*Zapomnieliście nas zaprosić na imprezę*
Kasia kochała swojego męża całym sercem. Uważała, że ma ogromne szczęście, że trafiła właśnie na niego. Wojtek był troskliwy, czuły i zawsze starał się dla niej jak mógł najlepiej.
Niestety, z jego rodziną już tak różowo nie było. Mówi się, że w każdej rodzinie znajdzie się czarna owca. U Wojtka sprawa wyglądała dokładnie na odwrót to on był jedyną normalną osobą, podczas gdy reszta rodziny zachowywała się no, powiedzmy, specyficznie.
Weźmy na przykład teścia. Za każdym razem, gdy widział Kasię, oznajmiał, że trochę jej przybyło i czy przypadkiem nie chowa kogoś pod swetrem. A Kasia była wysportowana i nie przytyła ani grama od ślubu. Ale Ryszarda to nie interesowało. Jego ulubiony żart był jak pogoda w telewizji zawsze ten sam, niezależnie od rzeczywistości. Nawet gdyby Kasia schudła dziesięć kilo, i tak usłyszałaby to samo.
Do tego miał zwyczaj opowiadać niesmaczne żarty, po których Kasia chowała się w sobie jak ślimak w skorupie. A widok teścia przechadzającego się po domu w samych gaciach tylko pogarszał sprawę.
Teściowa, Bożena, uwielbiała pouczać innych, nawet w tematach, o których nie miała zielonego pojęcia. Wykładała Kasi, jak się ubierać modnie, jaką fryzurę wybrać, a nawet jaki kolor szminki pasuje do jej typu urody. Gdy Kasia i Wojtek wprowadzili się do nowego mieszkania, Bożena urządziła przegląd z krytyką włącznie. Wtykała nos w każdy kąt, objaśniając, jak powinno to wyglądać naprawdę.
A potem była siostra Wojtka, Kinga wieczna wolna dusza z dwójką dzieci od różnych ojców, z którymi nigdy nie łączyły jej poważne relacje. Ciągnęła swoje maluchy wszędzie i jako matka samotnie wychowująca oczekiwała, że świat będzie jej usługiwał. W autobusie miejsce dla niej. W kolejce przepuścić ją pierwszej. W restauracji obsłużyć natychmiast.
Mimo że dostawała alimenty, korzystała z zasiłków i mieszkała u rodziców, Kinga nieustannie polowała na darmowe gratyfy. Zabierała nawet rzeczy, których nie potrzebowała, bo sama myśl o okazji napędzała ją jak turbo. W efekcie jej mieszkanie tonęło w pieluchach (które dzieci dawno już wyrosły), stosach niepotrzebnych ubrań i zabawek. Twierdziła, że buduje biznes brać za darmo, udawać biedną, a potem sprzedawać z zyskiem.
Jej dzieci były rozpieszczone i bezczelne, ale przy takiej matce trudno się dziwić. Gdy tylko przyszły do kogoś w gości, od razu szukały słodyczy, zaglądały do szafek i zabierały, co im się podobało. Kinga nigdy ich za to nie upomniała.
Kasia z dreszczem wspominała ich jedyną wizytę na nowym mieszkaniu. Kinga przyniosła wtedy prezent zestaw do herbaty, najpewniej z jakiejś zbiórki charytatywnej. A gdy tylko wyszli, okazało się, że zniknęły wszystkie słodycze, nowa waza była rozbita, a na zasłonach pozostały ślady czekolady. Przynajmniej Kasia miała nadzieję, że to była czekolada.
Nic więc dziwnego, że gdy zbliżały się jej urodziny, postanowiła nie zapraszać rodziny Wojtka. Inaczej impreza skończyłaby się katastrofą. Teść wygłosiłby swoje urocze komentarze, teściowa zaczęłaby prawić morały, a Kinga wyłudzałaby rzeczy dla dzieci, które w międzyczasie zamieniłyby mieszkanie w pobojowisko.
Oczywiście, Kasia czuła pewne wyrzuty wobec męża, ale liczyła, że zrozumie.
Wojtek, chciałabym obchodzić urodziny u siebie. Zaproszę rodziców i kilku znajomych.
Spoko, nie ma problemu. W końcu nie remontowaliśmy mieszkania dla widoków, prawda? uśmiechnął się.
No właśnie. Teraz wygląda jak studio fotograficzne. Ale
Co? zmarszczył brwi.
Proszę, nie gniewaj się. Nie chcę zapraszać twoich rodziców.
Wojtek westchnął i kiwnął głową.
Przepraszam, ale naprawdę ciężko mi z nimi. A na moje urodziny chcę się zrelaksować, a nie być w ciągłym napięciu. mówiła z przepraszającym spojrzeniem.
Rozumiem cię w zupełności. Nie musisz się tłumaczyć. Oni bywają trudni.
Nie jesteś zły?
Ani trochę. To twój dzień ma być tak, jak chcesz.
Kasia po raz kolejny upewniła się, że jej mąż to najwspanialszy człowiek na świecie. Czasem zastanawiała się, czy nie został adoptowany to by wszystko wyjaśniało.
Nie powiedziała teściom o imprezie, tłumacząc, że tym razem spędzą dzień we dwoje. Nawet poprosiła Wojtka, żeby nic im nie mówił.
Ale w końcu się dowiedzieli. Bożena zadzwoniła do matki Kasi w sprawie pracy i przez przypadek wygadała się o urodzinach.
No tak, wasza córka pokazała, co o nas myśli! wrzeszczała Bożena. Nie jesteśmy dla niej wystarczająco dobrzy?!
Mamo próbował ją uspokoić Wojtek Kasia po prostu chciała spędzić czas ze swoimi rodzicami i przyjaciółmi. To jej urodziny, niech zdecyduje sama. Gdyby robiła większe przyjęcie, na pewno by was zaprosiła.
Aha, już rozumiem! I przekaż swojej żonie, że jesteśmy *straszliwie* obrażeni!
Matka rzuciła słuchawką, a Wojtek tylko pokiwał głową. Doskonale rozumiał Kasię. Może nie wypadało tak mówić, ale zawsze wstydził się swojej rodziny. I nie chciał, żeby Kasia też przez to cierpiała.
Postanowił więc nic nie mówić, żeby nie psuć jej dnia. Opowie o telefonie dopiero po imprezie.
Rankiem, gdy Kasia kończyła dwadzieścia sześć lat, Wojtek wręczył jej bukiet róż i bon do spa. Wiedział, że jest zmęczona ślub, remont, przeprowadzka, a do tego nadgodziny w pracy. Zasłużyła na odpoczynek.
Goście zaczęli schodzić się po południu. Kasia postawiła na elegancką kolację, idealną stylizację i nienaganną fryzurę. Wyglądała pięknie i z radością wyczekiwała miłych wspomnień.
Nie spodziewała się jednak, co zaraz nastąpi.
Gdy wszyscy już siedzieli przy stole, rozległo się pukanie do drzwi.
To pewnie tort! zerwała się Kasia Zapomniałam, że zamówiłam go na ostatnią chwilę.Kiedy otworzyła drzwi z wymuszonym uśmiechem, stanęła twarzą w twarz z całą rodziną Wojtka teściowie z minami obrażonych władców, Kinga z dziećmi już sięgającymi po portfel na półce i wypchanymi kieszeniami ciastek a Wojtek, westchnąwszy głęboko, sięgnął po telefon, by zamówić taksówkę, która odwiezie ich wszystkich z powrotem tam, skąd przyjechali.



