.
Nie jem grochu, odpowiada chłopak, zdejmuje buty i wchodzi do pokoju.
Oj, mamo, Wojtek nie je grochu, dziewczyna otwiera wielkie oczy.
Wojtek zrzuca plecak na sofę.
To właściwie mój pokój, mówi Zofia.
Wojtku, chodź, pokażę, gdzie będziemy spać, woła Lena.
A ja tu już mam wygodnie, mruczy chłopak, wstając.
Mamo, wymyśl coś, czym nakarmisz Wojtka.
Nie wiem, mamy jeszcze pół opakowania kiełbasek, wzrusza ramionami Zosia.
Wystarczy z musztardą, keczupem i chlebem, dodaje on.
Dobra, mówi Zosia, kierując się do kuchni. Kiedyś przywoływała kotki i szczeniaki, a teraz przywiozła tego gościa, nakarm go.
Zosia nakłada sobie groch, wkłada na talerz dwie podsmażone kiełbaski, przesuwa miskę z sałatą i z apetytem zaczyna jeść.
Mamo, po co samodzielnie jesz? wchodzi Lena.
Bo właśnie wróciłam z pracy i jestem głodna, odparła Zosia, przeżuwając kiełbaskę. Kto chce jeść, niech sam sobie nakłada albo gotuje. A przy okazji mam pytanie dlaczego Wojtek ma u nas zamieszkać?
Bo to mój mąż.
Zosia ledwo nie dławi się śmiechem.
Mąż? pyta.
Tak, po prostu. Twoja córka już dorosła i sama decyduje, czy wyjdzie za mąż. Ja mam już dziewiętnaście lat.
Nie zaprosiliście nas na ślub.
Nie było ślubu, po prostu się pobraliśmy i to wszystko. Teraz, jako mąż i żona, mieszkamy razem, odpowiada Lena, spoglądając na żującą matkę.
Gratuluję. Dlaczego bez ceremonii?
Jeśli masz pieniądze na wesele, możesz nam je dać, znajdziemy na co je wydać.
Rozumiem. Dlaczego właśnie u nas?
Bo mają jednopokojowe mieszkanie i w cztery osoby nie mieszczą się.
A nie rozważaliście wynajmu?
Po co wynajmować, gdy mam mój pokój, zdziwiła się córka.
Jasne.
Czy dasz nam coś do jedzenia?
Lena, garnek z grochem na kuchence, kiełbaski na patelni. Jeśli mało, w lodówce jeszcze pół opakowania. Bierzcie, nakładajcie i jedzcie.
Mamo, masz nowego zięcia, podkreśliła Lena.
I co? Muszę teraz tańczyć jakimś rytuałem? Lena, przychodzę zmęczona z pracy, odpuść te święte obrzędy. Skorzystajcie z własnych rąk i nóg.
Dlatego nie jesteś zamężna! rzuciła Lena gniewnie i poszła do swojego pokoju, głośno zamykając drzwi. Zosia dokańcza posiłek, myje naczynia, wyciera stół i idzie do siebie. Przebiera się, bierze torbę z ubraniami i jedzie na siłownię. Jest kobietą niezależną, kilka wieczorów w tygodniu spędza w klubie i w basenie.
Około godziny dziesiątej wraca do domu. Oczekując gorącej herbaty, zauważa w kuchni totalny bałagan najwyraźniej ktoś próbował gotować. Pokrywka od garnka z grochem zniknęła, więc pot się wysuszył i popękał. Opakowanie kiełbasek leży na stole, obok czerstwą chleb bez opakowania. Patelnia przypaliła się, a nieprzywierająca powłoka jest podrapana widelcem. W zlewie leżą brudne naczynia, a na podłodze plama po czymś słodkim. W mieszkaniu wisi zapach papierosów.
Coś nowego Lena nigdy nie pozwalałaby na taki bałagan.
Zosia otwiera drzwi do pokoju córki. Młodzi ludzie piją wino i palą.
