Policja, przyjedźcie! Mieszka tu mężczyzna z nieletnią! tak sąsiedzi zaalarmowali służby.
Obok mieszka facet z dzieckiem! Sprawdźcie to! powiadomili funkcjonariuszy.
Z żoną po ślubie długo szukaliśmy mieszkania, aż w końcu wzięliśmy kredyt i kupiliśmy je. Przez wiele tygodni jeździłem tam sam, organizując remont i doglądając robotników. Żona pojawiała się rzadziej, więc zdążyłem poznać naszych sąsiadów starsze małżeństwo, państwa Nowaków. Ponieważ nikogo innego w okolicy nie znaliśmy, postanowiliśmy zaprosić właśnie ich na małe przyjęcie z okazji nowego domu.
Gdy tylko usiedli przy stole i zapoznali się z moją żoną, ich zachowanie się zmieniło. Zaniepokoił mnie ich dziwny wyraz twarzy, ale Kasia, całując mnie czule i przytulając, odwróciła moją uwagę od tych myśli. Wkrótce pośpiesznie wyszli, a my, zbyt szczęśliwi, by się tym przejmować, nawet nie zastanawialiśmy się dlaczego.
Następnego dnia o świcie obudziło nas gwałtowne pukanie do drzwi. Zrozumiałem, że nasze nowe życie zaczyna się inaczej, niż planowaliśmy na progu stał dzielnicowy i patrzył na mnie z podejrzliwością.
Dzień dobry, jestem dzielnicowy. Proszę pokazać akt małżeństwa z żoną powiedział twardo.
Zaskoczony, zacząłem szukać dokumentu wśród niezliczonych pudeł i porozrzuczonych rzeczy. Po dziesięciu minutach znalazłem go i podałem policjantowi. Spojrzał na Kasię, potem na papier, uniósł brew i mruknął: Dziękuję, to wystarczy.
Przepraszam, o co chodzi?
Otrzymaliśmy zgłoszenie, że mieszka tu mężczyzna z nieletnią, prawdopodobnie poniżej 16 lat.
Wybuchnąłem śmiechem moja żona była ode mnie starsza o rok! Miałem 22, ona 23. Była drobna, miała dziecięcą buzię, a bez makijażu i w kucyku wyglądała jak nastolatka. Ja natomiast, przez stres związany z remontem i kredytem, z obwisłymi oczami i zarostem, wyglądałem na mężczyznę po czterdziestce.
Teraz muszę się porządnie wyspać i ogolić, żeby nie wyglądać jak ojciec przy mojej ukochanej żonie. I może następnym razem, zanim sąsiedzi wezwą policję, lepiej przedstawić im się od razu.


