To będzie zupełnie nowe życie

Nie wyobrażała sobie Kinga w swoich dwudziestu latach, co ją czeka w przyszłości. Studiowała na uniwersytecie, kochała swojego Krzysztofa, marzyła o ślubie, bo rozmowy na ten temat już między nimi się toczyły.

Krzysztof był starszy od Kingi, już odbył służbę wojskową, gdy przyszedł na szkolny bal jesienny, a ona była w ostatniej klasie. Zawsze pamiętała, jak pierwszy raz go zobaczyła. Mimo że mieszkali w tym samym mieście, a nawet chodzili do tej samej szkoły, tylko on skończył ją wcześniej.

“Ojej, kto to taki przystojniak?” przemknęło jej przez głowę, gdy tylko na niego spojrzała.

Wszedł do sali, rozejrzał się, szukając znajomych twarzy, w końcu natknął się na jej wzrok i uśmiechnął. Od razu się w nim zakochała. A jak mogło być inaczej? Był taki wyjątkowy, niepodobny do innych chłopaków.

“Cześć, jestem Krzysztof, a ty?” podszedł do niej, a ona się zarumieniła. “Zapraszam cię do tańca” objął ją w talii i zaczęli się kręcić.

“Kinga”

Niemal nie czuła pod sobą nóg, jakby unosiła się w powietrzu. Krzysztof pewnie prowadził, a ona wyczuwała każdy jego ruch.

“Kinga, a tańczysz naprawdę lekko” uśmiechał się.

Cały wieczór nie odstępował jej na krok, umówili się, że po balu odprowadzi ją do domu. Szli długo, nie chciało im się rozstawać, ale Kinga wiedziała, że musi wracać mama by się martwiła.

Krzysztof nigdy nie pozwalał jej się nudzić. Po maturze zaczęła studia w rodzinnym mieście, a on pracował. Nie znał pojęcia nudy ani złego humoru, swoim optymizmem zarażał wszystkich wokół. Miał wielu przyjaciół, a Kinga coraz częściej towarzyszyła mu na imprezach czy weselach.

Często wręczał jej róże, nawet w środku zimy. Każde ich spotkanie było świętem. Siedzieli w kawiarniach, jeździli na wycieczki we dwoje lub z przyjaciółmi.

Gdy Kinga była na trzecim roku, sprawił jej niespodziankę.

“Na święta jedziemy w góry, już kupiłem dwa vouchery. Nauczysz się jeździć na nartach, tam mają świetnych instruktorów.”

“Super, Krzysiu, jesteś najlepszy!” ucieszyła się, zwisając mu na szyi, ale zaraz się zreflektowała. “Oj, ale ja jestem tchórzem, boję się zjeżdżać, nie wiedziałeś?” roześmiała się.

Ta wycieczka była niezapomniana. Kinga szybko nauczyła się zjeżdżać, a nawet polubiła to na tyle, że żałowała, gdy wszystko się skończyło. Potem nadszedł Dzień Kobiet. Krzysztof przyszedł do nich z dwoma bukietami róż.

“Z okazji waszego święta” podał jeden mamie Kingi, a drugi jej. “Dla mojej piękności” uśmiechał się, całując ją w policzek, a ona była zachwycona.

“Krzysztof, po co tyle wydajesz?” westchnęła jej mama. “To drogie.”

“Ale co z tego? Sławek i Tomek jadą na zarobek i ciągną mnie ze sobą. Tam stawiają linię wysokiego napięcia, potrzebują elektryków, płacą naprawdę dobrze. Zarobię na ślub i na samochód.”

“Nie chcę, żebyś wyjeżdżał” zaprotestowała Kinga.

“To tylko na trzy, cztery miesiące. Będziemy dzwonić. Chcę, żeby nasz ślub był piękny, ty też tego chcesz, prawda?”

“Chcę, ale mogę się obejść bez wystawności. Najważniejsze, że będziemy razem” odparła smutno.

Ale Krzysztof już podjął decyzję. Wyjechał z kolegami. Płacili tam dobrze, często rozmawiali przez telefon.

Kinga siedziała na wykładzie, gdy nagle ogarnął ją niepokój, który jednak szybko minął. Poprzedniego dnia rozmawiali, więc nie spodziewała się dzisiaj telefonu. Wieczorem jednak coś ją gniotło w sercu. Zadzwoniła do niego pierwszy raz zawsze to on inicjował rozmowy. Telefon milczał. Serce waliło jej jak młot, aż pulsowało w skroniach.

“Dlaczego Krzysiek nie odbiera?” denerwowała się, wybierając numer raz za razem, ale cisza.

Szybko znalazła numer Tomka, dodzwoniła się i odetchnęła z ulgą.

“Tomek, gdzie jest Krzysztof?”

Usłyszała tylko:

“Nie ma już Krzysztofa”

“Jak to nie ma?” zapytała, ale w słuchawce rozległy się krótkie sygnały.

“Mamo!” krzyknęła i wybuchnęła płaczem.

Reszta była jak koszmar. Dopiero później dowiedziała się, że Krzysztofa poraził prąd na słupie. Jego mama, Anna, sczerniała z żalu, ledwo mówiła. Czekała, aż ojciec i młodszy brat Krzysztofa, Marek, przywiozą jego ciało. Pogrzeb, stypa wszystko zlało się w jedną czarną otchłań rozpaczy.

Kinga ciężko znosiła stratę, była w otępieniu. Często odwiedzała Annę, często milczały razem. Albo jeździły na cmentarz.

Anna nie chciała jej puścić, prosiła, by przychodziła częściej, zwłaszcza że były wakacje. Jeździły po kościołach, piły herbatę.

“Kinga, może pojedziemy nad morze?” zaproponowała kiedyś Anna.

Zgodziła się, choć nie widziała w tym sensu. Jej mama już mówiła, że czas odpuścić, ale Kinga nie potrafiła tak po prostu odejść. W końcu pojechały na tydzień.

Rano chodziły na plażę, a po południu odpoczywały w pokoju. Anna wydawała się trochę lepiej. Kinga przeglądała telefon, nie chciało jej się spać. Anna drzemała, a wokół wrzało życie tylko Kinga czuła się samotna.

Wyszła nad morze, stanęła na molo i patrzyła, gdzie woda łączy się z niebem. W oddali majaczył statek. Krzyki mew, śmiech dzieci, rozmowy życie toczyło się dalej, ale bez niej.

“Taka piękna i taka smutna” usłyszała nagle męski głos.

Chciała odpowiedzieć ostro, ale nie potrafiła. Ten chłopak jakoś przypomniał jej Krzysztofa. Nie wiedziała nawet, dlaczego.

“Pięknym Bóg szczęścia nie daje” odparła smutno.

“Nie zgadzam się” zaprotestował. “Uwierz mi. Jestem Bartek.”

“Kinga.”

Wymienili jeszcze kilka zdań, po czym odeszła. Bartek patrzył za nią. Od kilku dni obserwował tę smut

Rate article
Fajna Tajna
To będzie zupełnie nowe życie