Główna rola w sercu polskiego teatru

Borys, w końcu zrób coś! wkurzona Bogna popchnęła śpiącego męża w bok. To już nie do wytrzymania!

Co? wymącił się on jeszcze we śnie.

Wzdychał nieprzerwanie, nie słysząc krzyków sąsiadki z piętra wyżej. Bogna zaś nie mogła już zasnąć:

Jadzia znów wyje! Przecież nie słyszysz?

Borys nie odpowiedział, znowu pogrążając się w drzemce.

No i śpij! wykrzyknęła Bogna, pójdę sama, bo w tym kamienicy już nikogo nie ma, kto ten potwór uspokoi!

Zrzuciła szlafrok i zdecydowanie wyszła, głośno trzaskając drzwiami.

Śpiący Borys z trudem podniósł się, przeklinając w duchu wszystko i wszystkich, i pobiegł za nią.

***

Bogna stanęła już przed drzwiami kłopotliwych sąsiadów i pukała tak mocno, jak potrafiła.

Borys przybiegł w samą porę: Paweł wystrzelił drzwi otworem.

Z wnętrza mieszkania dochodziły płacz sześciolatka Dawida i jęki Jadzi.

Co chcesz? syknął właściciel, grożąc. Był pijany, ledwo stał na nogach.

Sprawdziłaś zegar? zawołała Bogna. Noc jest!

I co z tego? Paweł podszedł, pięść zaciśnięta.

Nic! ryknął Borys i jednym ciosem powalił sąsiada na ziemię.

Ten runął prosto przy progu i zamilkł.

Po kilku minutach zza drzwi wyłoniła się przerażona Jadzia, z charakterystycznymi siniakami na twarzy. Patrzyła na męża z lękiem, nie chcąc podejść bliżej.

Zadzwoń po policję rzucił Borys, patrząc współczująco na nieszczęśną kobietę. Odpoczniesz i znów się podniesiesz.

Nie podniesie szlochała cicho Jadzia. Teraz będzie spał.

Pewna? zapytała Bogna.

Jadzia wzruszyła ramionami:

Mam nadzieję

Nie będzie odcięła Bogna w tonie nie dopuszczającym sprzeciwu. Nie zniosę dalszej tej farsy: rano mam iść do pracy. Weź więc syna, przyjmijcie nas na noc. A jutro ty sam rozwiążesz sprawę.

***

Nocne potyczki w tym domu stały się od dawna zwyczajem dla wszystkich mieszkańców kamienicy. Zazwyczaj nikt nie wtrącał się w sprawy.

Jedynie Borys, spełniając żądania żony, ciężko wzdychał, ubierał się i wchodził na piętro.

Z czasem i Bognie zdążyło się znudzić. Dostrzegła też, że im dalej, tym chętniej jej mąż biegnie ratować sąsiadkę.

Znowu? Dobry człowieku! syczała po sobie.

Lecz Borys nie słyszał. Przed oczami miał tylko przerażone oczy Dawida, który w tej chwili przytulał się do kolan matki, oraz blade, wykrzywione od strachu oblicze Jadzi.

Po rozwiązaniu sprawy z Pawłem, Borys zwyczajowo przyprowadzał kobietę z dzieckiem do swojego mieszkania, z dala od grzechu. Bogna układała im miejsce w salonie.

Następnego wieczoru Jadzia dziękowała swoim wybawcom, przynosząc pierogi i inne domowe wypieki. Tak przyjaźniły się sąsiedzi.

Wkrótce Jadzia i Dawid stali się częstymi gośćmi w domu Bogny i Borysa. Jadzia nieustannie oferowała pomoc w domu, a Dawid

On szczerze przywierał do Borysa, tego silnego, spokojnego, pachnącego tytoniem i niezawodnego. Patrzył na niego jak na bohatera.

Borys ciepło przyjmował ten wschód oczu. Zaczął chłopcu kupować zabawki, naprawiać jego samochodziki, jednego dnia przywiózł metalowy zestaw konstrukcyjny, innym razem piłkę nożną.

***

W domu Bogny nie było dzieci. Najpierw chcieli żyć tylko we dwoje. Potem po prostu nie szło. Ten cichy ból był ich trzecim lokatorem.

A nagle ten chłopiec Jego szeroko otwarte oczy

Bogna zwykle powstrzymywała się od wyrażania niezadowolenia w domu, lecz w pracy dawała upust emocjom. Spotkania przy papierosie stały się jej oddechem.

Wyobraźcie sobie, wczoraj wieczorem sąsiadka znowu przybiegła cała w łzach! opowiadała koleżankom, zaciągając się dymem. Jej mąż znów hulajnuje! Nie rozumiem takich kobiet! To nie szacunek dla siebie! Ja bym nie czekała ani jednego dnia!

Musi go kochać, chyba zasugerowała najstarsza w dziale, Wiktoria Janina. Mówiłaś, że kiedy jest trzeźwy, to prawdziwy skarb.

Skarb? zbeształa Bogna. To ani ryba, ani mięso. Taki beznadziejny szczurek! Każda w jej miejscu dawno by zerwała z tym pijakiem!

Może nie ma dokąd iść wtrąciła młodsza Irena. Z jednym dzieckiem trudno. Dlatego znosi.

Nic takiego! wykrzyknęła Bogna, wydmuchując dym. Oni z Pawłem nawet nie są połączeni! Mieszkają w jej mieszkaniu! Długo już trzeba go wyrzucić, a ona znosi! Nie ma w niej dumy, ani kropli! Po prostu… ofiara!

