Właśnie pomyślałam, że chyba jesteśmy jakąś nienormalną rodziną powiedziała Kasia, patrząc na męża.
Jak dobrze, że mam ciebie odparł Marek, obejmując żonę.
A ja jestem szczęśliwa, że jesteś ze mną! uśmiechnęła się Kasia.
No a z kim niby miałbym być? zaśmiał się mężczyzna. Oczywiście tylko z tobą. Jesteś moim przeznaczeniem. Najwspanialszą kobietą na świecie.
Kasia nic nie odpowiedziała, tylko pocałowała męża w policzek i pospieszyła do kuchni, by wyjąć z piekarnika ciasto.
Dziś małżeństwo Kowalskich obchodziło srebrne wesele. Postanowili świętować skromnie, w gronie najbliższych. Byli tylko oni i ich dzieci dwoje. Syn Jakub, uczeń drugiej klasy liceum, oraz córka Weronika, która niedawno skończyła studia, zaczęła pracę i wyprowadziła się od rodziców. Wynajmowała mieszkanie niedaleko biura. Choć Kasia przekonywała, że w domu jest miejsce dla wszystkich, Weronika upierała się przy samodzielności.
Po co wydawać pieniądze na wynajem? pytała Kasia. Masz tu swój pokój, żyjemy zgodnie, po co się od nas odseparowywać? Jak wyjdziesz za mąż, to się wyprowadzisz.
Mamo, bardzo was kocham i wiem, że mnie nie wyrzucacie, ale chcę spróbować żyć na własną rękę. A poza tym nie gniewaj się, ale gotujesz tak pysznie i pieczesz takie ciasta, że boję się zamienić w słonika. Ty jesteś taka szczupła, jesz i nie tyjesz, a ja po tacie odziedziczyłam figurę. Muszę uważać, a jak tu to robić, mieszkając z wami? Twoich smakołyków nie da się odrzucić!
Kasia uśmiechnęła się, patrząc na córkę. Weronika wcale nie była do niej podobna. Kasia była drobna i szczupła, wręcz chuda. Często brano ją za nastolatkę. Nie dbała specjalnie o wygląd mało się malowała, włosy zwykle zbierała w kucyk, ubierała się skromnie. Weronika natomiast była prawdziwą pięknością w ojca.
Marek zawsze wyróżniał się urodą. Wysoki, dobrze zbudowany. Z wiekiem trochę przytył, co nie dziwiło przy Kasi wypiekach. W młodości był przystojniakiem, a teraz, w wieku czterdziestu ośmiu lat, nadal prezentował się znakomicie.
Kasia wiedziała, że przy nim nie wyglądała oszałamiająco. Przywykła już do szeptów za swoimi plecami i nie zwracała na nie uwagi. Dla swojego męża była najpiękniejszą i najbardziej pożądaną kobietą.
***
Gdy Kasia poznała Marka, miała dwadzieścia lat, on dwadzieścia dwa.
We wrześniowy wieczór studentka Kasia szła na urodziny swojej koleżanki z roku, Agnieszki. Prezent przygotowała wcześniej, ale po drodze wstąpiła jeszcze po kwiaty.
W kwiaciarni był tylko jeden młody mężczyzna. Wybierał bukiet, a sprzedawczyni, miła dziewczyna, proponowała mu różne opcje, spoglądając na niego z wyraźnym zainteresowaniem. Kasia też na niego spojrzała i zrozumiała, dlaczego. Był wyjątkowo przystojny.
*Z taką urodą mógłby grać w filmach* pomyślała. *A może już gra?*
Tymczasem młody mężczyzna zauważył Kasię i zwrócił się do niej:
Pani zdaniem, który bukiet będzie lepszy? Ten z różami czy ten z peoniami?
Kasia zmieszała się, nie spodziewając się, że ten przystojniak do niej zagada, ale odpowiedziała:
Ja wybrałabym peonie, choć większość dziewczyn woli róże.
A pani narzeczonej jakie kwiaty się podobają? spytała sprzedawczyni.
Mojej narzeczonej? zdziwił się. Nie, nie kupuję kwiatów dla dziewczyny, nawet nie znam tej osoby.
Jak to? zdziwiła się sprzedawczyni, wymieniając spojrzenie z Kasią.
Kolega idzie na urodziny swojej kuzynki i namówił mnie, bym poszedł z nim wyjaśnił. Nie mogę przecież przyjść z pustymi rękami, więc kupuję kwiaty. Tylko nie wiem, które wybrać.
Jeśli kupi pan róże, na pewno się nie pomyli. Wszystkie dziewczyny je kochają powiedziała Kasia.
Pani też? zapytał nagle.
Kasia poczuła, że się rumieni. Spuściła wzrok i odparła:
Najbardziej lubię polne kwiaty, ale róże też. Chyba każdy je lubi.
Ciekawe uśmiechnął się. Ja też wolę polne. Moja mama zawsze przywozi z działki bukiety u nas łąka niedaleko, rośnie tam wszystko. W tych kwiatach jest coś wyjątkowego. Na pierwszy rzut oka niepozorne, ale gdy się przyjrzeć, są cudowne.
Kupił bukiet róż i wyszedł, uśmiechając się do Kasi.
Jaki przystojny, prawda? powiedziała sprzedawczyni. Sam uśmiech wart jest milion złotych!
Rzeczywiście zgodziła się Kasia.
Kupiła mały bukiet chryzantem i poszła na przyjęcie.
Jakież było jej zdumienie, gdy w domu Agnieszki zobaczyła tego samego uśmiechniętego przystojniaka. Okazało się, że nazywa się Marek i przyszedł z kolegą, Jackiem, kuzynem solenizantki.
Marek też był zaskoczony, widząc dziewczynę, którą spotkał w kwiaciarni. Cały wieczór zerkał w jej stronę i się uśmiechał. Kasia odpowiadała nieśmiałymi uśmiechami. W pewnym momencie usiadł obok niej i zaczęli rozmawiać.
Nie pamiętała już, o czym mówili. Marek coś opowiadał, ona słuchała I nie rozumiała, dlaczego on w ogóle zwraca na nią uwagę. Widziała kątem oka, że Agnieszka jest zła.
Gdy zaczął się taniec, Agnieszka podeszła do Marka i zaprosiła go. Spojrzał na Kasię niemal z wyrzutem, ale poszedł tańczyć. Później wrócił do niej, a gdy zbierała się do domu, odprowadził ją.
Następnego dnia Agnieszka zignorowała Kasię na uczelni.
Co się stało? spytała Kasia, gdy w końcu złapała ją po wykładach.
Naprawdę nie wiesz? warknęła Agnieszka. Jacek przyprowadził Marka specjalnie dla mnie! Widziałam go na zdjęciach i mi się spodobał. A ty wszystko zepsułaś! Cały wieczór z nim flirtowałaś!
Ja? Flirtowałam? Kasia aż się zachwiała. Nigdy w życiu nie umiałam flirtować!
No tak, oczywiście prychnęła Agnieszka.



