Dzień 12 pamiętnik
Wczoraj zmierzyłem się z samotnością w sposób, którego nie przewidziałem. Zobaczyłem ją przy barowym stoliku Katarzyna, dziewczyna z podwórka przy Starym Mieście w Krakowie, której serce już od dawna nosiło blizny po nieudanych zaręczynach i odrzuconych oświadczynach. Mówiła, że lepiej mieć choćby darmowy dostęp do służby zdrowia niż stać się jedynie jedną z tysięcy, które nigdy nie znajdą partnera.
Co ty, Katka? rzuciłem, patrząc na nią z troską. Człowiek nie powinien żyć w izolacji, a kobieta nie może istnieć bez mężczyzny. Inaczej to po prostu nie gra. Bo samotność, wiesz, to pułapka, która pożera duszę
Katarzyna odpowiedziała drwiąc, że samodzielność to straszne i że gdy przyjdzie pora, musi podać komuś wodę. Dzieci są twoje, kiedy już będziesz chciała dodała, a ja poczułem, że nie ma już co się ukrywać.
Kiedy rozmawialiśmy, wpadł do nas nasz sąsiad, stary kowal Zdzisław, który od dziesięciu lat mieszka w tym samym kamienicy. Zawsze powtarzał: Kto nie pracuje, ten nie ma z czego żyć. Jego słowa brzmiały jak echo, ale jednocześnie podsycały we mnie myśl, że może warto spróbować czegoś innego.
Katarzyna od lat była już na emeryturze po złożeniu wniosku o rentę. Po rozwodzie z mężem, który wyjechał do Warszawy, i po odejściu dzieci syna, który pracuje w Płocku, oraz córki, zamężnej i mieszkającej w Niemczech została sama w maleńkim, dwupokojowym mieszkaniu w centrum Łodzi. Nie przeszkadzało jej to, bo prowadziła własną małą pracownię rękodzieła, sprzedawała wyroby na lokalnym bazarze, a dodatkowo wynajmowała pokój dwóm studentom. Czas wolny spędzała na pływaniu w pobliskim basenie, na jogi, wędkarstwie i od czasu do czasu odwiedzała restaurację Pod Kogutem, gdzie spotykała się z dawnymi znajomymi.
Jednak pewnego wieczoru Katarzyna poprosiła mnie, żebym pomógł jej przemyśleć przyszłość. Zgodziłem się po cichu, bo choć znałem ją od lat, nigdy nie widziałem jej w roli, którą mogłaby odczuwać jako własną.
Słuchaj, Katko zacząłem, w twoim życiu jest jeszcze wiele możliwości. Mógłabyś wziąć na siebie gospodarstwo przy Drogińskiej, w okolicach Poznania. Tam hoduje się kury, kozy i owce, a ziemia jest żyzna. Znasz się na rękodziele, więc mogłabyś sprzedawać wyroby wiejskie, a przy okazji zająć się hodowlą. Nie musisz już liczyć się z tym, że ktoś cię porzuci.
Katarzyna przytaknęła, ale w jej oczach pojawiła się niepewność. A co jeśli to nie będzie działało? spytała. Wtedy wspomniałem o Iwonie młodym rolniku z Małopolski, który szukał partnerki do wspólnej pracy na farmie. Iwona był nie tylko silny i pracowity, ale też miał wykształcenie rolnicze i znał się na nowoczesnych metodach uprawy. Zaproponowałem, żeby Katarzyna spotkała się z nim i zobaczyła, czy ich drogi się nie skrzyżują.
Zgodziliśmy się, że następnym razem odwiedzimy gospodarstwo Iwona, a później przyjrzymy się, czy możemy połączyć jej warsztat z jego gospodarstwem. Rozmowa o tym, że mogłaby mieć własną niewielką fermę, w której hoduje kury, kozy i panuje porządek, wydawała się podnosić jej nastrój.
Zanim się rozeszliśmy, Katarzyna przypomniała mi, że musi jeszcze przygotować obiad, posprzątać dom i zająć się papierami podatkowymi. Zgodziłem się pomóc, bo wiem, że w życiu nie ma nic cenniejszego niż uczciwa praca i wsparcie bliskich.
Po rozmowie wróciłem do swojego mieszkania przy ulicy Grochowskiej w Warszawie. Zostałem sam, ale w sercu miałem spokój. Zrozumiałem, że samotność nie jest wyrokiem, a jedynie wyzwaniem, które można przekształcić w nowe możliwości.
Lekcja: nie warto zamykać się w klatce własnych lęków. Jeśli odważymy się wyjść poza granice znanego, otworzymy się na szanse, które mogą odmienić nasze życie.
Paweł (dzisiaj 28 lat, właściciel małego warsztatu stolarskiego).



