Gdzie tak pędzisz? A kto nam obiad ugotuje?

**Dziennik, 15 maja**

Gdzie lecisz? Co ty wyprawiasz? A kto nam obiad ugotuje? zdziwił się mój mąż, widząc, jak Jadwiga pakuje torbę po kłótni z moją matką

Jadwiga spojrzała przez okno. Szaro, ponuro, choć to już wiosna. W naszym małym miasteczku na Podlasiu słońce gości rzadko. Może dlatego ludzie są tacy markotni i mało rozmowni.

Sam zauważyłem, że coraz częściej na twarzy żony gości grymas zniecierpliwienia, a zmarszczka między brwiami dodaje jej lat.

Mamo! Wychodzę! krzyknęła nasza córka, Zosia.

Dobrze mruknęła Jadwiga.

Co dobrze? Daj mi pieniądze.

Spacer nagle płatny? westchnęła.

Mamo! No przecież wiesz! Zosia straciła cierpliwość. Czekają na mnie! Szybciej! Dlaczego tak mało?

Na lody starczy.

Jesteś skąpa rzuciła Zosia i wybiegła, zanim matka zdążyła odpowiedzieć.

Jadwiga pokręciła głową. Pamiętała, jaka słodka była Zosia, zanim wkroczyła w wiek buntu.

Jadziu, jestem głodny! Kiedy wreszcie coś zjesz? warknąłem, wchodząc do kuchni.

Jedzenie stoi na stole odparła obojętnie, stawiając talerz.

A podasz? spytałem.

Jadwiga omal nie upuściła garnka.

W kuchni się je, Wojtku. Jak chcesz, to jedz, jak nie to nie powiedziała, siadając sama.

Po kwadransie wróciłem.

Zimne obrzydliwe.

Szybciej się zbieraj.

Prosiłem cię! Zero serca, zero troski! Przecież wiesz, że oglądam mecz! wrzuciłem kawałek kurczaka do ust. Niesmaczne.

Jadwiga tylko przewróciła oczami. Z tymi meczami stałem się nie do zniesienia. Zakłady, gadżety, drogie bilety Wciągnąłem się, choć w młodości sport mnie nie interesował.

Nie usiadłem nawet na minutę. Chwyciłem piwo, paczkę chipsów i wróciłem do telewizora. A Jadzia została w kuchni, by zmywać naczynia.

Nikt nie doceniał jej pracy.

Wracała zmęczona po dyżurze w szpitalu. Codziennie stres, a w domu zamiast odpoczynku kolejna zmiana: podaj, przynieś, posprzątaj.

Jest coś do picia? sięgnąłem do lodówki. Czemu pusto?

Wszystko wypiłeś! Mam ci to jeszcze kupować? Miej trochę wstydu! wybuchnęła.

Jaka wrażliwa prychnąłem i wyszedłem po nowe zapasy.

Jadwiga położyła się spać, bo następnego dnia czekała ją masa pracy. Ale zasnąć nie mogła. Martwiła się o Zosię gdzie była, z kim? Na dworze ciemno, a jej wciąż nie ma. Nie chciała dzwonić, bo to zawsze kończyło się awanturą.

Kompromitujesz mnie przed znajomymi! Przestań dzwonić! wrzeszczała Zosia przez telefon. Po takich scenach Jadwiga przestała próbować, tłumacząc sobie, że córka ma już 18 lat. Nie chciała ani pracować, ani studiować. Skończyła szkołę i szukała siebie.

Ledwie Jadwiga zamknęła oczy, obudziły ją moje krzyki. Ktoś strzelił gola. Potem zacząłem głośno komentować mecz z sąsiadem, który wpadł na piwo. Przyprowadził swoją dziewczynę, i tak kibicowaliśmy we troje. O północy wróciła Zosia, brzdęknęła talerzami i poszła spać. Gdy w końcu zrobiło się cicho, nasz kot, Mruczek, zaczął domagać się jedzenia.

Czy w tym domu ktoś oprócz mnie może nakarmić kota?! Jadwiga wyskoczyła z sypialni. Zosia miała słuchawki na uszach i tylko pokręciła palcem przy skroni. Ja chrapałem przed telewizorem z puszką w garści.

Mam dość naprawdę mam dość! pomyślała pewnie.

Następnego dnia obudził ją telefon od teściowej.

Jadziu, pamiętasz, że trzeba posadzić warzywa? I dom na wsi posprzątać.

Pamiętam westchnęła.

No to jutro jedziemy.

Jedynego wolnego dnia Jadwiga spędzała na działce pod czujnym okiem teściowej.

Jak ty zamiatasz?! Trzeba trzymać miotłę inaczej! pouczała teściowa, siedząc wygodnie na ławce.

Mam prawie pięćdziesiąt lat, Pani Halino, dam sobie radę odparła Jadwiga.

Mój Wojtek by tak nie zrobił

A gdzie jest pani syn? Czemu nie przyjechał? Nie zawiózł mamy na działkę? Czemu jedziemy trzy godziny autobusem? A pani wciąż tylko Wojtek, Wojtek

On jest zmęczony.

A ja? Myśli pani, że nie jestem?

I zaczęło się Jadwiga pożałowała słów. Halina kochała sprawiedliwość swoją sprawiedliwość. Całe życie wychwalała mnie, a Jadzię traktowała jak służącą.

Wróciły do domu w milczeniu, każda w innym końcu autobusu. Nazajutrz teściowa poskarżyła się na synową, a ja wpadłem w furię.

Jak śmiałaś podnieść głos na moją matkę?! wrzasnąłem. Gdyby nie ona

Co? Jadwiga skrzyżowała ręce. Wiedziała, że więcej nie zniesie.

Dalej harowałabyś w przychodni! przypomniałem, że to mama załatwiła jej lepszą pracę w szpitalu. Wyższa pensja, ale i więcej stresu. Nieraz żałowała tej zmiany.

Co robisz? zaniemówiłem, widząc, co zrobiła.

Jadwiga zrobiła coś, czego nikt się nie spodziewał

**Lekcja na dziś:** Czasem cisza jest głośniejsza niż krzyk. A cierpliwość nawet największa ma swoje granice.

Rate article
Fajna Tajna
Gdzie tak pędzisz? A kto nam obiad ugotuje?