Helena zmywała naczynia po śniadaniu, gdy zadzwoniła jej teściowa, Róża. Półroczny Bartek spokojnie spał w wózku na balkonie, więc mogły swobodnie porozmawiać.
Helenko, kochanie, mam do ciebie prośbę zaczęła kobieta z daleka. Bardzo chciałabym zobaczyć wnuka. Może przyjadę do was?
Helena nie wyczuła podstępu. Teściowa mieszkała na zachodzie kraju i widywały się rzadko. Od narodzin syna kontaktowały się tylko przez telefon.
Oczywiście, Róziu, przyjeżdżaj. Bartka koniecznie musicie zobaczyć, bo rośnie tak szybko.
A na ile mogę? Na tydzień, na przykład?
Tak, spokojnie zgodziła się synowa. W salonie jest rozkładana kanapa, będzie wygodnie.
Teściowa ucieszyła się i rozgorączkowała:
Ojej, dziękuję, córeczko. W takim razie za kilka dni będę. Bilety już kupiłam, na wszelki wypadek.
Helena się uśmiechnęła. Po rozmowie powiedziała mężowi, Andrzejowi, o nadchodzącej wizycie.
Dobrze, niech przyjeżdża zgodził się. Dawno matki nie widziałem.
Trzy dni później Helena dostała wiadomość od teściowej:
Dziś przyjeżdżam, nie musicie mnie odbierać, dojadę taksówką.
Synowa przygotowała kanapę w salonie, kupiła więcej jedzenia, a nawet wzięła tort.
Róża pojawiła się wieczorem z dwoma dużymi torbami i szerokim uśmiechem. Ale za jej plecami w korytarzu majaczyła męska postać.
Helenko, poznaj żywo powiedziała teściowa. To Władysław, mój przyjaciel. Jemu też do Warszawy było potrzebne w sprawach, więc postanowiliśmy przyjechać razem i od razu się przedstawić.
Helena zdezorientowana patrzyła na nieznajomego mężczyznę około sześćdziesiątki. Siwy, w wyświechtanym garniturze, ze starą walizką w ręku.
Dzień dobry wyjąkała.
Miło mi odpowiedział Władysław i wyciągnął dłoń. Róża tak wiele o was opowiadała.
Synowa zaprowadziła gości do salonu, próbując ogarnąć, co się właściwie dzieje.
Helenka szepnęła na uboczu do teściowej:
Róziu, a gdzie Władysław będzie spał? Nie mówiłaś, że przyjeżdżacie we dwoje.
A co w tym złego? zdziwiła się starsza kobieta. Kanapa duża, zmieścimy się. Władek nie jest wymagający.
Helena stała na środku salonu, próbując oswoić się z sytuacją. Dwupokojowe mieszkanie, które wynajmowali z mężem, było przystosowane dla trzyosobowej rodziny. A teraz nagle pięć osób.
Róziu, ale przygotowałam wszystko dla jednej osoby. Mamy małe dziecko, miejsca jest mało.
Teściowa już rozpakowywała torbę:
Helenko, nie martw się. Jesteśmy skromni, dużo miejsca nie zajmiemy. Prawda, Władek?
Mężczyzna potakiwał i rozglądał się po mieszkaniu z zainteresowaniem:
Ładny lokal. Dzielnica porządna, komunikacja blisko. Do szukania pracy idealne.
Do szukania pracy? powtórzyła Helena.
Tak, postanowiłem się w Warszawie ulokować wyjaśnił Władysław. W naszej wiosce perspektyw nie ma, a tu można coś znaleźć.
Helena poczuła, że zaczyna się jej kręcić w głowie. Wychodziło na to, że nie przyjechał na kilka dni.
A na jak długo planujecie zostać?
No, jak się uda spokojnie odparła Róża. Władkowi trzeba czasu, żeby z pracą się ustalić.
Helena, starając się nie okazać zakłopotania, poszła do kuchni przygotować kolację. Do przedpokoju właśnie wszedł Andrzej, wracając z pracy.
Cześć, jak tam? Matka przyjechała?
Przyjechała. I nie sama.
Mąż zatrzymał się:
Jak to nie sama?
Z adoratorem przyjechała. Idź poznaj Władysława.
Andrzej wszedł do salonu, gdzie Róża pokazywała swojemu towarzyszowi rodzinne zdjęcia w telefonie.
Mamo, nie mówiłaś, że przyjedziesz z gościem.
Andrzejku, synku ucieszyła się kobieta. W końcu się poznacie. Władek, to mój syn.
Mężczyźni wymienili uściski dłoni. Władysław uśmiechał się przyjaźnie:
Róża dużo o was opowiadała. Zbudowaliście dobrą rodzinę.
Dziękuję sucho odpowiedział Andrzej. Mamo, możemy porozmawiać?
Wyszli do kuchni. Helena udawała, że jest zajęta gotowaniem, ale słuchała ich rozmowy.
Mamo, oszalałaś? Przywozić obcego faceta do naszego mieszkania?
Andrzejku, nie krzycz. Władek to dobry człowiek, przyjaźnimy się od pół roku.
Przyjaźnijcie się na zdrowie, ale nie u nas w domu!
Róża obraziła się:
Więc tak to wygląda. Matka tylko przeszkadza. A myślałam, że syn się ucieszy.
Andrzej westchnął:
Mamo, nie o to chodzi. Po prostu trzeba było uprzedzić. Mamy dziecko, tryb życia, potrzebujemy spokoju.
Będziemy cicho obiecała teściowa. I nie na długo. Władkowi tylko trzeba czasu, żeby się w mieście zadomowić.
Ostatecznie Andrzej ustąpił. Wyrzucać matkę z jej adoratorem byłoby niegrzecznie, a Helena milczała, nie nalegając.
Pierwsze dni minęły względnie spokojnie. Róża krzątała się przy wnuku, Władysław przeglądał ogłoszenia o pracę. Ale wkrótce pojawiły się niedogodności.
Rano kolejka do łazienki. Władysław długo się golił. Róża przygotowywała śniadanie dla wszystkich, nie pytając, kto co woli. Wieczorami goście oglądali telewizję w salonie, a małżeństwo z dzieckiem tłoczyło się w sypialni.
Helenko, widziałem, że macie laptopa? zainteresował się Władysław przy kolacji. Muszę wysłać CV.
Mamy odpowiedziała Helena. Ale sami z niego korzystamy. Do pracy.
A ja tylko na chwilę. Sprawa ważna.
Mężczyzna usadowił się przy komputerze w salonie i spędzał tam większość dnia. Dzwonił do potencjalnych pracodawców, i to całkiem głośno.
Tak, doświadczenie duże. W Poznaniu byłem zastępcą kierownika działu. Co znaczy wiek? Jeszcze ze mnie pracownik, oj, pracownik.
Bartek od głośnych rozmów budził się i płakał. Helena kołysała go, uspokajała, a Władysław kontynuował rozmowy.
Przepraszam, to wnuczek płacze. Jeszcze mal



