Nie patrz tak na mnie! Nie chcę tego dziecka. Zabierz go!” – nieznajoma wrzuciła mi nagle nosidełko w ręce. Byłam w szoku i kompletnie zaskoczona.

Nie gap się tak na mnie! Nie chcę tego dziecka. Masz, bierz! obca kobieta po prostu wcisnęła mi w ręce wózek spacerowy. Stałam jak wryta, nie pojmując, o co chodzi.

Z mężem, Wojtkiem, zawsze żyliśmy jak para gołębi rzadko się kłóciliśmy, a ja starałam się być wzorową panią domu. Pobraliśmy się jeszcze na studiach w Poznaniu, potem przyszły bliźniaczki Zosia i Hania. Gdy podrosły, założyliśmy małą firmę z meblami. Pomagałam sporadycznie, bo głównie zajmowałam się dziećmi i gotowaniem. Ach, te moje kulinarne eksperymenty! Wojtek zawsze czekał na weekend, żeby skosztować nowej zapiekanki czy bigosu. Dziewczynki też uwielbiały te degustacje.

Nigdy nie przyszło mi do głowy, że ten człowiek mógłby mnie zdradzić. A jednak Ostatni rok był ciężki firma ledwo zipiała, oszczędzaliśmy na wszystkim. Wojtek jeździł po Polsce, szukając klientów. Dziewczynki poszły do pierwszej klasy, więc byłam z nimi w domu.

Pewnego wieczoru, gdy wracaliśmy z pracy, nagle przed blokiem stanęła jakaś kobieta. Wysiedliśmy, a ta jak burza podbiegła i wtłoczyła mi w ręce nosidełko.

Nie patrz tak na mnie! Nie potrzebuję tego dziecka, skoro on nie chce być ze mną! Zabieraj je! wrzeszczała, wskazując na Wojtka.

Stałam jak słup soli.

Obiecałeś, że zostawisz ją dla mnie! Skoro nie, to i dziecko mi niepotrzebne! rzuciła jeszcze, splunęła pod buty i odeszła, trzaskając drzwiami od klatki.

Przez dobrych pięć minut trzymałam to nosidełko, zanim dotarło do mnie, co się stało. Nie musiałam pytać Wojtka po jego minie wszystko było jasne. W mieszkaniu, w ciszy, odkryliśmy malucha. Chłopczyk, może z dwa tygodnie życia.

Odbierzesz dziewczyny ze szkoły i kupisz, co napiszę dla dziecka powiedziałam sucho. Wojtek tylko skinął głową.

Minęło osiemnaście lat. Wielu znajomych dziwiło się, czemu wychowuję obce dziecko, skoro mam już córki. Nigdy nie dopytywałam o tamtą kobietę. Wychowałam chłopca jak swojego. Zosia i Hania uwielbiały młodszego brata, a my nigdy nie ukrywaliśmy przed nim prawdy. Gdy dorósł, spokojnie przyjął całą historię nawet nie spytał o biologiczną matkę.

A ja? Byłam szczęśliwa. Troje dzieci, które nas kochały. Z Wojtkiem relacje były nadszarpnięte, ale starał się to naprawiać.

W dniu osiemnastych urodzin Krzysia urządziliśmy przyjęcie. Córki miały przyjechać z mężami obie już dawno wyprowadziły się z domu. Gdy mieliśmy zasiąść do stołu, zadzwonił dzwonek. Przez cały dzień coś mnie uwierało i nie bez powodu. Na progu stała chuda kobieta ta sama sprzed lat.

Chcę zobaczyć syna warknęła.

Nie ma tu pani syna odpowiedzieliśmy jednocześnie z Krzyśkiem.

Drzwi zatrzasnęły się, a ja ledwo powstrzymałam łzy. Byłam dumna, że mam takiego syna nawet jeśli nie był mój z krwi.

Rate article
Fajna Tajna
Nie patrz tak na mnie! Nie chcę tego dziecka. Zabierz go!” – nieznajoma wrzuciła mi nagle nosidełko w ręce. Byłam w szoku i kompletnie zaskoczona.