Wynoś się stąd, obrzydliwy staruchu! — krzyknęli za nim, wyrzucając go z hotelu. Dopiero później dowiedzieli się, kim naprawdę był — ale było już za późno.

Wynoś się, stary dziadzie! krzyknęli za nim, wyrzucając go z hotelu. Dopiero później dowiedzieli się, kim naprawdę był ale było już za późno.

Młoda recepcjonistka, nienagannie ubrana i schludna, mrugała zdumiona oczami, patrząc na mężczyznę po sześćdziesiątce stojącego przy ladzie. Miał na sobie wytarte ubranie, z którego bił ostry zapach, ale uśmiechnął się przyjaźnie i poprosił:

Proszę pani, czy mógłbym dostać pokój w apartamencie?

Jego niebieskie oczy błysnęły znajomo jakby Jadwiga już gdzieś widziała to spojrzenie. Nie zdążyła jednak zrozumieć, skąd je pamięta. Wzruszona ramionami, sięgnęła po przycisk alarmowy.

Przepraszam, ale nie obsługujemy takich klientów powiedziała zimno, unosząc podbródek.

Jakich takich? Macie jakieś specjalne zasady?

Mężczyzna wyglądał na urażonego. Nie żebraka, oczywiście, ale jego wygląd delikatnie mówiąc, pozostawiał wiele do życzenia. Cuchnęło od niego czymś nieprzyjemnym, jakby ktoś pod kaloryfer włożył śledzia tydzień temu. A jeszcze śmiał marzyć o apartamencie!

Jadwiga prychnęła, patrząc na niego z politowaniem nawet na najtańszy pokój nie miałby złotówki.

Proszę mnie nie zatrzymywać. Chcę wziąć prysznic i odpocząć. Jestem zmęczony. Nie mam czasu na dyskusje.

Już powiedziałam tu pana nie chcą. Niech pan szuka innego hotelu. Poza tym wszystkie pokoje są zajęte. Brudny staruch, a do apartamentu się pcha dodała półgłosem.

Kazimierz Januszewski wiedział na pewno: jeden pokój w tym hotelu zawsze był wolny. Już chciał zapowiedzieć, ale podszedł do niego ochroniarz, brutalnie złapał za rękę i wypchnął na ulicę. Potem zamienili spojrzenia i zachichotali no bo co, dziad się wybrał na wakacje, ale nie przewidział siły.

Dziadu, nawet za nocleg w schronisku byś nie zapłacił. Spadaj, zanim ci kości policzymy!

Kazimierz był oszołomiony ich bezczelnością. Dziad?! Przecież miał dopiero sześćdziesiąt lat! Gdyby nie ta przeklęta wędka, pokazałby im, kto tu jest staruszkiem! Chciał ich nauczyć rozumu, ale nie miał sił na awanturę. Wdanie się w bójkę skończyłoby się na komisariacie, a tego absolutnie nie mógł sobie pozwolić. Musiał się powstrzymać i obiecać sobie w duchu: jeśli kiedykolwiek zostanie właścicielem hotelu, takich ochroniarzy wymieni od razu.

Próbował wrócić, ale ponownie go wyrzucili, grożąc wezwaniem policji. Klął pod nosem, aż dotarł do ławki w parku. Jak to się mogło stać? Przecież tylko chciał odpocząć na rybach, a wyszło zupełnie odwrotnie. Ryby brały słabo tylko drobiazg, który od razu wypuszczał. Potem zaczął się deszcz, a w drodze powrotnej poślizgnął się przy rowie melioracyjnym, lądując po kolana w wodzie. Ledwo się wygramolił, ale teraz całe ubranie było w błocie, a klucze zniknęły bez śladu.

Córka, na złość, wyjechała w delegację, więc do domu nikt by go nie wpuścił. Kazimierz przyjechał do Weroniki w odwiedziny, chciał zrobić niespodziankę, ale okazało się, że właśnie pakuje się w podróż. Gdyby wiedział wcześniej, przyjechałby później. Przecież specjalnie wziął urlop, żeby spędzić czas z córką i zobaczyć, jak jej się żyje.

Tatusiu, przepraszam, że cię zostawiam. Postaram się wrócić szybko, tylko nie smuć się, dobrze? Weronika przytuliła ojca i pocałowała go w policzek.

A niby czemu miałbym się smucić? Pójdę sobie na ryby, połowię. Po to tu przyjechałem roześmiał się.

A ja myślałam, że przyjechałeś tylko po to, żeby mnie zobaczyć nadęła się Weronika, ale od razu się uśmiechnęła wiedziała, że tato żartuje.

Wybierając się nad rzekę, Kazimierz nie sprawdził baterii w telefonie. Nie pomyślał też, że znajdzie się w takiej sytuacji. Zamierzał przeczekać w hotelu, aż córka wróci. Ale teraz nawet nie wpuścili go do środka. Choć nigdy wcześniej coś takiego się nie zdarzało. Co to za zasady oceniać gościa po wyglądzie? Nie był pijany, nie był włóczęgą po prostu wracał z ryb. No, wygląd nieidealny i trochę śmierdzi rybą, ale czy to powód, żeby być chamem?

Patrząc na rozładowany telefon, Kazimierz pokiwał głową. W mieście nie miał ani przyjaciół, ani rodziny. Wezwanie pogotowia zamkowego też nie wchodziło w grę dom był na córkę. Telefon milczał jak zaklęty.

No i co teraz, dziadku? uśmiechnął się sam do siebie. Nigdy wcześniej nikt go tak nie nazwał. Dziadek? Przecież to on był w sile wieku! Jego pracownicy by osłupieli, słysząc coś takiego.

Nieznajoma, która usiadła obok, wyrwała go z zamyślenia. Kobieta w średnim wieku, miła i zadbana, podała mu gorące pierogi. Mężczyzna wdzięcznie przyjął poczęstunek, czując, jak głód ściska mu żołądek.

Widzę, że pan tu siedzi od rana. Co się stało?

Kazimierz opowiedział o swoich przygodach: o rybach, deszczu, zgubionych kluczach i zamkniętych drzwiach hotelu.

Chyba ich już nie znajdę westchnął. Pewnie wpadły do wody. Nie myślałem, że tak się skończy. Wszystko przez to, że ludzie patrzą tylko na wygląd.

Kobieta skinęła głową. Pracowała w pobliskiej piekarni i od dawna zauważyła, jak Kazimierz samotnie siedzi na ławce, nie zwracając uwagi na przechodniów.

Od razu wiedziałam, że pan nie jest żadnym pijakiem uśmiechnęła się. Wcale tak nie wygląda.

Broń Boże chrząknął Kazimierz. Zdrowie trzeba szanować, zwłaszcza w moim wieku. Ale dzisiaj nazwano mnie starym i wyrzucono z hotelu. Przepraszam, pani Halino, mogę pożyczyć telefon? Muszę znaleźć gdzieś nocleg. Nie chcę dzwonić do córki już późno, nie chcę jej niepokoić.

Jeśli pan chce, może pan zostać u mnie. Widzę, że to porządny człowiek, tylko trafił pan w złą chwilę. Dom mam mały, ale znajdzie się pokój. Wykąpie się

Rate article
Fajna Tajna
Wynoś się stąd, obrzydliwy staruchu! — krzyknęli za nim, wyrzucając go z hotelu. Dopiero później dowiedzieli się, kim naprawdę był — ale było już za późno.