Dlaczego Inna zaczęła robić na drutach buciki dla niemowląt – sama nie potrafiła odpowiedzieć.

Dziś zastanawiam się, dlaczego zaczęłam szyć buciki dla niemowląt. Samiutko nie wiem.

Moja córka, Jadzia, ma już czterdzieści lat. Dwa lata temu została wdową, nigdy nie mając dzieci. W zeszłym roku ponownie wyszła za mąż, ale jej mąż jest znacznie młodszy i mówi, że chce najpierw pobyć dla siebie, bez pośpiechu.

Syn, Tomek, dawno wyjechał do Stanów i nie planuje wracać. Siostrzeńcy i siostrzenice już dorośli, ale do własnych dzieci im jeszcze daleko. W domu nie słychać już dziecięcego śmiechu ani nie ma nadziei na wnuki.

Pewnego dnia w sklepie zobaczyłam włóczkę. Delikatne odcienie polskiej wełny mnie zauroczyły. Chciałam zrobić sobie sweter, kupiłam cienkie druty i szydełko. Ale nagle, nie wiem skąd, zaczęłam szyć buciki.

Do wieczora pierwsza para była gotowa. Włóczki zostało jeszcze sporo. Następnego dnia zrobiłam czapeczkę, potem bluzeczkę i spodenki z gumką. Gdy skończyłam komplet, wyjęłam starą pudełko z guzikami i wybrałam najładniejsze w kształcie małych słoneczek.

Wyprałam wszystko w misce z delikatnym płynem, ostrożnie rozłożyłam do suszenia na ręczniku. Patrząc na ten maleńki zestaw, westchnęłam:

No i umrę, nie trzymając wnuków na rękach

Ale nagle pomyślałam inaczej:

Gdzieś na świecie jest dziecko, któremu to na pewno się przyda.

Otworzyłam laptop, żeby znaleźć dom dziecka w naszym mieście. Przeczytałam kilka artykułów, zebrałam się i poszłam po więcej włóczki tym razem w odcieniach niebieskiego.

Kilka dni później miałam już komplet dla chłopczyka. Potem dziesięć par bucików i dziesięć ciepłych czapeczek, każda innego koloru. Spakowałam wszystko do pudełka i pojechałam do domu dziecka.

Bez certyfikatów nie możemy przyjąć ubrań wyjaśniła pracownica. Lepiej przynieście pieluchy, są zawsze potrzebne.

Stałam z moimi ręcznie robionymi prezentami i płakałam.

Dobrze, jakoś to załatwimy w końcu powiedziała kobieta. Chodź, przymierzymy buciki maluchom.

Brałam na ręce niemowlęta, głaskałam ich miękkie policzki i zakładałam na małe stópki buciki. Starszym dzieciom przymierzałam czapeczki.

Gdy wróciłam do domu, powiedziałam mężowi:

Mówili, że lepiej przynosić pieluchy.

Dobrze odpowiedział. Jutro kupimy. A teraz ugotujmy ziemniaki.

Nie dadzą nam dziecka, jesteśmy starzy, mam 61 lat, a ty 62 powiedziałam smutno.

Może i nie, ale drzwi nam nikt nie zabije odparł spokojnie. Możemy się umówić, przychodzić, pomagać. Buciki i skarpetki dalej będziemy robić, na pewno się przydadzą.

Jest tam para: chłopczyk i dziewczynka, bliźniaki. Jasnowłosi. Mają prawie dwa lata powiedziałam zamyślona. Myślę, że pasowałyby im ubranka na wyrost. Teraz pewnie za duże, ale dzieci szybko rosną. A buciki akurat były w ich rozmiarze, zrobiłam je jak adidaski.

Pójdziemy razem zaproponował mąż. Ja wszystko załatwię, będziemy ich odwiedzać.

I rzeczywiście załatwił. Przez cztery miesiące byliśmy wolontariuszami w domu dziecka. Ja szyłam nowe ubranka, a bliźniaki zaczęły nazywać mnie mamą. Ale pewnego dnia, gdy przyszliśmy, dzieci już tam nie było.

Wyobraźcie sobie, zostali adoptowani, oboje naraz powiedziała pracownica. Zrobiliśmy zdjęcie w waszych ubrankach, i jeszcze tego samego dnia zadzwoniła jedna para. Kilka miesięcy przygotowywali dokumenty, a dziś rano ich zabrali. Do końca baliśmy się, że nie zechcą wziąć dwojga.

W oczach stanęły mi łzy.

No i czego płaczesz, głupia powiedział łagodnie mąż. Cieszyć się trzeba.

Tego wieczora zadzwoniła Jadzia:

Mamo, możecie do mnie wpaść? Potrzebuję pomocy.

Coś z kranem? spytałam. Znów sąsiedzie zalali?

Nie, trzeba złożyć łóżeczko odpowiedziała. Przyjedziecie? Lepiej nie dzwonić, otwórzcie swoimi kluczami.

Dobrze, przyjedziemy skinęłam głową.

Wsiedliśmy do naszego Malucha i pojechaliśmy. Mieszkanie Jadzi lśniło czystością, a z kuchni unosił się apetyczny zapach. Rozebraliśmy się i założyliśmy kapcie.

Umyjcie ręce i chodźcie do pokoju zawołała z kuchni. Zaraz przyjdę.

Usiedliśmy na kanapie i zaczęliśmy oglądać wiadomości. Nagle mąż delikatnie trącił mnie w bok.

Podniosłam głowę. W drzwiach stał zięć, Marek.

Na jego rękach siedziały te same bliźniaki, ubrane w moje robione ubranka i buciki-adidaski. Chłopczyk trzymał w rączce kawałek jabłka, a dziewczynka, z umazanymi policzkami, chytrze zerkała i próbowała ugryźć owoc. Marek się uśmiechał.

No nie wiem, jak to powiedzieć W każdym razie, macie wnuki. Nie mówiliśmy wcześniej, bo nie wiedzieliśmy, czy się uda. Jadzia zaraz przyjdzie, akurat gotuje im kaszkę.

Do pokoju wbiegła Jadzia, rozpromieniona.

Mamo, tato, poznajcie, to Zosia i Jędrek. Zobaczyłam ich zdjęcie na stronie Dzieci czekają. Są bliźniakami, jak ja z Tomkiem.

A buciki mają takie same, adidaski, jak te, które mi kiedyś zrobiłaś. Pamiętasz, na tym zdjęciu, gdy mieliśmy po dwa lata? Pokazałam je Markowi, a on powiedział: Bierzemy.

Marek postawił dzieci na podłodze. Podbiegły do mnie, wyciągnęły małe rączki i krzyknęły:

Mamo! Mamo!

Przytuliłam je mocno, całowałam i, ocierając łzy, powtarzałam:

Nie jestem mama, jestem babcia, babcia.

I znów, jakby w transie, powtarzałam:

Ba Ba Ba

Mąż nie wytrzymał i parsknął śmiechem:

No i teraz czego płaczesz? Czas na pieluchy i nowe skarpetki, bo buciki już za małe

Rate article
Fajna Tajna
Dlaczego Inna zaczęła robić na drutach buciki dla niemowląt – sama nie potrafiła odpowiedzieć.