Natalia przygotowywała kolację, gdy ktoś zapukał do drzwi.
“Dziwne, przecież mamy dzwonek, a wszyscy znajomi o tym wiedzą” pomyślała, otwierając drzwi. Stała tam nieznajoma kobieta w podobnym wieku, która przyglądała się jej z ciekawością.
Dobry wieczór! Nazywa się pani Natalia? zapytała niespodziewana gość.
Tak, a pani jest…? Przepraszam, ale chyba się nie znamy.
I nie musimy. Jestem… bliską znajomą pani męża.
Adama?
Adaśka poprawiła ją kobieta.
Ach, już tak? Nie dziwię się, że używa pani takiego zdrobnienia… Przyzwyczaiłam się. Choć przyznam, wcześniej nikt nie przychodził do mnie tak otwarcie. Zwykle dzwonią! Więc jak mam się do pani zwracać?
Jestem Krystyna… Chodzi o pewną sprawę…
Niech się pani tak nie stresuje, Krysiu! Więc kocha się pani z moim mężem? A ja przeszkadzam w waszym szczęściu?
Skąd pani to wie?
Powiem pani, że nie jest pani pierwszą, która mi to mówi… Ale i ja pani powiem nie trzymam go na siłę. Może go pani zabrać nawet dziś. Co on pani naopowiadał? Że nasze dzieci są małe i nie może mnie zostawić w takiej sytuacji?
Nie, co pani… Wiem, że wasi synowie już studiują…
Więc co? Że jestem chora i on, jako porządny człowiek, musi ze mną zostać? Jak pani widzi, jestem zdrowa.
Nie, tego też nie mówił.
To jakie mamy opcje? Że go zwolnią z pracy, bo w firmie nie lubią rozwodów? Oszukał panią. Jego szefowi zupełnie obojętne, jakie relacje mają jego pracownicy.
Nie, to nie to… Powiedział, że trzeba poczekać, aż… aż… pani ojciec odejdzie…
Natalia zdrętwiała. Jej ojciec miał dopiero sześćdziesiąt kilka lat, dbał o siebie, rzadko chorował i nie planował jeszcze “odejść”…
Chyba się pani pomyliła…
Nie, Adam powiedział wyraźnie gdy tylko Tadeusz Zawadzki “przeniesie się do przodków”, on natychmiast odejdzie od pani…
A dlaczego nie wcześniej? Powiedział pani, że boi się mojego ojca? Zapewniam, tata nic mu nie zrobi…
Nie, Adam go szanuje… Ale twierdzi, że gdy go zabraknie, pani wprowadzi się do jego mieszkania…
Co? Jak on śmiał?! Mój ojciec ma się świetnie i oby tak zostało jak najdłużej! Poza tym nie zamierzam się wyprowadzać to moje mieszkanie przedmałżeńskie, a Adam nie dostanie go za darmo!
Ale… Adam powiedział, że to mieszkanie będzie jego, a pani zabierze działkę, auto, garaż i się wyprowadzi…
Ach tak? Ciekawe… A dlaczego nie poczekała pani, aż to się stanie, tylko przyszła już teraz?
Rozumie pani… Nie jestem już młoda i chcę w pełni cieszyć swoim szczęściem… Mnie nie obchodzi, czy Adam ma mieszkanie czy nie. Możemy żyć u mnie.
Rozsądnie. Więc czego pani ode mnie chce?
Żeby pani go puściła… Tylko tyle…
Niech go pani zabiera.
Jak to?
Po prostu… Nie trzymam go. Nigdy nie trzymałam. Choć przyznam, na początku bardzo go kochałam, myślałam, że się ustatkuje, potem wierzyłam, że dzieci potrzebują ojca… Ostatnio nawet nie zauważałam nic dziwnego w jego zachowaniu i myślałam, że skończył z przygodami. Widocznie się myliłam.
No tak… Więc naprawdę go pani uwolni?
Oczywiście. Może pani nawet zabrać jego rzeczy już teraz.
Nie, dziękuję… Nie jestem w stanie tego wszystkiego udźwignąć. Adam sam je zabierze, gdy uzna za stosowne… Ważne, że pani go wypuści…
Niech się pani nie martwi, dziś to zrobię! A jutro złożę pozew o rozwód i podzielimy majątek uczciwie… Ale mieszkania mu nie oddam. Jak mówiłam, dostałam je od babci, a remont opłacili moi rodzice. Tata przechowuje wszystkie rachunki jest drobiazgowy. Ale spokojnie, przecież pani ma gdzie mieszkać…
Mam, Adam nie zostanie na bruku.
Nawet się o to nie martwię. Zawsze potrafił się urządzić.
Do widzenia, Natalio.
Żegnam, Krystyno. Mam nadzieję, że już się nie spotkamy.
Krystyna odeszła, a Natalia zaczęła pakować rzeczy męża… Nie zamierzała się z nim kłócić, ale wiedziała, jak sprawić, by sam wyszedł. Owszem, będzie myślał, że może wrócić, jak to bywało wcześniej… ale tym razem się przeliczy.
“Żeby do tego dojść… Czeka, aż mój ojciec umrze, żebym mu zwolniła mieszkanie… Zupełnie się rozbestwił. A to moja wina! Tyle lat przymykałam oczy na jego romanse, więc uznał, że może wszystko… Dość, Adam. Idź do swojej Krystyny i żyj tam długo i…” myślała, składając jego rzeczy do walizek.
Adam, wracając z pracy, nie zauważył nic dziwnego w zachowaniu żony, poza tym, że odmówiła kolacji… Ale go to nie martwiło. Planował zjeść i wyjść na “wieczorny spacer”, jak zwykle, a potem wrócić do domu.
Kochanie, dziękuję za kolację… Pójdę się przejść.
“Proszę bardzo, idź sobie” pomyślała Natalia.
Oczywiście, najdroższy. W twoim wieku spacery są bardzo zdrowe.
Nie rozumiem! W jakim wieku?! oburzył się Adam, uważający się za mężczyznę w sile wieku.
No jak to? Masz już ponad pięćdziesiąt… Nie jesteś młody.
Co?! Ja jeszcze… Przecież…
Kochanie, po co mi to mówisz? Czy to nie ja najlepiej wiem, że już nie jesteś taki jak dawniej?
Natalia, uważaj, co mówisz…
A co? Najadłeś się za dużo, siwizna ci przybyła…
Jakie za dużo? Jaka siwizna?! Co ty pleciesz? Jestem młody!
Naprawdę? Wątpię… Nie oszukuj siebie, kochany. Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy… Starzejesz się, tak jak i ja.
Ty oczywiście też nie młodniejesz… Ale ja wciąż świetnie wyglądam i kobiety to widzą.
Tak? A mnie się wydaje, że ostatnio nawet w autobusie ustępują ci miejsca… Sam mi o tym mówiłeś.
Kiedy?! Nie pamiętam.
Ja pamiętam. Przy mnie też już kilka razu proponowano ci miejsce. Mówili: “Niech pan siada, starszy panie, musi być pan zmęczony…”
Co?! Nigdy tak nie było!
Jak to nie? Masz problemy z pamięcią? No widzisz, w