Lena, posprzątaj kuchnię, jutro kup nową patelnię, mówi matka i wraca do swojego pokoju, nie zamykając drzwi.
Lena wstaje i biegnie za nią.
Dlaczego musimy sprzątać? Gdzie mam wziąć pieniądze na patelnię? Nie pracuję, uczę się. A ty, nie żałujesz naczyń?
Lena, znasz zasady tego domu: po jedzeniu sprzątasz, jeśli coś zepsujesz, kupujesz nowe. Każdy sprząta po sobie. A ta patelnia nie jest warty grosza, ale już jest zniszczona.
Nie chcecie, żebyśmy tu mieszkali, wybuchła córka.
Nie, spokojnie odpowiedziała Zosia.
Nie chce się z nią kłócić, bo nie miałaby ochoty na dalsze spory.
Ale ja mam swój udział.
Nie, mieszkanie jest moje w całości. Kupiłam je, zapłaciłam, jesteś tu tylko wpisana w księdze. Nie rozwiązuj problemów za mój rachunek. Chcecie tu mieszkać przestrzegajcie reguł, mówił spokojnym tonem Zofia.
Całe życie żyję według twoich zasad. Wyszłam za mąż i nie możesz już mi dyktować, co mam robić, zakrzyczała Lena. Poza tym, jesteś już stara, powinnaś nam oddać mieszkanie.
Oddaję wam cały korytarz w klatce i miejsce na ławce. A co, wyszłaś za mąż? Nie zapytałaś mnie. Śpisz tutaj sama, albo z mężem w innym miejscu. On tu nie będzie mieszkał, odpowiedziała Zosia twardo.
Do diabła z twoim mieszkaniem! Wojtek, jedziemy! krzyknęła Lena i zaczęła pakować rzeczy.
Po pięciu minutach do pokoju Zofii wbiega nowy zięć.
Spokojnie, mamo, będzie git, mówi, lekko kołysząc się po alkoholu. Nie uciekniemy z Leną w nocy. Bądź grzeczna, a my będziemy się kochać po cichu.
Jaka mam być twoją mamą? zdenerwowała się Zofia. Twoi rodzice zostali w domu, więc idź tam i nie zapomnij wziąć nową żonę.
Zaraz, chłopak podniósł pięść i wcisnął ją w nos teściowej.
Zofia chwyciła pięść paznokciami przyciętymi, wciągając całą siłę.
Puść mnie, szaleńczo! krzyknęła, a Lena próbowała odciągnąć matkę od kochanka.
Zofia odepchnęła córkę i kopnąła Wojtka w pachwinę, po czym przycisnęła łokciem do szyi.
Zgłoszę pobicie, warczał chłopak. Złożę pozew.
Poczekaj, zadzwonię po policję, żeby było łatwiej udokumentować, odparła Zosia.
Młodzi wycofali się, opuszczając zadbane dwupokojowe mieszkanie.
Nie jesteś już moją mamą, krzyknęła w ostatniej chwili Lena. I wnuków nie zobaczysz.
Co za nieszczęście, ironicznie zauważyła Zosia. Przynajmniej będę żyła po swojemu.
Spojrzała na swoje ręce niektóre paznokcie były połamane.
Same straty po was, mruknęła Zofia.
Po ich wyjściu umyła kuchnię, wyrzuciła groch i zniszczoną patelnię, zmieniła zamki w drzwiach. Trzy miesiące później, w drodze do pracy, spotyka ją córka. Dziewczyna jest wyczerpana, kości wypadły, twarz wygląda na nieszczęśliwą.
Mamo, co będzie na kolację? pyta.
Nie wiem, jeszcze nie wymyśliłam. A ty czego chcesz?
Kurczaka z ryżem, łka Lena. I sałatkę jarzynową.
To idźmy po kurczaka, odpowiada Zosia. Sałatkę zrób sama.
Dziecko nie zadaje już pytań, a Wojtek nie pojawia się więcej w ich życiu.



