Dzisiaj czuję się, jakbym wreszcie odetchnęła. Moja służbowa podróż została przesunięta o kilka godzin, więc, nie tłumacząc się nikomu, wyłączyłam telefon i rozłożyłam się wygodnie na łóżku. Dopiero dziś rano wróciłam ze wsi, gdzie spędziłam dwa dni bez chwili wytchnienia: sprzątanie, gotowanie, pranie wszystko to pod nieustanną krytyką teściowej i męża.
Według teściowej, Zofia zmarnowała swojego męża, zarabiała za mało, bo przecież to na jej pieniądze żyli oni wszyscy mąż i jego matka w biedzie. Marek tylko przytakiwał, mówiąc, że mogłabym znaleźć coś dodatkowego, skoro wracam z pracy tak wcześnie i nawet nie muszę gotować.
Popatrz, jak ona myje podłogę pouczała teściowa swojego syna. Godzinami szoruje, a mogłaby zająć się praniem.
Nie wytrzymałam i odpowiedziałam, że gdyby choć raz w tygodniu umyli podłogę, nie byłaby taka brudna. Lepiej było milczeć zaczęła się prawdziwa burza wyrzutów. Zamknęłam oczy i spokojnie zaproponowałam:
Przecież proponowałam, żebyście przeprowadzili się do miasta. Wtedy i Marek, i ja moglibyśmy się wami zająć, a on nie musiałby rezygnować z pracy.
Marek wpadł w furię, podskakując do mnie:
Więc niech facet haruje na śmierć, a potem jeszcze opiekuje się matką? Chyba masz zamiast serca kamień.
Nie czekałam na ciąg dalszy, wyszłam przed dom i usiadłam na ławce pod bramą.
Zosiu, co się stało? przede mną stała sąsiadka, Ewa. Dopiero gdy otarłam łzy, rozpoznałam ją. Poznałyśmy się jeszcze przed ślubem i od razu mnie do niej ciągnęło.
Cześć, Ewka westchnęłam.
Twoja rodzinka znowu daje popalić? spytała.
Nawet nie mów.
To oczywiście nie moja sprawa, ale nie rozumiem, dlaczego ich utrzymujesz. Facet cały czas tu siedzi, a wy wcale nie żyjecie razem. Po co ci to?
Nie wybraliśmy takiego życia, Ewka. Nie można przecież zostawić matki Marka w takim stanie. Jak wyzdrowieje, wróci do miasta.
Ona chyba nawet maraton by przebiegła, a nas wszystkich na plecach by nosiła zaśmiała się Ewa. Myślę, że udaje tę chorobę. A ty byłaś inna. Co się stało, zupełnie cię ogłupili?
Nie wiem, po prostu wzruszyłam ramionami. Jak coś, wpadaj.
Gdy zadzwonił telefon, zobaczyłam, że to szef. Powiadomił mnie, że wyjazd służbowy przesunął się na późniejsze popołudnie. Ucieszyłam się to znaczyło dodatkowy zarobek, bo takie podróże dobrze płacili. A przy tym mogłam uniknąć ciągłych telefonów od Marka i jego matki, które kosztowały mnie nerwów.
Gdy powiedziałam im o niespodziewanym wyjeździe, atmosfera nawet się rozluźniła. Wieczór minął spokojnie, choć przed snem położyliśmy się osobno Marek nie chciał denerwować matki. Nie protestowałam, nawet się ucieszyłam. Byłam zbyt zmęczona po sprzątaniu i szybko zasnęłam.
O drugiej w nocy obudziła mnie teściowa:
Śpisz, czy nie słyszysz, jak cię wołam?
Mrugnęłam kilka razy, wciąż senna.
Chyba mocno zasnęłam. Co się stało?
Podaj mi tabletki.
Spojrzałam na nią: odległość do jej fotela była znacznie większa niż do szafki z lekami albo do syna. Ale wstałam. Zasnąć udało mi się dopiero o piątej, a wstawałam o szóstej trzydzieści. Do miasta dojechałam zmęczona jak po całym dniu pracy. Gdy dowiedziałam się, że wyjazd został przełożony, omal nie podskoczyłam z radości. Wyłączyłam telefon i padłam na łóżko. Teraz czułam się wypoczęta i świeża.
Zdążyłam nawet spokojnie się umalować i dojechać na dworzec. Było mi obojętne, że zaszła pomyłka co do miasta i teraz miałam jechać gdzie indziej ważne było, że odpoczęłam.
Godzinę wcześniej dostałam zaliczkę na wyjazd, ale po raz pierwszy postanowiłam nie przesyłać pieniędzy mężowi, choć sama nie wiedziałam, co się zmieniło. Ostatnio oddałam większość wypłaty, a teraz chciałam zatrzymać trochę dla siebie.
Zostało dwadzieścia minut do odjazdu pociągu, więc postanowiłam wstąpić do bufetu po wodę. Przyspieszając kroku, zobaczyłam Marka przy kwiaciarni. Ogarnęło mnie niedowierzanie: przecież miał opiekować się chorą matką! Mówił, że jest tak źle, że boi się ją zostawić samą! A tu kupuje bukiet.
Zatrzymałam się i, śledząc go, pomyślałam: a może te kwiaty nie są dla mnie, tylko dla innej kobiety? Ta myśl nie spodobała mi się, ale ziarno wątpliwości już wzeszło. Zostało dziewięć minut do odjazdu, ścisnęłam bilet i ruszyłam za mężem, widząc, jak wsiada do taksówki. Szybko zatrzymałam inną i krzyknęłam do kierowcy:
Jedź za nim, zapłacę podwójnie!
Kierowca, zaciekawiony moją prośbą, zmarszczył brwi, ale przystał i ruszył. Przez okno zobaczyłam, jak Marek obejmuje i całuje inną kobietę, wręczając jej bukiet, zanim wsiadła do auta. Poczułam, jak wszystko we mnie się przewraca. Kierowca spojrzał na sytuację z uśmiechem:
Wie pani, może to wcale nie to, o czym pani pomyślała.
Dopiero wtedy spojrzałam na niego i zdałam sobie sprawę, że wygląda zbyt dobrze jak na taksówkarza.
Nigdy wcześniej nie jeździłam tak luksusowym autem. Pomyślałam, że może coś się w jego życiu wydarzyło i postanowił dorobić jako kierowca. Gdy tak rozmyślałam, auto skręciło w podwórko i zatrzymało się przed moim blokiem. Zobaczyłam, jak Marek z nieznajomą wchodzą do klatki. Łzy napłynęły mi do oczu.
Więc gdy ja jestem w podróży, a chora matka na wsi, on przyprowadza tu kogoś do mojego mieszkania?
Pójdzie pani tam? spytał kierowca ze współczuciem.
Nie, nie ma sensu odparłam.
I słusznie. I tak spóźni się pani na pociąg. A dokąd pani miała jechać?
Wymieniłam miasto, oddalone o dwieście kilometrów.
To głupota. Wypijemy kawę, uspokoi się pani, a pot



