Barbara układała kuchenne ręczniki nowe, w delikatny kwiatowy wzór gdy telefon zadrżał. Westchnęła: cztery nieodebrane połączenia od Kasi, koleżanki z pracy. Pewnie nic ważnego. Barbara wróciła do szafki, ale telefon znów się rozbrzmiał.
Basiu, dlaczego nie odbierasz? Kasia mówiła szybko. Wiesz, że Antonina obchodzi jubileusz w sobotę?
Barbara zesztywniała, ściskając ręcznik w dłoni.
Jaki jubileusz?
Siedemdziesiąte piąte urodziny. Ola do mnie dzwoniła, jest zaproszona z Tomkiem. Mówi, że Antonina wysłała zaproszenia dwa tygodnie temu.
Ręcznik wyślizgnął się z rąk Barbary. Trzydzieści dwa lata małżeństwa z Jackiem, i nigdy nie opuściła rodzinnej uroczystości. A teraz jubileusz Antoniny, i nic.
Może zapomnieli? szepnęła, choć w to nie wierzyła.
Zapomnieli? Ola mówi, że lista gości ma dwadzieścia osób. Wszyscy są zaproszeni: bracia Jacka z żonami, nawet ich dawna sąsiadka z piątego piętra.
Barbara usiadła na taborecie. Przypomniały jej się wszystkie chwile: jak opiekowała się teściową po operacji woreczka żółciowego, jak zrezygnowała z urlopu, by Antonina mogła mieć nowe protezy, jak zajmowała się wnukami, gdy inni byli zajęci.
Wiesz co? ciągnęła Kasia to wszystko przez ten tort w Sylwestra. Pamiętasz, że kupiłaś nie ten?
Kasiu, tort nie ma z tym nic wspólnego. Ona po prostu zawsze uważała mnie za obcą.
Drzwi wejściowe zatrzasnęły się Jacek wrócił. Barbara szybko pożegnała się z przyjaciółką.
Mąż wszedł do kuchni, strzepując deszcz z włosów jak chłopiec. Barbara spojrzała na zmarszczki wokół jego oczu, na znajome rysy. Trzydzieści dwa lata razem. A jednak obca.
Jacek, twoja mama obchodzi jubileusz w sobotę? spytała, starając się, by głos jej nie drżał.
Zastygł przed lodówką, nie odwracając się.
Tak, coś tam będzie.
Dlaczego mi nie powiedziałeś?
Jacek otworzył lodówkę i wpatrywał się w jej zawartość, jakby widział ją pierwszy raz.
Mama nie chce wielkiego przyjęcia. Tylko najbliższa rodzina.
Najbliższa rodzina powtórzyła Barbara. A ja do niej nie należę?
Basiu, nie zaczynaj tego. Znasz mamę. Ma swoje dziwactwa.
Dziwactwa? Barbara poczuła falę gniewu. Przez trzydzieści dwa lata znosiłam jej dziwactwa! To nie są dziwactwa, Jacek, to jest to jest
Nie znalazła odpowiedniego słowa i tylko machnęła ręką.
Opiekowałam się nią po operacji, gdy byłeś w delegacji. Zrezygnowałam z urlopu, by miała nowe zęby. Pilnowałam wnuków, gdy Iza wyjechała. Trzydzieści dwa lata starań, by być dobrą synową. I tak ma być?
Jacek potarł nasadę nosa.
Basiu, naprawdę musisz liczyć każdy drobiazg? Kto komu co jest winien?
Nie liczę! Głos Barbary zadrżał. Chcę tylko być częścią rodziny. Twojej rodziny. Czy to naprawdę za dużo?
Jacek westchnął ciężko i usiadł na krześle.
Słuchaj, przesadzasz. Mama po prostu chce cichego spotkania.
Cichego? Na dwadzieścia osób? Każde słowo paliło ją w gardle. Nawet sąsiadka z piątego piętra jest zaproszona!
Skąd ty?
Czy to ważne? Porwała ręcznik i zaczęła nerwowo wycierać już suchy blat. Trzydzieści dwa lata, Jacek! Co źle zrobiłam? Powiedz!
Jacek sięgnął po jej dłoń, ale odsunęła się.
Basiu, znasz mamę. Wciąż myśli, że zabrałam cię od niej.
Zabrałam cię? Zaśmiała się gorzko. Miałeś dwadzieścia pięć lat, gdy się poznaliśmy! Nie pięć!
Przypomniała sobie, gdy pierwszy raz przekroczyła próg domu Antoniny, jak starała się zrobić dobre wrażenie, piekąc ciasto według przepisu babci. Ale teściowa tylko zacisnęła usta i powiedziała: W naszej rodzinie tak nie gotujemy.
Całe życie ciągnęła Barbara starałam się jej dogodzić. A ona? Pamiętasz, jak mówiła wszystkim, że źle wychowuję Krzysia? Albo jak powiedziała moim rodzicom, że nie umiem gotować? A ty zawsze milczałeś! Zawsze byłeś neutralny!
To czego ode mnie chcesz? Jacek podniósł głos. Mam się kłócić z mamą przez jakieś przyjęcie?
Nie przez przyjęcie! wybuchnęła. Przez to, jak mnie traktuje! Że przez trzydzieści dwa lata twoja mama nie uważała mnie za rodzinę, a ty na to pozwalałeś!
Odwróciła się do okna. Na zewnątrz mżył deszcz, szary i przygnębiający, jak jej nastrój.
Basiu, przestań dramatyzować Jacek podszedł i niezgrabnie objął ją za ramiona. Chcesz, żebym z nią porozmawiał? Może to jakieś nieporozumienie.
Nieporozumienie? Wyrwała się z jego objęć. Nie, Jacek. Nieporozumieniem byłoby, gdyby to był pierwszy raz. Ale teraz teraz to po prostu policzek w twarz.
Przez kolejne dni Barbara chodziła jak we mgle. W pracy uśmiechała się przez zaciśnięte zęby, w domu milczała. Jacek próbował łagodzić sytuację, ale każda rozmowa tylko pogłębiała ból.
Nie masz pojęcia, jak była wściekła w zeszłym roku przez ten tort powiedział w czwartek wieczorem przy kolacji. Mama myśli, że zrobiłaś to specjalnie.
Specjalnie? Barbara odłożyła widelec. Objeżdżałam trzy cukiernie, by znaleźć tort bez glutenu, bo jest uczulona!
Ale wiesz, że lubi tylko bezy, a ty wzięłaś ten z kremem.
Bo nie było bezowych! Łzy napłynęły jej do oczu. Naprawdę myślisz, że spędziłam pół dnia na szukaniu tortu, by specjalnie wziąć zły?
Jacek zamilkł, a ta cisza znaczyła więcej niż słowa.
W piątek wieczorem Barbara weszła do pokoju syna. Krzysio przyjechał na weekend. Leżał na kanapie, wpatrzony w telefon.
Krzysiu, niedługo jubileusz babci.
No odpowiedział, nie odrywając wzroku od ekranu. Tata mi mówił.
I



