Znowu do niej?
Katarzyna wpiła wzrok w męża. Jakub wciąż wiązał buty, nie podnosząc głowy.
Do dzieci, Kasia. Do dzieci, nie do niej mruknął, szarpiąc sznurowadła. Ile można to wałkować?
Katarzyna milczała. Wargi ścięły się w wąską linię. Chciała powiedzieć tyle, ale słowa utknęły gdzieś w gardle, tworząc bolesny guz.
Przed ślubem ci to nie przeszkadzało ciągnął Jakub, wstając i sięgając po kurtkę z wieszaka. Wiedziałaś, że mam dzieci. Od początku ci mówiłem. Mówiłaś, że rozumiesz. A teraz co? Histerie? Przesłuchania?
Katarzyna zaciśnęła zęby mocniej. Jakub narzucił kurtkę i, nie doczekawszy się odpowiedzi, wyszedł. Zamek zatrzaśnięty, została sama.
Minęło kilka sekund, zanim Katarzyna poderwała się z miejsca. Nogi jak z ołowiu. Runęła na kanapę w salonie. Włączyła głupi serial. Tło. Cokolwiek, by zagłuszyć myśli.
Z Jakubem byli razem trzy lata. Dwa z nich w małżeństwie. I tak, wiedziała od początku. Rozwód. Dwoje dzieci. Chłopiec i dziewczynka. Jakub opowiedział o nich na trzeciej randce. Wtedy Katarzyna się uśmiechnęła. Powiedziała, że to nie problem. Że rozumie. Że dzieci nie przeszkadzają.
Teraz te słowa wydawały się naiwne, głupie.
Katarzyna przycisnęła dłoń do oczu i wzięła głęboki oddech. Powstrzymywanie łez stawało się coraz trudniejsze. Klatkę ściskało, jakby przygniatała ją niewidzialna płyta.
Z czasem było już nie do zniesienia. Dwa razy w tygodniu. Punktualnie: wtorek i sobota. Jakub szedł do domu byłej. W teorii zobaczyć się z dziećmi. Ale zostawał na kolację. Spędzał czas z byłą żoną. Z Magdaleną.
Katarzyna wiedziała, że to głupie. Ufała mężowi. Albo przynajmniej próbowała sobie to wmówić. Ale coś w środku szeptało, że zbliża się katastrofa. Niewyraźne przeczucie, od którego robiło się niedobrze.
Gdy Jakub wychodził, Katarzyna zostawała sama w mieszkaniu. Oddawała się samoudręczeniu. Winiła się, że nie potrafi stanąć na swoim. Że daje się uwieść obietnicom męża. Że milczy, gdy powinna krzyczeć.
Sięgnęła po telefon i szybko napisała do przyjaciółki:
*Znowu u niej.*
Telefon zadrżał przychodzące połączenie. Agnieszka.
Halo Katarzyna odebrała, starając się, by głos nie drżał.
Kasia, co ty wyprawiasz? Agnieszka nie owijała w bawełnę. Ile można to znosić? On cię zdradza. To oczywiste.
Nie, Aga, nie rozumiesz zaczęła Katarzyna, ale przyjaciółka ją przerwała.
Rozumiem świetnie. Dwa razy w tygodniu znika u byłej. Zostaje tam do nocy. I będziesz mi wmawiać, że tam lepią z dziećmi figurki z plasteliny?
Katarzyna przetarła dłońmi twarz. Wiedziała, że Agnieszka ma rację. Ale powiedzieć to na głos znaczyło przyznać, że jej małżeństwo to farsa.
Mówi, że między nimi nic nie ma szepnęła. Że chodzi tylko o dzieci.
Boże, jaka ty jesteś naiwna westchnęła Agnieszka. Kasia, błagam cię. Otwórz oczy. Normalni faceci nie spędzają pół wieczoru u byłych żon. Normalni zabierają dzieci do siebie, idą z nimi na spacer, potem odwożą. A twój siedzi u niej w kuchni, je jej rosół i pewnie trzyma ją za rękę, gdy dzieci nie widzą.
Aga, przestań Katarzyna ścisnęła telefon mocniej.
Przestać? Dobrze. Ale zapamiętaj, co ci mówię. Jeszcze się z nim nalatujesz. A kiedy to się stanie, nie mów, że cię nie ostrzegałam.
Rozmowa się skończyła. Katarzyna wpatrywała się w sufit. W telewizorze ktoś się głośno śmiał. Ale jej było wszystko jedno.
Jakub wrócił przed północą. Katarzyna słyszała, jak mąż rozbiera się w przedpokoju. Jak idzie do łazienki. Położył się obok, a ona natychmiast poczuła zapach obcych perfum. Słodkich, mdłych.
Nie zapytała, dlaczego się spóźnił. Nie miała siły. Ale Jakub sam zaczął, układając się wygodniej.
Przepraszam, że późno. Córka musiała zrobić pracę do przedszkola. Pomagałem mruknął, już zamykając oczy. Zrobiła taką krowę z szyszek. Śmieszna wyszła.
Katarzyna skinęła w ciemności, choć Jakub tego nie widział.
Tak mijały kolejne miesiące. Wtorek. Sobota. Wyjście. Powrót. Zapach obcych perfum. Wymówki.
A potem Jakub się zmienił. Stał się bardziej ponury i zamknięty w sobie. Całe wieczory potrafił spędzić, wpatrując się w telefon, marszcząc brwi. Katarzyna próbowała wypytywać, co się stało. Ale Jakub tylko machał ręką. Mruczał coś pod nosem i wychodził do drugiego pokoju.
Po kilku tygodniach mężczyzna oznajmił jej nowinę:
Słuchaj, w piątek idziemy na podwójną randkę.
Katarzyna odwróciła się, podnosząc zdziwione brwi.
Z kim?
Z Magdaleną i jej nowym facetem.
Katarzynie jakby kamień spadł z serca. Więc Magdalena ma kogoś? Więc Jakub nie był z byłą? Nie zdradzał? Wszystkie jej lęki były bezpodstawne?
Na twarzy Katarzyny pojawił się uśmiech. Objęła męża za szyję.
Oczywiście, idziemy.
Piątek nadszedł szybko. Katarzyna kupiła nawet nową sukienkę. Jasnoniebieską, podkreślającą figurę. Chciała wyglądać dobrze. Chciała pokazać Magdalenie, że zasługuje na Jakuba. Że to ona jest właściwym wyborem.
Spotkali się w kawiarni na drugim końcu miasta. Urocze miejsce z drewnianymi stolikami i miękkim światłem. Magdalena już siedziała przy stoliku z mężczyzną po czterdziestce. Wysoki, wysportowany, z przyjemnym uśmiechem.
Cześć Magdalena wstała, by się przywitać. To Marek.
Wyglądała świetnie. Szczupła, zadbana, piękna kobieta.
Marek skinął głową, ściskając dłoń Jakuba. Usiedli.
Katarzynie było dobrze. Wieczór miał być spok



