Kochamy cię, synu, ale nie przyjeżdżaj już do nas
tak brzmiało nasze pożegnanie, choć serca nie mogły się z tym pogodzić.
Mój mąż i ja spędziliśmy całe życie w małym domku w wiosce Słupia, który ma już tyle lat, co my sami. Przeprowadzka nie wchodzi w rachubę przywiązanie do tej chaty jest silniejsze niż tęsknota za nowym miejscem.
Wieczorami często wracamy myślami do wspomnień: szczęśliwych chwil, które przeżyliśmy razem. Dzieci dorosły, własne rodziny założyły. Córka, Zofia, mieszka w sąsiedniej wiosce i często nas odwiedza, a wnuki potrafią rozkręcić każde popołudnie. Syn, Aleksander, od pięciu lat nie zaglądał, pochłonięty pracą i wyjazdami. Ostatnio zadzwonił i oznajmił, że przyjedzie.
Wieść rozgrzała nasze serca. Od razu zaczęliśmy przygotowania: ja wyruszyłam na rowerze po zakupy, a Jan zastanawiał się, co ugotować, by sprawić naszemu ukochanemu synowi radość. Odliczamy dni do przyjazdu Aleksandra. Po rozwodzie z pierwszą żoną, która uwielbiała wędrować po górach, nie miał dzieci, a teraz buduje nowe życie.
Aleksander przyjedzie samochodem wieczorem, zje kolację i od razu położy się spać. My usiadziemy cicho obok, by choć spojrzeć na niego, bo słowa nie przyjdą same długa podróż go wyczerpała.
Jan z uśmiechem oznajmia:
Synu, wyśpisz się porządnie, a jutro pomożesz ciąć drewno, pozbieramy obornik ze stodoły, przywleczemy świerk i ozdobimy dom, jak kiedyś, bo od kilku lat nie mieliśmy choinki.
Maria dokłada:
Musimy jeszcze podłogę w spiżarni naprawić, inaczej zaraz się zawali.
Jan zasypia, lecz ja nie mogę zostawić chłopca w spokoju poprawiam kołdrę, układam poduszkę.
Rankiem Jan wstaje i rozgrzewa piec, żeby było ciepło, gdy syn się obudzi. Ja zaczynam piec ciasto. Aleksander wstaje w południe, mówi, że długo nie spał tak mocno. Po śniadaniu włącza telewizor i rozsiada się przed filmem.
Maria pyta:
Synu, pomożesz tacie przy cięciu drewna?
Mamo, jestem tylko na kilka dni, dajcie tacie ogrzać saunę, ja się trochę odpocznę odpowiada.
Starsi razem niosą wodę ze studni do sauny, nie gadając.
Po obiedzie Jan woła:
Musimy usunąć obornik ze stodoły. Ty jesteś młody, masz siłę, idź i zrób to!
Co ty, tato? Myślisz, że nie zmęczyłem się w mieście? Przyszedłem, żeby się odetchnąć, a ty od razu mi pracę wlewasz.
Po saunie Aleksander otwiera ze sobą przyniesiony alkohol i narzeka na życie. Cały dzień zmęczeni mama i tata, a syn opowiada raz o luksusowym mieszkaniu i drogich meblach, raz o rasowym psie, raz, że wszystkie kobiety są niezdarne, i że praca już go nie cieszy.
Rodzice nie wytrzymują i idą spać. Aleksander czuje się urażony, mówi, że pójdzie do siostry, bo z nami jest nudno. Maria zaczyna lamentować i zabiera kluczyki od samochodu, błagając go, by nie wsiadał. Syn prawie wdziera drzwi, wchodzi do pokoju, włącza telewizor i podkręca głośność na maksa.
Starsi leżą, próbując zasnąć, ale to niemożliwe. Jan podchodzi do syna, widzi, że już chrapie, wyłącza telewizor i sam kładzie się spać.
Rankiem Aleksander spaceruje po lesie, zimno mu szczypie w nos, wraca do domu, rozgrzewa się przy herbacie i siedzi na kanapie. O wczorajszych zdarzeniach nie pamięta, a ja mam ból głowy.
Pakujemy synowi torbę pełną domowych przysmaków, a on nie odmawia.
Tyle włożyliście! Moja żona się ucieszy, bo nigdy nie próbowała tak pysznych kompotów. Zabieram wszystko, choć nie przyniosłem prezentów na nowy rok następnym razem już je wezmę.
Maria ociera łzę i mówi:
Nie przyjeżdżaj już tak często, synu! Kochamy cię, martwimy się, ale w domu możesz leżeć na kanapie i oglądać lepszy telewizor niż nasz.
Aleksander zdał sobie sprawę, że zranił rodziców, nie wiedząc, co powiedzieć. Machnął ręką, wsiadł do auta i odjechał w stronę miasta, gdzie czekał na niego znajomy, nieco chaotyczny, ale już znany.



