Gdybyś tylko spotkała porządnego faceta

*Dziennik*

Kiedy w końcu kupicie mieszkanie? głos Barbary brzmiał stanowczo, niemal natarczywie. Siedziała na kanapie w wynajętym kawalerku, gdzie Kasia z Markiem mieszkali od trzech lat, i patrzyła na córkę tak, jakby ta popełniła zbrodnię.

Ile można się męczyć w wynajętym?

Kasia westchnęła i odwróciła się w stronę okna. Te rozmowy już dawno przestały być tylko nieprzyjemne stały się torturą. Od dnia, kiedy wyszła za mąż za Marka, matka zaczęła naciskać. Że wybrała nie tego. Że Marek nie ma mieszkania, pieniędzy, niczego. Po co jej taki mąż? I przez te trzy lata Barbara wypytuje, kiedy wreszcie kupią własne mieszkanie, dlaczego wciąż wynajmują, czy nie wstyd im tak żyć.

Złość kłębiła się pod żebrami, gotowa wybuchnąć.

Szukamy odpowiedniego, mamo powiedziała w końcu Kasia, starając się zachować spokój. Pod względem lokalizacji, ceny, stanu. Potrzebujemy wtórnego z remontem, bo nie mamy środków na przeróbki. Rozumiesz?

Barbara prychnęła i przewróciła oczami tak wyraziście, że Kasia mimowolnie zacisnęła pięści.

No tak przeciągnęła matka z sarkazmem. Gdybyś znalazła porządnego faceta, jeździłabyś mercedesem i patrzyła na nowe apartamenty. A tak? Zadowalasz się okruchami.

Kasia wstała gwałtownie, ledwo powstrzymując krzyk.

Muszę wyjść, mamo rzuciła sucho, kierując się do drzwi.

Barbara jeszcze coś mówiła, ale Kasia już nie słuchała. Wyprowadziła matkę, zamknęła drzwi i oparła się o nie plecami. Westchnęła. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, jak bardzo była spięta ramiona bolały, a szczęka drętwiała od zaciskania zębów. Ostatnio rozmowy z matką kończyły się tylko bólem głowy. Za każdym razem, gdy Barbara przychodziła, Kasia szykowała się do walki. Broniła się, tłumaczyła, kłóciła. I wszystko na próżno.

Przeszła do kuchni, nalała sobie wody z dzbanka. Usiadła, wypiła kilka łyków, próbując się uspokoić. Wtedy zadzwonił telefon.

Kasia! głos Marka brzmiał podekscytowany. Znalazłem! Idealne mieszkanie! Musisz szybko przyjechać na adres, który ci podam. Trzeba je kupić natychmiast! To nasza szansa!

Serce Kasi zabiło szybciej. Chwyciła długopis, zapisała adres, rzuciła się do pakowania. Wciągnęła kurtkę, wybiegła na ulicę i złapała taksówkę. Całą drogę wierciła się na siedzeniu, co chwilę spoglądając przez okno, w myślach poganiając kierowcę.

Marek już czekał pod właściwą klatką. Jego twarz promieniała, oczy błyszczały.

Chodź, zobaczysz wziął ją za rękę i poprowadził do środka.

Mieszkanie było na trzecim piętrze. Dwa pokoje. Niewielkie, ale przytulne. Remont świeży, jasne ściany, podłoga z drewnopodobnego laminatu, plastikowe okna. Meble zostawiali kanapę, szafy, kuchenkę. Wszystko czyste, zadbane.

Patrz Marek oprowadzał ją po pokojach. Tu sypialnia, tu salon. Kuchnia jasna. I najważniejsze blisko sklepy, przystanki, szkoła. Cena rozsądna. Właściciele się śpieszą, wyjeżdżają do Poznania. Mamy szczęście.

Kasia w milczeniu oglądała mieszkanie. Przechodziła z pokoju do pokoju, dotykała ścian, zaglądała do szaf. W piersi rozlewało się ciepło. To naprawdę było ich miejsce. Już widziała, jak się tu urządzą, gdzie postawią swoje rzeczy, jak będą pić poranną kawę przy stole.

Bierzemy? cicho zapytał Marek, patrząc na nią z nadzieją.
Bierzemy uśmiechnęła się Kasia, a on przytulił ją mocno.

Umówili się z właścicielami na miejscu. Omówili szczegóły, ustalili datę podpisania dokumentów. Potem, roześmiani i podekscytowani, wrócili do domu. Marek całą drogę mówił o tym, co kupią, co zmienią. Kasia milczała, ale się uśmiechała. W środku aż kipiała z radości chciało się krzyczeć, skakać, tańczyć.

Następne tygodnie minęły w wirze spraw. Dokumenty, urzędy, pakowanie. Kasia ledwo nadążała. Życie pędziło, a oni biegli razem z nim. Marek przejął większość organizacji, za co była mu wdzięczna. Wreszcie nadszedł dzień przeprowadzki. Przenieśli pudła, ustawili meble, rozpakowali rzeczy. I oto pierwszy wieczór w ich własnym mieszkaniu.

Kasia stała pośrodku salonu i rozglądała się. Marek podszedł od tyłu, objął ją za ramiona.

Nasze mieszkanie szepnął jej do ucha.
Nasz dom powiedziała Kasia, a po policzkach popłynęły łzy.

Ale radość nie trwała długo. Już następnego dnia zadzwoniła matka. Kasia otworzyła na progu stała Barbara, jej twarz wyrażała tylko niezadowolenie.

Dzień dobry burknęła i weszła do środka bez zaproszenia.

Powoli oglądała mieszkanie. Spoglądała w każdy kąt. Brwi miała ściągnięte, usta zaciśnięte. W końcu stanęła na środku pokoju i zapytała z nieskrywanym rozczarowaniem:

I to ma być wszystko?

Kasia zmieszała się.

O co ci chodzi?

Barbara skrzywiła się, jakby stała nie w mieszkaniu, a na śmietniku. Obejrzała ściany, sufit, okna.

Mieszkanie małe i kiepskie oznajmiła stanowczo. Myślałam, że kupicie przynajmniej trzypokojowe. A to co? Pokoj

Rate article
Fajna Tajna
Gdybyś tylko spotkała porządnego faceta