Wierzyłam, że moje małżeństwo jest idealne, aż przyjaciółka nie zadała mi tego jednego pytania

Śniło mi się, że moje małżeństwo w Krakowie było idealne, dopóki Krysia nie rzuciła tego pytania jak kamień w taflę Wisły.

Wzięłam ślub z Piotrem prawie jeszcze jako dziecko, gdyż oszołomiła mnie ta burzliwa, młodzieńcza miłość. Przez cztery lata chodziliśmy ze sobą, zanim stanęliśmy przed ołtarzem w kościele Mariackim. Przetrwaliśmy razem niejednopogrzeb kotki Brysi, zalanie mieszkania w Nowej Hucie, a nawet moją awanturę o to, że zawsze kupuje za dużo pierogów na targu.

Mieszkamy w naszym małym domu pod Wieliczką od sześciu lat. Ufam mu jak sobie sameja może nawet bardziej. Piotruś jest jak miód wcielony: gotuje rosołek, gdy jestem chora, pierze moje rajstopy i nigdy nie zapomni kupić słoika ogórków kiszonych. Nie jest w typie machoraczej przypomina nieco przygarbionego urzędnika z poczty, ale ma w sobie coś… Jakby całe słońce Śląska zamknięte w jednym człowieku. Gdy świat staje się szary, on po prostu stoi i uśmiecha się, a ja czuję, że jeszcze da się żyć.

Ale… to wieczne “ale”. Nie umie podjąć decyzji, chyba że chodzi o wybór między schabowym a mielonym. Boi się nowych butów, a co dopiero zmiany pracy. Sześć lat minęło, a on wciąż ten samtylko włosy mu trochę przerzedzone od stresu. Nie pójdzie do lekarza, chociaż kaszle jak stary diesel. Ma prawie czterdziestkę, a ja ledwo przekroczyłam dwadzieścia sześć. Kocham życie: awansowałam w korporacji w Warszawie, spłacam kredyt we frankach, kupiłam malucha w kolorze buraczkowym… A potem Krysia, przy kawie w Żabce, rzuciła: *”Ale po cholerę on ci w ogóle jest?”*

I naglejakby ktoś zdmuchnął świeczkę na torcie. Teraz siedzę na balkonie, patrzę na jego rower przywiązany łańcuchem, i myślę: *”No właśnie… Po co?”* A w głowie kołacze mi się melodia *”Mój jest ten kawałek podłogi”*, ale podłoga jakoś pusta.

Rate article
Fajna Tajna
Wierzyłam, że moje małżeństwo jest idealne, aż przyjaciółka nie zadała mi tego jednego pytania