Dziennik, 12 października
Gotuję już tylko dla siebie i Ani. Dla was nie mam zamiaru! A to dlaczego? oburzył się Mikołaj. Bo w naszej rodzinie, jak już zrozumiałam, każdy jest sam dla siebie. No to żyjcie tak!
Mamo, gdzie moje śniadanie? Weronika wpadła do sypialni bez pukania. Spóźnię się do szkoły!
Nina próbowała wstać, ale w głowie jej się kręciło. Termometr pokazywał trzydzieści osiem i siedem. Gardło paliło ogniem, w płucach coś świszczało.
Weronika, jestem chora Weź coś z lodówki.
Tam nic nie ma! Tylko jogurty dla małej! Córka stała w drzwiach ze skrzyżowanymi rękami. Zawsze myślisz tylko o niej!
Z pokoju dziecięcego dobiegł płacz. Anielka się obudziła. Nina zmusiła się do wstania. Nogi się pod nią uginały, przed oczami wirowały kółka.
Nino, a gdzie moja koszula? Mikołaj wyjrzał z łazienki. Ta w niebieskie paski?
Powinna być w szafie
Nie ma! Prasowałaś ją wczoraj?
Nina oparła się o ścianę. Cały wczorajszy dzień spędziła z gorączką, zajmując się młodszą córką.
Nie, nie zdążyłam.
Kurde! Mam naradę! mąż trzepnął drzwiami od łazienki.
Anielka płakała coraz głośniej. Nina powlókła się do pokoju dziecięcego, wzięła córeczkę na ręce. Dziewczynka przytuliła się do niej, łkając.
Mamo! krzyk Weroniki z kuchni. Tu naprawdę nie ma nic! Nawet chleba!
Pieniądze leżą na stole, kup sobie coś po drodze.
Nie będę wstępować do sklepu! Mam sprawdzian! Poza tym, to twój obowiązek karmić rodzinę!
Nina w milczeniu poszła do kuchni, niosąc Anielkę. Wyjęła z zamrażarki kotlety, postawiła patelnię na kuchence.
I ugotuj makaron! rozkazała Weronika, wpatrzona w telefon.
Kiedy śniadanie było gotowe, Mikołaj wyszedł z sypialni w pogniecionej koszuli.
Musiałem włożyć tę. Wyglądam jak menel. Dzięki stówa!
Nina milczała. Mówienie bolało, a sił na tłumaczenie nie było.
U Zosi dziś urodziny oznajmiła Weronika, nakładając sobie makaron. Idę do niej po szkole. Wrócę późno.
Weronika, jestem bardzo chora. Może zostaniesz w domu? Pomóż mi z siostrą.
Jasne, czemu nie! Czekałam na tę imprezę pół roku! Poza tym, ja nie prosiłam o siostrę! To wasz problem!
Córka złapała plecak i wybiegła z mieszkania, trzasnąwszy drzwiami.
Mikołaj dojadał śniadanie, przeglądając wiadomości w telefonie.
Mikołaj, może wrócisz dziś wcześniej? Naprawdę źle się czuję.
Nie mogę. Po pracy mamy korporację. Obowiązki, sama rozumiesz.
Ale jestem chora
No to weź coś. Paracetamol czy coś. Nie leżysz przecież. Jakoś się trzymaj.
Cmoknął ją w czoło gorące, spocone i wyszedł.
Nina została sama z trzyletnią córeczką. Anielka domagała się uwagi, jedzenia, zabawy. Nina robiła wszystko automatycznie, czując, jak opuszczają ją siły.
Na obiad gorączka wzrosła do trzydziestu dziewięciu. Nina jakoś nakarmiła dziecko, położyła je spać i zwaliła się na kanapę. W głowie jej dudniło, serce waliło.
Telefon zadzwonił. Wiadomość od Weroniki: Mamo, daj pieniądze na prezent dla Zosi. Na już!
Nina nie odpowiedziała. Nie miała siły nawet podnieść telefonu.
Wieczorem jako pierwszy wrócił Mikołaj. Podpity, wesoły, z reklamówką z sklepu.
Kupiłem piwo i chipsy! Dziś mecz! rzucił się na kanapę, włączając telewizor.
Mikołaj, nakarm Anielkę, proszę. Nie mogę wstać.
Co, tak źle? wreszcie spojrzał na żonę. Dlaczego taka czerwona?
Wysoka gorączka. Cały dzień
No to wezwij karetkę, jeśli tak źle. A gdzie Anielka?
W łóżeczku. Zaraz się obudzi.
Dobra, nakarmię. Tylko niech się najpierw obudzi.
Córeczka obudziła się po pół godzinie. Płakała, wołała mamę. Mikołaj niechętnie oderwał się od telewizora, wziął dziecko na ręce.
Czego beczysz? Chodź do taty!
Ale malec wyrywał się do mamy, płakał jeszcze głośniej. Mikołaj się zagubił.
Nino, ona chce do ciebie!
Daj jej ciastko z szafki. I sok.
Gdzie? Nie mogę znaleźć!
Musiała wstać. Świat zawirował, ledwie zdążyła złapać się ściany. Nina wyjęła ciastko, nalała sok do kubka. Anielka trochę się uspokoiła.
Weronika wróciła po północy. Nina nie spała gorączka nie dawała zasnąć.
Dlaczego nie odpowiedziałaś na wiadomość? od progu zaczęła córka. Musiałam pożyczać pieniądze od mamy Zosi! Wstyd!
Weronika, cały dzień miałam prawie czterdzieści gorączki
I co? Telefonu nie mogłaś wziąć? Dwie sekundy!
Następnego ranka Nina obudziła się, bo Mikołaj trząsł ją za ramię.
Nino, wstawaj! Muszę iść do pracy, a Anielka się drze!
Gorączka spadła, ale słabość pozostała. Nina wstała, wzięła córeczkę, zaczęła ją ubierać.
A śniadanie? spytał mąż.
Zrób sobie sam. Ja zawiozę Anielkę do przedszkola.
Sam? Ale ja nie umiem! I nie mam czasu!
Nauczysz się.
Coś w jej głosie sprawiło, że Mikołaj zamilkł. Zamruczał coś pod nosem i poszedł do kuchni.
Kiedy Nina wróciła z przedszkola, w domu był bałagan. Brudne naczynia, porozrzucane rzeczy, pognieciona pościel. Zwykle od razu zabrałaby się za sprzątanie. Ale nie dziś.
Wzięła prysznic, wypiła herbatę i położyła się spać.
Wieczorem rodzina zebrała się na kolację. A raczej przy pustym stole.
Mamo, co na kolację? zapytała Weronika.
Nie wiem. Co sobie przygotujesz, to będziesz jadła.
Jak to? córka otworzyła szeroko oczy.



