Mądra teściowa: Sekrety harmonii w rodzinie

Mądra teściowa
Gdy najmłodszy syn się ożenił, starsze dzieci już dawno się wyprowadziły córka wyjechała za mąż do Poznania, a syn wyjechał do pracy na Zachód. Jadwiga zawsze wiedziała, że starsi nie zagrzeją długo miejsca w wiosce córka kochała eleganckie życie, od dziecka obklejała ściany wycinkami z magazynów, a syn mapami świata, marząc nie o oborze i ogrodzie, lecz o dalekich krajach. Ale najmłodszy, Jarek, zawsze był jej chłopcem, i gdy mąż zmarł, powiedział:
Mamo, nigdy cię nie zostawię. Zawsze będę z tobą mieszkał.
Stała wtedy na skraju grobu i powtarzała jak ja bez ciebie, Stasiu, jak ja bez ciebie. Córka też płakała, starszy syn stał jak lód, a Jarek, który ledwo skończył dwanaście lat, cały pogrzeb przetrwał u jej boku, podsuwając jej swoje wątłe ramię. Dotrzymał słowa nawet gdy się uczył, prawie co weekend wracał do domu. Dlatego szukał żony, która zgodzi się mieszkać z nim na wsi. Dom postawił, choć na innej ulicy, bo blisko miejsca nie było. Zapraszał matkę do siebie, ale Jadwiga odmówiła po co w domu dwie gospodynie?
Synową nazywano Zosia. Miała wielkie niebieskie oczy i długie, sięgające pasa włosy. Przywiózł ją Jarek z miasta uczyli się razem, i, jak wyznał matce, już wtedy się nią interesował, ale ona go nie zauważała. A teraz zauważyła. Wesele było huczne, wesołe zjechała się cała rodzina. Jadwidze synowa się podobała dobra dziewczyna, od razu widać, że ma charakter, a taki właśnie Jarkowi był potrzebny. A że delikatna i w domu nic nie umie? Nic nie szkodzi Jadwiga ją nauczy.
Pierwsza kłótnia wybuchła tydzień później, gdy Jadwiga przyszła pomóc ugotować zupę, bo Jarek bez zupy się nie obejdzie od dziecka miał słaby żołądek. Zosia nakrzyczała na teściową, że ma brudne ręce, a nimi chleb dotyka. No i czym Jadwiga miała go dotykać? Nie kłóciła się, wyszła, a wieczorem Jarek poprosił, by więcej nie przychodziła, gdy go nie ma Zosia się denerwuje.
Nie gniewaj się, mamo, Zosia jest w ciąży, dlatego się martwi tłumaczył.
I Jadwiga się nie gniewała. Wnuki to dobrze, będzie czym zatkać dziurę w sercu, bo odkąd dzieci wyjechały, w środku czuła tylko pustkę.
Po położnicę przyjechali rodzice, przyjaciółki i siostra. Jadwiga próbowała zauważyć, że nie trzeba tylu osób do noworodka, ale Zosia nazwała ją zabobonną i znacząco spojrzała na męża. Jarek poprosił matkę, by nie wymyślała, lepiej zrobić wszystkim herbatę, bo droga była męcząca. Jadwiga zrobiła. I wszystkich nakarmiła, i naczynia pozmywała. A sama zerkała na wnuczkę taka malutka, taka śliczna, tak by ją wziąć na ręce!
Mogę potrzymać? zapytała.
Zosia spojrzała na jej dłonie i powiedziała:
Tylko najpierw umyj.
Przecież właśnie zmywałam!
Właśnie dlatego! Co za niechlujstwo!
Rodzice Zosi wpatrywali się w Jadwigę, i zrobiło się jej głupio może naprawdę czegoś nie rozumie.
Wnuczkę w końcu potrzymała. Jak słodko pachniała! Cudowna dziewczynka. Co więcej, Zosia zmieniła zasady pozwoliła teściowej przychodzić, gdy Jarka nie było, bo sama nie zdążyłaby z domem. Jadwiga była rada. Choć synowa zawsze znalazła sposób, by ją ukłuć, a wnuczkę prawie nie dawała na ręce, Jadwiga się przyzwyczaiła. Obrażała się, ale cóż syn ją taką pokochał, więc i ona musi się dostosować. Jedynie zabolało ją, gdy Zosia nie wzięła różowego kombinezonu, który Jadwiga kupiła dla wnuczki.
Na targu go kupiłaś? Moja córka nie będzie takiego nosić! Poza tym już ciepło, nie ma co dziecka w kombinezonie przegrzewać, wiosna za oknem!
Dziewczynkę nazwano Anią, po siostrze, a Jarek obiecał, że następna córka będzie na cześć teściowej. Jadwiga wątpiła, by Zosia chciała rodzić wiele dzieci, więc specjalnie się nie nastawiała. Ale tu się pomyliła.
Gdy świętowali pierwsze urodziny Ani, Zosia i Jarek przytulili się i ogłosili, że czekają na kolejne dziecko. Matka Zosi jęknęła, że za wcześnie, a Jadwiga wtrąciła, że u niej między dziećmi też była mała różnica i nic. Siostra niechętnie zacięła usta zawsze tak robiła, gdy Jadwiga coś mówiła. W końcu wszyscy się ucieszyli, winszowali młodym. Zosia się zarumieniła, mówiąc, że chce chłopca.
I tak się stało. Urodził się chłopiec, którego nazwano Staś, i Jadwiga się rozpłakała nawet nie marzyła, że wnuka nazwą po dziadku.
Do wnuka bardzo się przywiązała. Drugi poród był trudny, i Zosia w końcu przestała się opierać pozwalała teściowej pomagać w domu i zajmować się wnukami, zwłaszcza małym, który właściwie cały pierwszy rok spędził na jej rękach.
Zosia leżała w łóżku i narzekała na ból głowy. Sporo przytyła, nie mogła zrzucić wagi i oskarżała teściową, że piecze ciasta. No jak bez ciast, skoro Jarek je tak kocha? Zresztą Jadwiga wcale nie uważała, że Zosia jest gruba. Ot, zaokrągliła się, ale to nawet dobrze. Ale ciast przestała piec.
Trzecim był Wituś. Biały, wątły patrzeć bez łez się nie dało. Jadwiga spodziewała się, że Zosia znów na pół roku położy się do łóżka, ale się myliła synowa pielęgnowała Witusia z zapałem, jakiego Jadwiga u niej nigdy nie widziała. Nauczyła się wtedy gotować, robić masaże, utrzymywać czystość. Jadwiga zabierała starsze dzieci do siebie, więcej pomocy nie było potrzeby.
Dzieci rosły, Wituś wciąż był chorowity, więc Jadwiga pomagała też ze szkołą, zwłaszcza gdy w wiosce zaginęła dziewczynka. Szukano jej długo przyjechała policja, ochotnicy z psami. Znaleziono ją miesiąc później w rzece. I nie sama tam trafiła Jarek się wtedy przestraszył i poprosił matkę, by odprowadzała dzieci do szkoły. Po lekcjach odbierała je Zosia lub on, jeśli wcześniej skończył pracę.
Wituś miał jakąś rzadką chorobę. Jadwiga próbowała się dowiedzieć od syna,

Rate article
Fajna Tajna
Mądra teściowa: Sekrety harmonii w rodzinie