– O, a kto to się zjawił, na kogo nie czekaliśmy! – krzyknął Marek Kowalski. – Możesz się zaraz wynosić! – Tato, co ty wygadujesz?

A to ci niespodzianka! krzyknął Mieczysław Wojciechowski. Możesz się zaraz wynosić! Tato, o co ci chodzi?

Tato, o co ci chodzi? zdziwił się Krzysztof. Dwadzieścia lat mnie nie było w domu, a ty mnie tak witasz?

Gdybym miał siłę, przyjąłbym cię pasem! Mieczysław chwycił się za pasek. Ale nic to! Zaraz to naprawimy!

Hej, spokojnie! Krzysztof cofnął się. Nie mam pięciu lat, mogę się bronić!

Oto twoja natura! warknął Mieczysław, nie puszczając pasa. Słabych gnębisz, przed silnymi uciekasz, dobrych oszukujesz, a złym służysz!

Dlaczego właściwie się wściekasz? I o co mnie obwiniasz? Krzysztof wzruszył ramionami. Jeśli nawet zawiniłem, to dwadzieścia lat minęło! Powinno się przedawnić!

Łatwo tak mówić, gdy to ty zawiniłeś! Oczywiście, chcesz, żeby ci wybaczono! Ale ja nie mam dla ciebie przebaczenia! oświadczył Mieczysław.

A właściwie czym wobec was zawiniłem? W szkole cały czas myślałem, dlaczego rodzice uznali mnie za zdrajcę i zakazali wracać do domu! Na moje listy nigdy nie odpowiedzieliście! A pisałem!

Naprawdę nie wiesz? zapytał Mieczysław z szyderstwem.

Krzysztof wyglądał na kompletnie zdezorientowanego i chciał dopytać, ale na hałas kłótni wyszła matka.

O, nie! krzyknęła Bronisława Kazimierzowa. Przyniósł cię diabel! Wypędź go, Mieczysławie, za drzwi! Wstyd na nasze siwe włosy!

Zdziwienie Krzysztofa było tak wielkie, że zastygł jak słup soli. A matka dodała:

Dałby Bóg siły, wygoniłabym cię miotłą! Całe życie bym na to poświęciła! Ale widzę, że Bóg sam naznaczył łajdaka! Wskazała na siniec pod okiem Krzysztofa.

Ktoś ci porządnie przyłożył! uśmiechnął się Mieczysław. Chętnie bym mu rękę uścisnął!

Rodzice, co z wami? wykrzyknął Krzysztof. Zupełnie rozum straciliście? Dwadzieścia lat mnie nie było! Dlaczego takie przyjęcie?

Kto ci to zrobił? zapytał Mieczysław. Zaraz cię przepędzimy, a jemu podziękujemy przy okazji!

Skąd mam wiedzieć? wściekł się Krzysztof. Jechałem autobusem do domu! A tu sąsiad Piotrek mnie poznał! Rzucił się witać!

Gdy autobus stanął na przystanku, podbiegł jakiś młokos, walnął mnie w oko, splunął w twarz i uciekł! A gdy oprzytomniałem, już go nie było!

Nieznany bohater! uśmiechnął się Mieczysław. Trzeba będzie zapytać Piotrka, kto ci przyłożył!

Tato, tylko to cię interesuje? krzyknął Krzysztof. Czyli to, że mnie dwadzieścia lat nie było, znaczy, że mogłem nie przyjeżdżać?

A po co tu zdrajcy jesteś potrzebny? odpowiedziała Bronisława.

Dlaczego niby jestem zdrajcą?

Bo tak! krzyknął ktoś trzeci z głębi kuchni.

A to kto taki odważny? wściekł się Krzysztof.

Z cienia wyłoniła się postać.

To ten dureń mi siniaka zrobił! krzyknął Krzysztof, wskazując na chłopaka.

Brawo, wnuku! uśmiechnął się Mieczysław. Nie przepuściłeś okazji!

Co za wnuk? odskoczył Krzysztof.

A taki! Bronisława zasłoniła chłopaka. Twój syn! Porzucony!

Nie mam syna! odparł emocjonalnie Krzysztof. I nigdy nie miałem! A gdybym miał, wiedziałbym!

To przypomnij sobie, dlaczego dwadzieścia lat temu uciekłeś ze wsi! powiedział Mieczysław z drżeniem w głosie.

***

Krzysztof nie nazywał swojego wyjazdu ze wsi dwadzieścia lat temu ucieczką. Wyjazd był zaplanowany. Tyle że wyjechał nieco wcześniej. Miało to kilka powodów.

Jechał bardzo daleko, prawie przez cały kraj. I jechał się uczyć. A wcześniej postanowił wyjechać, żeby nie tylko się urządzić na miejscu, ale też znaleźć pracę na czas nauki.

Tak, miał stypendium, ale raczej nie starczyłoby na normalne życie. A prosić rodziców o pomoc było wstyd. Bo pieniędzy wysłać nie mogli, tylko paczki. A jak tu paczki wysyłać?

Ale był i drugi powód. Niedługo przed wyjazdem Krzysztofa we wsi zaczęło się dziać coś niepokojącego. Gdyby został jeszcze dwa tygodnie, mógłby w ogóle nigdzie nie wyjechać. Narzeczone się rzucały. Właśnie przed nimi wolał uciec.

Na pytanie: Dlaczego? odpowiedź była prosta:

Chcę związać życie z morzem! A zostawić żonę w domu, gdy ja będę na rejsie to nie dla mnie. Nie chcę rogów nosić!

A morze pojawiło się w życiu Krzysztofa przypadkiem.

Po szkole postanowił najpierw oddać dług ojczyźnie, a potem zdecydować, kim zostać. I trafił na flotę. Rok służby wystarczył, by zrozumiał, że ziemia to nie jego miejsce!

Gdy wrócił do domu, w kieszeni miał już skierowanie do szkoły morskiej. A gdy się nauczy, zostanie mechanikiem okrętowym.

Ale przed rozpoczęciem nauki postanowił się wyszumieć, żeby potem nie ciągnęło.

Jak się wyszumiewają chłopaki po wojsku, nie trzeba opowiadać. Hamulcem jest tylko utrata przytomności. Resztę czasu to wyczyn za wyczynem.

Krzysztof, gdy już coś pojął, napatrzył się na takich hulaków.

Przychodzi z wojska dumny jak paw, myśli, że świat przewróci. A potem obrączka na palec, i łańcuchem do ciężaru żona, dzieci, gospodarstwo.

I z pawia zamienia się w koguta domowego, gotowego do garnka.

Krzysztof nie chciał takiego losu. I choć hulał, zawsze pilnował portek. Nawet sobie pasek drutem skręcał.

Tak, były problemy z potrzebą, ale lepiej się pomęczyć, niż całe życie cierpieć!

A jego osoba zyskała popularność wśród wiejskich panien. Młody, perspektywiczny, z planem na życie. A najważniejsze w żadnych podejrzanych związkach nie był widziany.

Samego Krzysztofa atakowano zewsząd. Zap

Rate article
Fajna Tajna
– O, a kto to się zjawił, na kogo nie czekaliśmy! – krzyknął Marek Kowalski. – Możesz się zaraz wynosić! – Tato, co ty wygadujesz?