Oksana z mamą siedziały na starym łóżku. Obie były ciepło ubrane. Zima, a w domu dopiero co napalono w piecu.

Wanda z matką siedziały na starym łóżku. Obie były ciepło ubrane. Zima, a w domu dopiero co napalono w piecu.

Nic się nie martw, mamo. Wszystko będzie dobrze. Nie zginiemy. Zaraz podam ci lekarstwo.

Wanda, jak mogła, uspokajała matkę, choć wcale nie była jej matką, tylko teściową, i to już niemal byłą.

Tak się złożyło, że mieszkały we trzy: matka, syn i jego żona Wanda.

Wanda wyszła za mąż późno, w wieku trzydziestu lat. Była drugą żoną Krzysztofa. Nie zniszczyła jego pierwszego małżeństwa gdy się poznali, był już po rozwodzie.

Teściowej, Marii Antoninie, od razu się spodobała. I Wanda polubiła teściową od pierwszego spotkania. Czuła w niej bliską, dobrą duszę. Przytulała, rozmawiała, rozumiała. Wanda wcześnie straciła rodziców i została zupełnie sama. W teściowej znalazła rodzinę.

Spiskują przeciwko mnie mawiał o nich Krzysztof.

Pięć lat małżeństwa minęło jak jedna chwila. A potem Krzysztof stał się opryskliwy i wybuchowy. Krzyczał na Wandę, na matkę. Powód był prosty miał kochankę. Często wracał późno i dobrze podchmielony.

Pewnego dnia oznajmił, że się rozwodzi. Dał im dwa dni na spakowanie się. Wanda nawet nie zdążyła wyjechać, gdy przyjechała jego kochanka z walizką.

Może zrobiła to specjalnie, żeby zobaczyć poprzedniczkę i rzucić obelgami. Ale jej się nie udało. Była to długonoga blondynka z wydatnymi ustami i ogromnymi rzęsami, którymi ledwo mrugała.

Wanda nawet się nie powstrzymała i wybuchnęła śmiechem.

Na to właśnie mnie zamieniłeś? Na tę kukłę z rzęsami jak u krowy? Życzę ci z nią szczęścia, bo ja ani trochę nie żałuję.

Przynajmniej ona jest wesoła. A wy z matką to dwie stare baby. Dwie kwoki.

Mnie możesz obrażać, ale czemu matkę?

Kiciuś, a ta stara też zostaje z nami? zapiszczało coś nieokreślonego, mrugając krowimi rzęsami. Niech ją zabierze. Po co nam jego matka? Kiciuś

Tak, mamo, i dla ciebie też pora. Za długo tu siedziałaś.

Gdzie ja pójdę? Przecież oddałam ci wszystkie pieniądze ze sprzedaży mieszkania, żebyś wybudował ten dom matka złapała się za serce.

Tylko bez scen. Zostaniesz, ale nie wychodź ze swojego pokoju. Teraz tu będzie rządzić Albina.

Kotku, niech obie się wynoszą.

To moja matka!

Twoja matka? Chcesz powiedzieć, że będę miała taką teściową? Ooo Kotku

Wandzie znudziło się słuchać ich obrażania.

Mamo, pojedziesz ze mną na wieś?

Już wolę na wieś niż z takim synem i tą

Poczekaj. Szybko spakuję twoje rzeczy.

Nie zapomnij o lekach. I o szkatułce. I o torebce.

Wanda wyciągnęła drugą walizkę. Wrzuciła tam wszystko w pośpiechu. Szkatułka, torebka, leki, dokumenty, bielizna, ubrania.

Zabierajcie swoje rzeczy. Nie potrzebujemy niczego cudzego odezwała się Albina. Prawda, kotku?

Krzysztof milczał. Nic więcej nie mógł zrobić. Wiedział, że matka mu tego nie wybaczy. A może i wybaczy w końcu to matka.

Po pół godzinie Wanda stała przy samochodzie. Maria Antonina już siedziała na tylnym siedzeniu i cicho ocierała łzy. Nawet nie spojrzała w stronę syna, tylko ciężko westchnęła.

Trudno to znieść, gdy oddałaś mu wszystko i nagle stałaś się niepotrzebna.

Jak my teraz będziemy żyć, dziewczynko?

Wszystko będzie dobrze. Mam oszczędności. Wystarczy, póki nie znajdę pracy. Ty masz emeryturę. Jakoś przeżyjemy. Na chleb z masłem starczy.

Przyjechały do wsi, gdzie Wanda spędziła dzieciństwo. Na szczęście był jeszcze dzień. W domu było zimno. Wanda szybko napaliła w piecu. Przyniosła wody, postawiła czajnik.

Jak ty to wszystko sprawnie robisz. Jakbyś całe życie tu mieszkała.

Dziadek mnie wszystkiego nauczył. Dobrze, że kupiłyśmy zapasy. Nie trzeba iść do sklepu. Nie lubię wiejskich plotek.

Powoli w domu robiło się cieplej.

Jutro wszystko tu wyczyszczę.

Zapukano do drzwi.

Sąsiadka wróciła? Dawno cię nie było. A ja patrzę twoje auto stoi. Co cię zimą przygnało? Kłopoty jakieś?

Wszystko w porządku, wujku Stanisławie. Już dobrze. Opowiem ci później. Siadaj, napij się z nami herbaty.

A ja cię chciałem zaprosić. Ale ty nie sama? Dopiero teraz zauważył kobietę.

To Maria Antonina. A to Stanisław Piotrowicz przedstawiła ich sobie.

Zgłoś się, jeśli czegoś będziesz potrzebowała.

Na razie nic. Dziękuję.

Minął tydzień. W domu zrobiło się czysto i przytulnie.

Wiesz, Wando, ja też jestem ze wsi. Wyszłam za mężczyznę z miasta. Zginął, gdy Krzysztof miał dwadzieścia trzy lata, a ja sprzedałam mieszkanie. Syn obiecał, że zawsze będę z nim mieszkać. A popatrz, jak to się skończyło.

Nie płacz. Wiem, że ci ciężko. Mnie też jest źle. A może doczekasz się wnuków?

Od tej? Broń Boże. A Stanisław Piotrowicz z kim mieszka?

Sam. Żona utonęła, ratowała sąsiedzkie dziecko. Dawno temu. Nie ożenił się ponownie. Dzieci nie ma. Tak żyje sam. Przyjaźnił się z moim dziadkiem, choć był od niego młodszy. Jest w twoim wieku.

Minął miesiąc. Od Krzysztofa nie było wieści. Nawet do matki nie zadzwonił. Aż pewnego dnia na telefon Wandy zadzwonił nieznany numer.

Wando?

Tak.

Pański mąż nie żyje.

Pomylił się pan.

Nie, nie pomyliłem. Krzysztof Był pijany i rozbił się samochodem. Może to dla pani przykre, ale jechał z dziewczyną. Ona przeżyła, wyleciała z auta, bez jednego zadrapania. Proszę przyjechać na identyfikację.

Boże, biedna Maria Antonina. Jak jej to powiedzieć? Co robić? Wujek Stach! On pomoże.

Wando, co się stało? Wyglądasz, jakbyś widziała ducha!

Mamo, nie denerwuj się, usiądź. Krzysztofa już nie ma

Rate article
Fajna Tajna
Oksana z mamą siedziały na starym łóżku. Obie były ciepło ubrane. Zima, a w domu dopiero co napalono w piecu.