Tutaj cała prawda o twojej narzeczonej! sucho powiedział ojciec, podając synowi pendrive.
Andrzej co chwilę spoglądał na zegarek. Zarezerwował stolik w Złotym Kogucie najdroższej restauracji w Poznaniu. Kinga spóźniała się już dziesięć minut, a to zawsze psuło mu humor.
Punktualność była jedną z tych cech, które Andrzej cenił najbardziej.
Młody mężczyzna westchnął, po raz kolejny przeglądając menu, choć doskonale wiedział, co zamówi.
Zmęczenie i niedawna rozmowa z ojcem mieszały mu myśli. Gdy już sięgnął po telefon, by zadzwonić do Kingi, drzwi restauracji otworzyły się.
Kochanie! Przepraszam za spóźnienie! Dziewczyna podbiegła do stolika jak wiosenny wiatr w jasnoniebieskiej sukience, która podkreślała jej smukłą sylwetkę.
Pochyliła się i lekko pocałowała Andrzeja. Pachniała kwiatami i czymś tak swojskim, że cała jego irytacja natychmiast zniknęła.
Wiesz, że nie lubię czekać próbował zachować surowy wyraz twarzy, ale usta same rozciągnęły się w uśmiechu. Nie dało się na nią złościć.
A ja Kinga strzeliła mu figlarnie oczami uwielbiam, gdy tak przystojny mężczyzna na mnie czeka. Wyobraź sobie, utknęłam na światłach! Potem jakaś staruszka szła przez ulicę tak wolno, że prawie oszalałam!
Andrzej roześmiał się:
Znam cię, pewnie pół godziny się malowałaś.
Co ty! udała oburzenie. Tylko dwadzieścia pięć minut!
Nie mógł od niej oderwać wzroku. Kasztanowe włosy opadały na ramiona miękkimi falami, niebieskie oczy błyszczały, a dołeczki w policzkach czyniły jej uśmiech jeszcze bardziej urzekającym.
Za każdym razem, gdy na nią patrzył, nie mógł uwierzyć w swoje szczęście. Dwa lata temu się poznali, półtora byli razem, rok byli zaręczeni. A teraz
Za nas? Andrzej uniósł kieliszek szampana.
Za nas Kinga uśmiechnęła się. W jej oczach mignęło coś, co sprawiło, że w środku wszystko mu się przewróciło.
Zamówili i swobodnie rozmawiali o mijającym dniu. Dziewczyna, jak zwykle, żywo opowiadała o pracy w przychodni, o zabawnym przypadku z małym pacjentem, o tym, jak ordynator znów ją chwalił, nazywając złotą pielęgniarką.
A u ciebie co nowego w pracy? Projekt z ojcem posuwa się? spytała, wkładając do ust kawałek łososia.
Normalnie wzruszył ramionami Andrzej. Wszystko idzie zgodnie z planem, tylko terminy, jak zwykle, gonią.
Kinga skinęła głową i nagle, jakby od niechcenia, zapytała:
A propos terminów Kiedy w końcu ustalimy datę ślubu?
Młody mężczyzna zastygł. Znów to samo.
Kinga, rozmawialiśmy o tym. Jak tylko skończymy projekt z ojcem
Tak, tak, pamiętam machnęła ręką zniecierpliwiona. Ale to już trwa pół roku! Andrzej, nie chcę dłużej czekać. Jesteśmy zaręczeni od roku. Po co przeciągasz?
Nie przeciągam. Po prostu to nie jest odpowiedni moment.
A kiedy będzie ten odpowiedni moment? Jak będę miała pięćdziesiąt lat? Chcę być twoją żoną, rozumiesz? Nie przyjaciółką, nie narzeczoną żoną!
Kinga, mam teraz tyle pracy, że głowy nie mogę podnieść
Ach, daj spokój! Jakbyś musiał robić coś więcej niż tylko przyjść we wskazanym czasie w wskazane miejsce!
Nie o to chodzi Andrzej zaczął się denerwować. Chcę, żeby wszystko było idealne.
Ja też! wykrzyknęła dziewczyna. I wiesz, co będzie idealne? Ślub na wyspie! Mówiliśmy o tym. Już nawet przeglądałam katalogi. Malediwy, Bali, Seszele wybierz, które chcesz! Tam wszystko zorganizują, my tylko przyjedziemy.
Znowu ten ślub na wyspie! Naprawdę potrzebujesz tego blasku i przepychu? Czy po prostu chcesz, żeby wszyscy znajomi umierali z zazdrości?
Kinga odsunęła talerz gwałtownie:
Więc tak myślisz? Że jestem z tobą dla pieniędzy? Że zależy mi tylko na wystawnym ślubie?
A nie? słowa wypadły, zanim zdążył je powstrzymać. Te wszystkie rozmowy o ślubie, o wyjazdach, o tym, co chcesz zobaczyć Nigdy nie słyszę, że po prostu chcesz być ze mną!
Jesteś nie do zniesienia! w oczach dziewczyny pojawiły się łzy. Po prostu chcę być twoją żoną! A ty wymyślasz głupie wymówki! Jeśli nie chcesz się żenić, to powiedz wprost!
Nie wymyślam! Andrzej podniósł głos tak, że kilku gości odwróciło się w ich stronę. Dlaczego ciągle na mnie naciskasz?
Bo cię kocham, głupcze! Ale ty tego nie rozumiesz! A może po prostu tego nie chcesz!
Mężczyzna zerwał się z miejsca i rzucił na stół kilka banknotów:
Wiesz co? Nie będę tego teraz