Mówiła to głośno, z wyzwaniem, jakby chciała przekonać nie koleżanki, a samą siebie, że jest mądra, silna, niezależna i o setki lepsza od Jadzi.

Jednak wracając do domu, codziennie widziała tę samą scenę: Borys i Dawid przy tym samym konstruktorze, a w powietrzu rozbrzmiewał rzadki, pożądany dla niej dźwięk szczęśliwy śmiech męża.

Pewnej soboty Bogna wracała z zakupami, ciężkimi torbami. Drzwi do mieszkania Jadzi były uchylone. Wślizgnęła się wewnątrz i zatrzymała się w progu.

Nie całowali się, nie objął ich nic nieprzyzwoitego. Po prostu byli

Borys siedział na krzesełku, trzymając młotek, a Dawid stał obok i z powagą podawał mu gwoździe. Jadzia, opierając się o framugę, patrzyła na nich z taką spokojną, głęboką radością, że Bognie zrobiło się zimno w sercu: tworzyli jedną całość. Obraz idealnej rodziny, której ona nie potrafiła zbudować.

Co za potworna myśl odrzuciła i odeszła. Bzdura! Borys nie może. Nie jest taki. Ja jestem wszystkim dla niego, a Jadzia głupia kura!

***

Kiedy następnym razem Jadzia przyszła po pomoc, Bogna zatrzymała ją w progu i, głośno, by Borys usłyszał:

Ile cię to jeszcze stać, Jadzia? Kiedy już ogarniesz się? To nie twój mąż! Po co znosisz tego pijackiego potwora w własnym mieszkaniu? Wypędź go, i koniec! Czy lubisz udawać ofiarę? Głowa cię podcina!

Jej słowa, jak trujący nasionko, wpadły w przygotowaną glebę.

Tydzień później Paweł, skulony i żałosny, z walizką w ręku, opuścił kamienicę.

Bogna triumfowała! Wreszcie!

Teraz Jadzia i jej syn znikną z ich życia na zawsze. Nie będą już potrzebować ochrony.

***

Rzeczywiście, nadeszła cisza. W soboty już nie przywozono pierogów, a w korytarzu nie słychać było śmiechu dziecka.

Na początku Bogna cieszyła się z porządku i spokoju. Jednak szybko cisza w ich mieszkaniu stała się przytłaczająca, gęsta.

Borys wracał z pracy, milcząco jedząc kolację i spoglądając w telewizor. Stawał się coraz bardziej ponury i milczący.

Po prostu się męczy przekonywała siebie Bogna dlatego nie patrzy na mnie przy stole, nie śmieje się z moich żartów. Dlatego śpi zwrócony plecami, jakby mnie nie było.

Potem wydarzyło się coś, co odwróciło wszystko do góry nogami.

Pewnego dnia Bogna wróciła z pracy znacznie wcześniej, bo nagle zabolała ją głowa. Weszła do windy, roztrzepana, nacisnęła niewłaściwy przycisk i zszedła na niższe piętro. Drzwi do mieszkania Jadzi były uchylone

Deja vu

I weszła.

Ile razy później pytała siebie: po co? Dlaczego tam poszła?

Widząc Borysa i Jadzię, zajętych sobą, nie zauważających niczego wokół, tak się zagubiła, że nie wypowiedziała ani słowa, nie zdradziła swej obecności. Cichym krokiem wyszła i zamknęła za sobą drzwi.

Borys pojawił się po godzinie, jakby nic się nie stało. Milcząco zjadł kolację, zatonął w telewizji

I Bogna milczała.

Nie powiedziała nic mężowi. Nie potrafiła. Postanowiła, że jeśli już zna jego tajemnicę, wystarczy to, by spróbować naprawić wszystko.

Jak bardzo nie lubiła wtedy Jadzię! A siebie! Bo sama namówiła go, by Paweł odszedł. Uwolniła miejsce, tak powiedzmy, dla własnego męża. Męża? Lecz Borys nie był jej mężem. Wielokrotnie zapraszał ją do urzędu stanu cywilnego, a ona zawsze odmówiła, twierdząc, że pieczątka to nie najważniejsze A teraz mógłby odejść z tą

Nie, nie powie Borysowi, że wie o jego zdradzie!

Może i z tą Jadzią nie wyjdzie? A ona, Bogna, poczeka.

Cierpie

***

I czeka.

I znosi.

Borys i Jadzia w sekrecie kręcą romans.

Bogna wie o tym, lecz udaje, że nie widzi, nie rozumie.

Czasem Jadzia przychodzi w gościnę, z synem i ciastkami.

Bogna uśmiecha się, przyjmuje podanie i milczy.

Znosi

Już nie pierwszy rok.

***

Tak to bywa. Pewnego dnia, z pogardą nazywając sąsiadkę ofiarą, Bogna nie zdawała sobie sprawy, że w tej chwili programuje własną przyszłość.

Teraz sama stoi w niegodziwej sytuacji. Jej milczenie jest najgłośniejszym wyznaniem własnej porażki.

Bogna boi się wypowiedzieć coś więcej, by nie zburzyć swoją szczęśliwą rodzinę, w której ma odgrywać główną rolę rolę ofiary.

Rate article
Fajna Tajna
Główna rola w sercu polskiego teatru