A dokąd to? Kto nam obiad ugotuje?
Co ty wyrabiasz? Gdzie się wybierasz? Kto teraz zadba o nasze jedzenie? zapytal zdumiony mąż, widząc, co robi Zofia po sprzeczce z jego matką.
Zofia spojrzała przez okno. Ponura, szara aura, choć wiosna już powinna rozkwitać. W ich małym miasteczku na Podlasiu słońce gościło rzadko. Może dlatego miejscowi mieli tak przygnębione twarze i mało kto się do uśmiechu nakłaniał.
Ona sama zauważyła, że coraz częściej marszczyła brwi, a zmarszczki na czole dodawały jej lat.
Mamo! Idę na spacer! zawołała córka, Kinga.
Dobrze skinęła głową Zofia.
Co dobrze? Daj mi pieniądze.
A co, spacery już płatne? westchnęła.
Mamo! Nie przesadzaj! zirytowała się Kinga. Czekają na mnie, no! Szybciej! Dlaczego tak mało?
Na lody starczy.
Jesteś straszną skąpą rzuciła Kinga i wybiegła, zanim matka zdążyła odpowiedzieć.
Zofia pokręciła głową. Przypomniała sobie, jaka była Kinga przed tym, zanim wkroczyła w wiek buntu.
Zosiu, jestem głodny! Kiedy wreszcie coś zjesimy? rozległ się zniecierpliwiony głos męża, Kazimierza.
Jedz odparła obojętnie, stawiając garnek na stole.
A podasz? zapytał.
Zofia ledwie nie upuściła łyżki. Czy on naprawdę nie potrafi sam sobie nalać?
Jadło stoi w kuchni. Jeśli chcesz, to jedz. Jeśli nie twoja sprawa powiedziała, siadając sama.
Po kwadransie Kazimierz zjawił się w kuchni.
Zimne obrzydliwe.
Siedziałeś tyle, to się ostudziło.
Prosiłem cię! Zero serca, zero troski! Wiesz przecież, że teraz mecz leci! warknął, wrzucając kawałek mięsa do ust. Niejadalne.
Zofia tylko przewróciła oczami. Od kiedy zaczął śledzić każdy mecz, stał się nie do zniesienia. Zakłady, gadżety, drogie wyjazdy na stadiony Wciągnął się w to, choć w młodości nawet piłki nie kopnął.
Nie usiadłszy nawet na chwilę, Kazimierz złapał piwo na poprawę humoru, paczkę chipsów z głodu i wrócił przed telewizor. A Zosia została w kuchni, by zmywać stos brudnych naczyń.
Nikt nie doceniał jej wysiłku.
Była wykończona po dyżurze pracowała jako starsza pielęgniarka w szpitalu. Codziennie stres w pracy, a w domu zamiast odpoczynku kolejna zmiana: podaj, przynieś, posprzątaj.
Jest coś do picia? mąż sięgnął do lodówki po kolejne piwo. Dlaczego pusto?
Wszystko wypiłeś! Mam ci to jeszcze kupować? Wstydź się, Kaziu! nie wytrzymała Zofia.
Ale z ciebie przewrażliwiona prychnął i trzaskając drzwiami, wyszedł po zapasy na kolejny mecz.
Zofia postanowiła położyć się spać, bo następnego dnia czekał ją kolejny dyżur. Ale sen nie przychodził. Martwiła się o Kingę gdzie się włóczy, z kim przebywa? Na dworze dawno zapadła noc, a córki wciąż nie było. Nie chciała dzwonić, bo wiedziała, jak to się kończy.
Czy ty mnie kompromitujesz przed znajomymi?! Przestań dzwonić! krzyczała Kinga przez telefon. Po takich rozmowach Zofia przestała próbować, pocieszając się, że córka skończyła już osiemnaście lat. Nie chciała pracować ani studiować. Skończyła szkołę i szukała siebie.
Ledwie zamknęła oczy, gdy obudził ją wrzask męża. Ktoś strzelił gola. Potem zaczął głośno rozprawiać o meczu z sąsiadem, który wpadł na piwo i został na dłużej. Sąsiad przyprowadził dziewczynę i zaczęli kibicować we troje. O północy wróciła Kinga, brzęknęła talerzami, postukała butami i poszła spać. Gdy wreszcie zapanowała cisza i Zofia mogła zasnąć, kot zaczął miauczeć, domagając się jedzenia.
Czy w tym domu nikt poza mną nie potrafi nakarmić kota?! wybuchnęła Zofia, rozdrażniona migreną i bezsennością. Chciała, by ją usłyszano, ale Kinga miała słuchawki na uszach i tylko pokręciła głową. Kazimierz zaś chrapał przed telewizorem z pustą puszką w dłoni.
Mam dosyć naprawdę mam już dość! pomyślała Zofia.
Następnego dnia obudził ją telefon od teściowej.
Zosiu, pamiętasz, że czas sadzić ziemniaki? I trzeba by do domku na wsi zajrzeć posprzątać trochę.
Pamiętam westchnęła.
No to jutro jedziemy.
Jedyne wolne Zofia spędziła na działce pod czujnym okiem teściowej.
Jak ty zamiatasz?! Trzeba trzymać miotłę inaczej! pouczała teściowa, siedząc wygodnie na ławce.
Pani Jadwigo, mam prawie pięćdziesiąt lat, dam sobie radę odparła Zofia.
Mój Kazio by tak nie zrobił
A gdzie jest pani syn? Czemu to nie on przywiózł panią na działkę? Czemu jedziemy trzy godziny autobusem? A pani wciąż tylko Kazio, Kazio
On jest zapracowany.
A ja nie?
I wtedy się zaczęło Zofia pożałowała, że się odezwała. Jadwiga kochała sprawiedliwość, ale tylko swoją wersję. Całe życie wychwalała Kazimierza, a Zosia była dla niej jak wół roboczy, którego cierpliwie tolerowała.
Wracały do domu, każda w innym końcu autobusu. Nazajutrz teściowa poskarżyła się synowi, a ten wpadł w furię.
Jak śmiałaś podnieść głos na moją matkę?! wrzasnął Kazimierz. Gdyby nie ona
Co? skrzyżowała ręce Zofia. Czuła, że nie zniesie już dłużej tego traktowania.
Dalej harowałabyś w tej przychodni! przypomniał, że to Jadwiga załatwiła jej lepszą posadę w szpitalu. Pieniądze były większe, ale kosztowały ją zdrowie i nerwy. Nieraz żałowała, że się zgodziła. Co ty robisz?! urwał nagle, widząc, co Zofia wzięła do ręki.
Zofia zrobiła coś, czego Kazimierz się nie spodziewał.



