“Czy naprawdę zbudowaliśmy duży dom bez sensownego powodu?” warknęła teściowa. “Wychodzi na to, że na darmo postawiliśmy tę willę? To zwróćcie przynajmniej połowę jej wartości!”
“Muszę z tobą poważnie porozmawiać” kobieta z krótkimi włosami usiadła naprzeciw Zosi. “Zanim zaczęłaś spotykać się z moim synem, powinnaś wiedzieć kilka rzeczy.”
Zosia, szczupła blondynka, spojrzała z niedowierzaniem na przyszłą krewną, którą widziała w życiu może trzy razy.
“Więc jeśli chcesz dołączyć do naszej rodziny, musisz zrozumieć, że dla Wojtka najważniejsi są rodzice!” oznajmiła z dumą Barbara Kazimierzowa. “Nie potrzebujemy synowej, która będzie rządzić moim synem.”
“Czy ja nim rządzę?” przerwała jej Zosia.
“Czekaj, nie przerywaj! Miej trochę cierpliwości” odparła szorstko starsza kobieta.
Dziewczyna spuściła wzrok i zaczerwieniła się jak burak. Nie chciała drażnić matki Wojtka.
Dopiero co zaczęli się spotykać, a Zosia nie była jeszcze pewna, czy warto się angażować.
“Tak więc” ciągnęła Barbara “nasza rodzina ma ustalony plan: gdy tylko Wojtek się ożeni, wszyscy przeprowadzamy się do nowego domu, który właśnie kończymy budować. Będziemy żyć razem jak jedna wielka szczęśliwa rodzina!”
“Świetnie!” Zosia wymusiła uśmiech.
Barbara, słysząc to, uniosła brew. Nie spodziewała się, że przyszła synowa tak szybko się zgodzi.
“Cieszę się, że jesteś z nami zgodna! Myślę, że zostaniemy przyjaciółkami” mrugnęła porozumiewawczo.
I natychmiast zaczęła chwalić Zosię przed synem, mówiąc, jaka to wspaniała, mądra i troskliwa dziewczyna.
Zosia, widząc to, postanowiła jeszcze bardziej przypodobać się teściowej.
Zaczęła obdarowywać ją drobnymi prezentami czasem z okazji, czasem bez.
Po roku Barbara, bojąc się, że Wojtek i Zosia mogą nie wziąć ślubu, zaczęła naciskać syna na oświadczyny.
“Kiedy w końcu jej się oświadczysz?” pytała prawie codziennie. “Jak zwleczesz, to ucieknie ci najlepsza partia!”
Wojtek, przekonany jej argumentami, oświadczył się Zosi, która z radością przyjęła propozycję.
Ślub sfinansowali rodzice Wojtka, więc dziewczyna utwierdziła się w przekonaniu, że wybrała idealnego kandydata.
Pierwsze trzy miesiące młodzi mieszkali w wynajętym mieszkaniu, aż w końcu Barbara oznajmiła z dumą: “Dom gotowy! Pakujcie się, my już swoje rzeczy zabieramy!”
“Co? Nam tu dobrze!” Zosia zmarszczyła brwi. Nie miała zamiaru mieszkać z teściową.
“Jak to co? Umówiliśmy się, że jak tylko dom będzie gotowy, wszyscy się tam wprowadzamy!” zdziwiła się Barbara.
“To się wprowadzajcie, kto wam broni?” Zosia prychnęła, nagle zmieniając zdanie.
Barbara oniemiała na kilka sekund.
“Czekaj, obiecałaś” przypomniała spokojnie.
“Co tam mówiłam wtedy. Teraz zmieniłam zdanie i nie chcę z wami mieszkać!” oświadczyła stanowczo. “Będziemy żyć osobno! A skoro się wyprowadzacie, to my z Wojtkiem przejmujemy wasze mieszkanie.”
“Co?! Oszustka!” wrzasnęła teściowa i rzuciła słuchawkę.
Zosia przez chwilę słuchała sygnału, po czym odłożyła telefon.
Gdy tylko to zrobiła, usłyszała, że w kuchni dzwoni telefon Wojtka.
Podkradła się i zrozumiała, że dzwoni Barbara, żeby się poskarżyć.
Po pół godzinie, gdy mąż skończył rozmowę, Zosia weszła do kuchni.
Na jego twarzy malowało się zdenerwowanie.
“O co chodzi?” zapytał ostro.
“Co jest nie tak?” Zosia założyła ręce na piersi.
“Dzwoniła mama. Żąda pieniędzy”
“Za co?!” Zosia aż podskoczyła.
“Za dom. Obiecałaś jej coś przed ślubem?” Wojtek zmarszczył brwi.
“Nic takiego” Zosia udawała niewiniątko.
“Potwierdziłaś jej pomysł z domem, tak?” naciskał.
“No i co z tego? Wtedy się zgodziłam, a teraz nie chcę” spojrzała w bok.
“A ja nigdy się nie zgadzałem, bo uważałem, że to głupota! Dom stał trzy lata pusty, ale po naszym ślubie mama go wykończyła. Okazuje się, że przez ciebie!” warknął.
“No wykończyła i wykończyła” Zosia machnęła ręką. “Wielkie rzeczy!”
Wojtek nic nie odpowiedział, bo znów dzwoniła Barbara. Tym razem podał słuchawkę żonie:
“Proszę, pogadaj sobie sama!”
Barbara, usłyszawszy głos synowej, od razu wpadła w szał.
“Oddajcie pieniądze za dom!” warknęła.
“Jakie pieniądze? Oszalałaś?” Zosia prychnęła.
“Wychodzi na to, że zbudowaliśmy dom na próżno? To zwróćcie chociaż połowę!”
“Jaką połowę?!” Zosia zgrzytnęła zębami.
“Pół miliona! Należysz nam pół miliona złotych!” wrzasnęła Barbara. “Inaczej”
“Co nam zrobicie? Nic nie podpisywałam!” odparła z triumfem.
“W takim razie przestaniemy się odzywać!” zagroziła teściowa.
“Ojej, co za strata!” Zosia roześmiała się i rozłączyła.
Barbara zaczęła żądać od Wojtka spłaty pięć tysięcy miesięcznie.
“W tym tempie spłacisz mnie za dziesięć lat!” wściekła się. “Albo się wprowadzacie, albo zwiększasz raty.”
Ponieważ Wojtek nie miał z czego zwiększyć płatności, zgodził się na warunki matki.
Ale Zosia się nie zgadzała. Po pół roku para się rozstała.


