Tobie się nudzi to sobie rób powiedziała Kasia, krzyżując ramiona. Mamo, urodziłaś dla siebie, nie dla mnie, więc zajmij się swoim Jasiem sama. Ja muszę się wyspać przed szkołą.
Krzysiu, nie proszę cię tak często. Tylko raz, żebyś go odprowadził. W końcu to pierwszy września, wszyscy będą z rodzicami…
Właśnie, z rodzicami przerwał jej syn. A gdzie byli moi, gdy miałem swoje akademie? Zawsze z malcem. Niech teraz sam idzie, świat się nie zawali.
Nie zawsze… Tylko parę razy tak wyszło… Nie specjalnie…
No to teraz też tak wyszło odparł spokojnie Krzysztof, popijając herbatę.
Kasia poczuła się zaskoczona. Nie spodziewała się takiego oporu. W końcu oni go utrzymują, a on nawet nie chce pomóc w rodzinnych sprawach.
Słuchaj zaczęła, marszcząc brwi. Żyjesz w rodzinie, a w rodzinie trzeba sobie pomagać. My z ojcem pomagamy tobie dajemy kieszonkowe, gotujemy, sprzątamy, nawet w twoim pokoju. Więc bądź tak miły i odwdzięcz się.
Nie prosiłem, żebyście sprzątali mój pokój. I bez kieszonkowego też dam radę. Mam osiemnaście lat, nie jestem już dzieckiem ani niańką. Moje zdanie też się liczy.
Po tych słowach wziął kubek i wyszedł do swojego pokoju. Kasia została sama z ciężarem na sercu i goryczą, że jej syn stał się egoistą.
Kiedy to się stało?
Jej pierwsze małżeństwo nie było udane. Ojciec Krzysztofa nigdy nie dorósł wolał wylegiwać się na kanapie, grać i przeglądać telefon, niż budować rodzinę. Czasem pracował, ale zarabiał grosze. W końcu Kasia wzięła rozwód i wróciła do matki.
Gdy wyszła za mąż po raz drugi, Krzysiek miał pięć lat wiek, w którym dziecko jeszcze akceptuje nowego ojca. Tomek szybko nawiązał z nim kontakt i wkrótce został tatą.
A gdy Krzysiek skończył dziesięć lat, urodził się Jaś. Pewnie od tego momentu wszystko zaczęło się psuć, choć Kasia wtedy tego nie widziała.
Wtedy po raz pierwszy Krzysiek poszedł sam na rozpoczęcie roku. Kasia po porodzie ledwo wstawała z łóżka, Tomek pracował, a dziadkowie byli za daleko jedni w Poznaniu, drudzy na działce.
Krzyśku, tak wyszło… Dasz radę sam, prawda? spytała przepraszająco. Bardzo chciałabym iść z tobą, ale widzisz…
Widzę westchnął. Nic się nie stało. Już nie jestem mały.
Wtedy wydawało jej się, że wszystko w porządku. Może był smutny, ale poszedł, nie narzekał. Jak się okazało zapamiętał to dobrze.
Trzy lata później historia się powtórzyła. Tym razem Kasia nie poszła, bo Jaś złapał infekcję w przedszkolu.
Chorował często. Raz nawet przyniósł ospę akurat przed wycieczką Krzysztofa do Krakowa. Został w domu.
Mamo, rozumiem, ale mam dość chorowania. Może odizolujesz malca? zapytał zirytowany, gdy smarowała mu plasty.
Jesteśmy rodziną… Gdzie ja, tam i on. A ja gotuję, sprzątam… Nie da się całkiem się odseparować.
Z jednej strony rozumiała syna. Z drugiej uważała to za nieuniknione.
Z czasem Krzysiek zaczął się opierać, gdy prosiła o pomoc. Najpierw zwlekał, potem robił tak, by sama wolała to zrobić. Kasia zrzucała to na karb dorastania. Nawet gdy zaczęły się kłótnie.
Dlaczego mam sprzątać salon, skoro tam nie bywam? To wy z Jasiem tam siedzicie, więc wy ścierajcie kurz.
Ale jadasz w kuchni odparła. A sprząta



