Natalko, żyć z twoim synem nie będę, możesz mu to przekazać powiedziała Kinga.
A z kim ty będziesz żyć? Komu jesteś potrzebna z dzieckiem? Jakoś u was za płotem nie widzę kolejki książąt mruknęła teściowa.
Kinga pakowała rzeczy córeczki. Swoje już spakowała niewiele, tylko to, co najważniejsze. Resztą zajmie się później.
Ruchy miała spokojne i metodyczne włożyła do torby ciepły kombinezon Zosi, w myślach odhaczając tę pozycję. Spakowała buciki kolejny punkt gotowy.
Już nie płakała, nie rozpaczała bezsenna noc wystarczyła, by podjąć decyzję: z Dawidem muszą się rozstać.
Słyszała, kiedy wrócił do domu. Zajrzał do sypialni, a nie znalazłszy tam żony, uchylił drzwi pokoju dziecięcego. Kinga udawała, że śpi.
Rano, przed wyjściem do pracy, Dawid też podszedł pod drzwi pokoju Zosi. Postał, postukał, ale wejść się nie odważył rozmowę z żoną odkładał na wieczór.
Ale żadnej rozmowy już nie będzie, bo Kinga za pół godziny wezwie taksówkę i pojedzie do rodziców z dwuletnią Zosią.
Po tym, co stało się wczoraj, nie chce nie tylko rozmawiać z Dawidem, ale nawet na niego patrzeć.
Do jego powrotów pod gazem co piątek już się przyzwyczaiła. Ale wczoraj była środa. Co więcej, rano Kinga prosiła męża, żeby wrócił wcześniej i posiedział z córką, podczas gdy ona spotka się z koleżanką Magda obiecała znaleźć jej pracę zdalną.
Nie odważyła się zostawić córeczki z mężem w takim stanie i zadzwoniła do Magdy, prosząc o przełożenie spotkania. Dawidowi się to nie spodobało:
Do kogo dzwonisz? O jakie spotkanie się umawiasz? rzucił się na Kingę.
Z Magdą rozmawiam. Miałyśmy się spotkać, ale nie moge zostawić Zosi z tobą.
A czemu niby nie możesz?
Spójrz na siebie w lustro jak wyglądasz. Idź się przespać, jutro masz robotę powiedziała Kinga i wyszła do kuchni.
Stać! warknął Dawid i chwycił żonę za rękę. Co ci się w moim stanie nie podoba? Ha? Posiedziałem trochę z kumplami, u Marcela urodziny. Księżniczko jedna! Sam decyduję, kiedy wracam do domu. Jasne?
Kinga spróbowała wyrwać rękę:
Puść! Boli! Zupełnie ci odbiło!
Szarpnęła się, Dawid zachwiał się i o mało nie upadł.
A, tak? wrzasnął, a w następnej chwili jego pięść uderzyła ją w nasadę nosa.
Kinga złapała się za twarz. Dawid, który sam chyba nie spodziewał się po sobie takiego czynu, puścił jej rękę i próbował coś powiedzieć. Ale ona odwróciła się i poszła do córki.
Księżniczko! krzyknął jeszcze mąż i wybiegł z mieszkania.
Księżniczką nazywała Kingę teściowa. Dziewczyna od razu nie spodobała się Natalii.
Dwadzieścia jeden lat, a wciąż na garnuszku rodziców. Studiuje! A ja w jej wieku już miałam jedno dziecko i drugie w drodze.
Mąż, dom, ogródek, gospodarstwo! A ona się uczy! Księżniczka! Będziesz się z nią męczył, Dawidku. Lepiej wybrałbyś zwykłą dziewczynę!
Rodzice Kingi też nie byli zachwyceni zięciem.
Kinga, po co się śpieszysz? Dawid to nie ostatni facet na świecie! Zakochałaś się? No to się spotykajcie, możecie nawet razem pomieszkać, choć wiesz, co o tym myślę.
Nie od razu za mąż! Pomyśl jesteś gotowa spędzić z nim resztę życia? Przyjrzyj się jego rodzinie. Potem podejmij decyzję.
I Kinga podjęła. Że była to zła decyzja, zrozumiała po pół roku. Mogła odejść. Ale po pierwsze, wstyd było przyznać, że rodzice mieli rację. Po drugie była już w ciąży.
Narodziny Zosi nie zmieniły Dawida. Wciąż uważał, że dom i dziecko to wyłącznie problemy żony.
Jej złe samopoczucie, choroba córki czy inne sprawy nie były wymówką, jeśli nie było obiadu albo mieszkanie nie lśniło.
Z jednym dzieckiem nie dajesz rady? Inne kobiety jakoś ogarniają!
Nie może być, żebyś nie znalazła czasu, żeby zrobić zakupy i ugotować.
Zosi ząbkują, marudzi, nie mogę gotować z nią na rękach. Zamówiłam jedzenie. Możesz sam ugotować pierogi? Albo weź córeczkę, a ja zrobię kolację.
Różowe okulary dawno się rozpadły. Kinga coraz częściej myślała, że mama miała rację, radząc, by nie śpieszyć się z małżeństwem i przyjrzeć się rodzinie Dawida.
Kilka razy była bliska odejścia, ale Dawid obiecywał zmianę. Kinga wierzyła i jeszcze się łudziła.
Ale po wczorajszym, gdy po raz pierwszy podniósł na nią rękę, zrozumiała dość.
Tak, przed rodzicami będzie wstyd. Ale żyć z mężem, który nie wstydzi się uderzyć kobiety, nie chce. I nie chce, by w takich warunkach żyła Zosia.
Mama Kingi zobaczyła przez okno, jak pod dom podjechała taksówka, z której wysiadła córka z Zosią na rękach.
Tomek, zobacz, Kinga przyjechała. Z rzeczami. Pomóż jej z torbami powiedziała do męża.
Gdy Kinga weszła do domu i zdjęła ciemne okulary, rodzice oniemieli: lewe oko było opuchnięte, pod nim siniec.
To Dawid?! zdziwiła się mama.
Kinga skinęła głową.
To ja mu teraz urządzę rzucił się do drzwi ojciec.
Tato, nie powstrzymała go córka. Ja go inaczej ukarzę. A ty mi lepiej pomóż zabrać z jego mieszkania nasze rzeczy i łóżeczko Zosi.
Po rzeczy pojechał ojciec i jego starszy brat wujek Kingi, a potem tato zawiózł córkę na pogotowie.
Jeśli chcecie złożyć się na Dawida, zaświadczenie z pogotowia nie wystarczy, trzeba iść do sądowego lekarza wyjaśnił wujek.
Jutro pojedziemy powiedział ojciec. Trzeba się zapisać.
Dawid wrócił z pracy z bukietem dla żony i zabawką dla córki. Ale w domu nikogo nie było. Co więcej nie było ich rzeczy ani łóżeczka Zosi.
Spróbował zadzwonić do Kingi, ale telefon był wyłączony. Wtedy zaczął dzwonić do teściowej. Ta odebrała



